Firma Amazon przejęła w zeszłym roku start-up Bee. Oferował on jeden, niezwykle popularny w ostatnim czasie wśród producentów produkt: urządzenie do noszenia na ciele, wyposażone w mikrofon, który przesyłał pliki audio do modelu LLM, który z kolei transkrybował nagrania na tekst umożliwiający zapoznanie się z treściami naszych rozmów. Tego typu urządzenia znamy już z przeszłości – na przykład Pebble Core Index 01, przypinkę Plaud Note AI, a ostatnio także Apple Watch Series 12 i Apple Watch Ultra 4, które mają oferować podobne i dość kontrowersyjne funkcje – Siri Recap i Live Rewind. Amazon nie chciał pozostać w tyle za konkurencją i właśnie zaprezentował dwa nowe, przysłuchujące się Waszym rozmowom produkty: Bee Frontier oraz Bee Eclipse.
Bee Frontier i Bee Eclipse – przywitajcie swoich transkrybujących wszystkie Wasze rozmowy asystentów
Bee Frontier, w cenie 74,99 dolarów (około 300 złotych), to urządzenie w kształcie pastylki przypominające monitor aktywności fizycznej, wyposażone w baterię wystarczającą na siedem około dni pracy, które można nosić przypięte do ubrania lub na dołączonej opasce na nadgarstek. Jednak zamiast gromadzić dane biometryczne, urządzenie to posiada dwa mikrofony oraz wyraźnie widoczny przycisk włączania, który nagrywa dźwięk i transkrybuje go na streszczenia oraz podsumowania wszystkich zarejestrowanych rozmów.
Po włączeniu aplikacja Bee gromadzi informacje kontekstowe z Twoich rozmów i podłączonych aplikacji, aby dostarczać analizy i rekomendacje. Dostęp do podsumowań rozmów masz w aplikacji mobilnej Bee lub w zupełnie nowej aplikacji komputerowej, która oferuje szablony dostosowane do Twoich konkretnych potrzeb i ustawień — na przykład wykłady, plany opieki lub burze mózgów. Możesz również przeglądać zapisy z ostatnich kilku dni, aby przypomnieć sobie, o czym rozmawiałeś. Bee wychwytuje powtarzające się trendy lub motywy — i rekomenduje spersonalizowane cele oraz działania.
Amazon
Bee Eclipse, kosztujące 99,99 dolarów (około 400 złotych), to nieco odmienna wersja tego samego konceptu. Mamy tu do czynienia z magnetycznym urządzeniem wielkości karty kredytowej, które przyczepia się z tyłu smartfona i ma na celu „zapewnienie klientom większego wyboru poza urządzeniami do noszenia”. Jak zauważa serwis TechRadar, przypomina z wyglądu takie urządzenia jak Plaud Note, które również mają konstrukcję magnetycznej karty kredytowej i są wyposażone w jeden przycisk do nagrywania. Bee Eclipse korzysta z tego samego oprogramowania do transkrypcji i ma taki sam dostęp do aplikacji Bee jak model Bee Frontier.
Czy urządzenia typu Amazon Bee mają w ogóle jakiś sens?
Amazon zapewnia, że „ochrona prywatności stanowi integralną część koncepcji platformy Bee od samego początku”. Nie zmienia to jednak faktu, że posiadanie przy sobie urządzenia, którego całym sensem istnienia jest rejestrowanie rozmów z osobami, które mogą nawet nie zdawać sobie sprawy z bycia nagrywanymi, pozostaje dość kontrowersyjnym tematem.
Wielkie firmy technologiczne próbują przekonać nas o użyteczności oferowanych przez tego typu sprzętu funkcji w sposób co najmniej odbiegający od tego, jak prawdziwi ludzie zachowują się w rzeczywistości, czego koronnym przykładem jest wrześniowa demonstracja Live Rewind od firmy Apple, w której ktoś zamiast powtórzyć kelnerkę o powtórzenie wypowiedzianej kilka sekund temu nazwy dania – sprawdza jej wypowiedź na swoim zegarku.
Czy zatem przydatność Amazon Bee Frontier i Bee Eclipse warte są potencjalnej inwazji prywatności, którą mogą ze sobą przynieść? Jeszcze nie widziałem urządzenia tego typu, które naprawdę usprawiedliwiłoby swoje istnienie i trochę śmiem wątpić w to, że w najbliższym czasie ujrzymy coś wystarczająco przekonującego, aby oddać się w pełni wizji firm pokroju Amazona i Apple.











0 komentarzy