Jim Brindenstine, były administrator NASA, jest zdania, że Stany Zjednoczone mają obecnie niewielkie szanse na odniesienie wygranej w drugim wyścigu na Księżyc. Oczywiście istnieje szansa na to, że sytuacja ulegnie zmianie, niemniej czas nagli, a podejście administracji Trumpa do wydatków na eksplorację kosmosu nie napawa optymizmem.
Pierwszą załogową misją programu Artemis ma być Artemis III, która zakończy trwającą ponad pół wieku nieobecność człowieka na Księżycu – pod warunkiem że Amerykanie nie zostaną uprzedzeni przez Chińczyków. Takie obawy ma jeden z byłych administratorów NASA, Jim Brindestine. Zdaniem mężczyzny, dokonywane przez administrację Donalda Trumpa cięcia w finansowaniu agencji i wywieranie na nią presji celem zmniejszenia wydatków nie sprzyjają utrwalaniu pozycji Stanów Zjednoczonych jako lidera kosmicznej eksploracji. W międzyczasie rywale, na czele z Chinami, nie próżnują i rozwijają własne programy kosmiczne.
Według informacji przytoczonych przez Erica Bergera z Ars Technici amerykańskiemu rządowi mimo wszystko zależy na tym, aby doprowadzić do końca program Artemis. W związku z tym na początku roku zaproponowano wdrożenie dwóch zmian w funkcjonowaniu NASA i jej planach dotyczących dalszej eksploracji kosmosu, aby zagwarantować utrzymanie funduszy na najważniejsze cele.
Po pierwsze, zażądano, aby wraz z końcem misji Artemis III (która, gwoli przypomnienia, jest aktualnie zaplanowana na 2027 r.) pożegnano się z generującą duże koszty rakietą Space Launch System (SLS) oraz statkiem kosmicznym Orion. Biały Dom podkreślił przy tym, że amerykańska Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej powinna skupić się na badaniu powierzchni Księżyca i tym samym porzucić niezwiązane z tym zadaniem przedsięwzięcia, takie jak Lunar Gateway – niewielka stacja kosmiczna, która krążyłaby po orbicie ziemskiego satelity. Środki, które miałyby zostać spożytkowane na jej powstanie, zostałyby przekierowane na budowę bazy księżycowej w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Szczęście w nieszczęściu, nie wszystkim politykom spodobał się pomysł z ukróceniem finansowania NASA i narzucaniu agencji sposobu, w jaki powinna działać. Jedną z osób, która głośno sprzeciwiła się pomysłowi administracji Trumpa, jest senator Ted Cruz z Teksasu. Za sprawą jego ingerencji w ramach ustawy One Big Beautiful Bill przyznano dodatkowe 6,7 miliarda dolarów na kontynuację lotów z udziałem Oriona i SLS, jak również na budowę Lunar Gateway.
To jednak nie wszystko, co Cruz miał do powiedzenia w kwestii eksploracji kosmosu. W trakcie środowej konferencji dotyczącej misji Artemis senator przestrzegł rząd przed dalszymi cięciami i rezygnacją ze sprawdzonych rozwiązań pokroju Space Launch System.
Byłoby nierozsądne przerywać te misje po zakupie większości sprzętu, a w niektórych przypadkach nawet po jego dostarczeniu, gdy nie ma łatwo dostępnej alternatywy komercyjnej. Z niecierpliwością czekam na współpracę z administracją, aby zapewnić wykorzystanie tych funduszy zgodnie z intencjami Kongresu.
Ted Cruz
Starczy wspomnieć, że przesłuchanie nosiło tytuł „Nadchodzi zła passa: dlaczego Kongres i NASA muszą pokrzyżować plany Chin w wyścigu kosmicznym”, a obecni na nim ludzie praktycznie w pełni zgodzili się z opinią Teda Cruza co do tego, że administracja USA powinna dołożyć wszelkich starań, aby ubiec Chińczyków w wysłaniu człowieka na Srebrny Glob.
Zadanie to nie należy jednak do najprostszych, a osoby zaznajomione z aktualną sytuacją NASA stawiają sprawę jasno – szanse na powodzenie są niewielkie. Napomknięty w pierwszym akapicie Jim Brindestine przekazał, że „o ile nic się nie zmieni, jest bardzo mało prawdopodobne, aby Stany Zjednoczone wyprzedziły Chiny w realizacji planowanego harmonogramu misji na powierzchnię Księżyca”. Brinderstine podkreślił przy tym, że poleganie na technologii dostarczonej przez SpaceX jest błędem, jako że jest ona przesadnie złożona i wymaga znacznej koordynacji. Co więcej, były administrator państwowej agencji jest zdania, że tym razem należy nieco odpuścić i skupić się na zagospodarowaniu nie samego Księżyca, a jego okolicy, w czym pomocne mogłoby się okazać właśnie Lunar Gate.
Pytanie brzmi: co robimy? Myślę, że jedną z rzeczy, które możemy zrobić, jest powiedzenie: „Słuchajcie, nie zamierzamy po prostu umieszczać flag i śladów stóp na Księżycu, tak jak robiliśmy to w latach 1969–1972”. Teraz zamierzamy po prostu polecieć na Księżyc. Mike Gold, moim zdaniem słusznie, mówił o Gateway i o tym, jak mogłaby ona stać się naszą bazą księżycową wokół Księżyca. Następnie moglibyśmy zaprosić partnerów komercyjnych i międzynarodowych do tej bazy księżycowej, aby mieć dostęp do dowolnego miejsca na powierzchni Księżyca w dowolnym momencie.
Jim Brindestine
W tym kontekście warto poruszyć niedawne rozważania na temat ustanowienia przyczółku na Księżycu przez któreś z państw oraz tego, jakie zastosowanie w stosunku do takiego miejsca miałoby współczesne prawo.
0 komentarzy