Nie wiem, na ile orientujecie się w najnowszej historii Sonosa, warto więc przypomnieć, że na początku 2024 roku Amerykanie zdecydowali się na potężny redesign swojej aplikacji. Nie wyszedł on im tak bardzo, że w zasadzie nikt nie mówił o niczym innym przez następny rok. Użytkownicy zostali odcięci od swoich urządzeń i nie mogli się z nimi połączyć, aplikacja się zawieszała, wyłączała – generalnie koszmar. Przekonałem się o tym na własnej skórze, gdy moje słuchawki Sonos Ace po jednej z aktualizacji po prostu odmówiły współpracy i zmieniło się to dopiero dwa miesiące później, po kolejnym patchu. Dziś już wszystko z nimi w porządku.

Od tego czasu w firmie przeprowadzono redukcję zatrudnienia i w zasadzie wstrzymano premiery nowego sprzętu. Aplikacja działa już całkiem znośnie i nie napotkałem większych problemów w swoim domowym systemie, składającym się z soundbara Ray i głośnika Move. Niedawno do sprzedaży trafił pierwszy (od dłuższego czasu) nowy produkt Sonosa – przewodowy głośnik Era 100 SL. Miałem okazję go wypróbować i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobał. Może za wcześnie na mówienie o powrocie do formy sprzed katastrofy, niemniej jest już dobrze.
Ubogi brat, któremu prawie nic nie brakuje
W 2023 roku Sonos wypuścił naprawdę udany głośnik Era 100, który miał w sieci dużo pozytywnych recenzji. Czym jest w takim razie Era 100 SL? Cóż, można powiedzieć, że nieco „biedniejszą” wersją Ery 100. W cenie 889 złotych dostajemy dokładnie te same podzespoły i identyczne brzmienie co w sprzęcie kosztującym 999 złotych. Gdzie jest haczyk? Otóż Era 100 SL nie posiada wbudowanych mikrofonów, mogących służyć do obsługi głosowej (w praktyce raczej średnio przydatnej) bądź do kalibracji technologii Trueplay, która automatycznie dostosowuje dźwięk do warunków pomieszczenia (choć da się to obejść). Jeśli to wam nie przeszkadza, tak naprawdę nie ma sensu dopłacać do droższego wariantu.
Znajdziecie tu bowiem wszystko, co może się przydać w nowoczesnym głośniku: łączność Wi-Fi 6, kompatybilność z funkcją AirPlay 2 firmy Apple (działa fenomenalnie i pozwala na odtwarzanie muzyki w dużo wyższej jakości niż Bluetooth), Bluetooth w standardzie 5.3 oraz możliwość podłączenia innego sprzętu kablem z końcówką minijack 3,5 mm (wymaga dokupienia adaptera USB-C do minijacka Sonosa).

Cała obsługa głośnika odbywa się za pomocą dotykowych „przycisków” umieszczonych na górze urządzenia. Mamy tu opcje odtwarzania i pauzy, przewijania utworów oraz regulacji głośności. Funkcjonuje to dobrze, ale rozumiem, że niektórzy woleliby przyciski fizyczne, które można obsłużyć np. mokrymi rękoma.
Wspominałem wcześniej, że mimo wszystko da się wykonać kalibrację Trueplay w Erze 100 SL, ale do tego potrzebny jest iPhone lub iPad. Sonos pozwala przeprowadzić „pomiar” dźwięku w pomieszczeniu za pomocą mikrofonu wbudowanego w urządzenia z iOS-em i iPadOS-em. Posiadacze Androida niestety nie skalibrują Trueplay w tym modelu.
Brzmi świetnie
Pod względem dźwięku jest bardzo dobrze, ale to nie powinno dziwić, bo Era 100 SL to dokładnie ten sam sprzęt co Era 100. Mamy tutaj dźwięk stereo, spory woofer oraz możliwość regulacji tonów wysokich i niskich w prostym equalizerze w aplikacji Sonos. Moim zdaniem głośnik brzmi jednak najlepiej w ustawieniach domyślnych.
Podczas testów przesłuchałem dziesiątki utworów z różnych gatunków – od klasyki, przez rock i metal, po hip-hop i jazz. W każdych warunkach Era 100 SL radziła sobie znakomicie. Czuć, że Sonos świetnie zbalansował dźwięk, bo mimo zaskakująco mocnych basów nadal bardzo dobrze słychać średnicę i wysokie tony. Myślę, że wiele osób byłoby zaskoczonych, jak donośnie i jednocześnie czysto gra ten niewielki sprzęt. To zresztą znak rozpoznawczy urządzeń Sonosa – niepozorne gabaryty i duży, wypełniający pomieszczenie dźwięk.

Najlepiej głośnik wypadał w utworach popowych i hip-hopowych, w których basy podkreślają głębię brzmienia. Bardzo dobrze słuchało mi się np. płyty „Enter the Wu-Tang”, a współczesne hity z gatunku pop – jak „The Life of a Showgirl” Taylor Swift czy utwory Billie Eilish – przyjemnie wypełniały pokój. Sprzęt Sonosa nieźle radził sobie też z jazzem – dźwięk instrumentów dętych niósł się czysto i wyraźnie.
Nieco gorzej Era 100 SL sprawdziła się w przypadku rocka i metalu – tu momentami czuć było dominację basów nad średnicą i zdarzało się, że werble czy talerze ginęły w miksie. Jednocześnie wokale i wysokie tony pozostawały dobrze słyszalne, więc całość nadal była klarowna. Można powiedzieć, że po wyjęciu z pudełka dostajemy klasyczne brzmienie w kształcie litery V. Da się to jednak łatwo skorygować, obniżając basy w aplikacji o jedno „oczko”.
Baterii nie stwierdzono
Wielu z was może spojrzeć na Erę 100 SL i pomyśleć, że to świetny sprzęt na imprezy, wyjazdy czy spotkania ze znajomymi. Oczywiście da się go przenosić, ale trzeba pamiętać, że – podobnie jak HomePody Apple’a – jest to głośnik zasilany wyłącznie z gniazdka. Nie ma baterii i raczej nie podłączycie go do powerbanku. Warto to uwzględnić przy wyborze miejsca ustawienia. Ja ulokowałem swój obok telewizora, gdzie miałem listwę zasilającą, ale bez niej dostęp do gniazdka byłby problematyczny.
Jeśli zależy wam na mobilności, lepszą opcją z oferty Sonosa będzie Move lub Move 2. Niestety ten drugi model kosztuje ok. 2000 złotych, choć w promocjach można go znaleźć i za ok. 1700 złotych.
Gwiazda kina domowego
Podczas testów skorzystałem też z możliwości sparowania Ery 100 SL z innymi głośnikami tego producenta w system audio. W tym przypadku pod telewizorem stał soundbar Sonos Ray, a za kanapą Era 100 i Era 100 SL. Takie ustawienie zapewniało bardzo dobre wrażenia, a aplikacja automatycznie skonfigurowała głośniki tylne tak, by wspierały główne źródło dźwięku, nie dominując nad nim.

Jeśli miałbym wskazać minus – przy oglądaniu filmów intensywne basy z tyłu potrafiły momentami przeszkadzać, więc czasem zmniejszałem ich poziom o jedno „oczko”.
Oby tak dalej
Nie będę ukrywał, że podchodziłem do Ery 100 SL z pewną rezerwą, głównie przez problemy z oprogramowaniem Sonosa. Okazało się jednak, że wszystko działa bez większych zarzutów, poza dość długą, na szczęście jednorazową, aktualizacją. Jestem prawdziwym fanem dźwięku tego głośnika, bo w niewielkiej obudowie udało się zamknąć naprawdę „duże” brzmienie. Mieszkam w kawalerce, więc doceniam kompaktowy sprzęt, który gra na wysokim poziomie.
Czy warto zapłacić 889 złotych? To już trudniejsze pytanie. To jedna z najtańszych opcji wejścia w ekosystem Sonosa, który można potem rozbudowywać o kolejne urządzenia, tworząc spójny system audio z obsługą technologii AirPlay.
Z drugiej strony niemal 1000 złotych za głośnik to nadal spory wydatek. Na tej półce cenowej nie ma jednak dużego wyboru. Urządzenia takie jak Apple HomePod, Ultimate Ears Epicboom czy Bose z serii SoundLink kosztują tyle samo lub więcej, choć warto wspomnieć, że oferują baterię.
Schodząc niżej, do ok. 500 złotych, tracimy już wyraźnie na jakości – modele takie jak Amazon Echo Dot Max, JBL Flip 7 czy Soundcore Boom nie zapewniają zbliżonego poziomu dźwięku.
Wiele zależy więc od waszych preferencji, ale jeśli szukacie głośnika o naprawdę wysokiej jakości brzmienia i nie potrzebujecie baterii, solidny Sonos Era 100 SL stanowi dobry wybór.
0 komentarzy