Przejdź do treści

Test gry Śródziemie: Cień wojny

3 minuty czytania
Wesprzyj redakcję i dodaj PC Format do ulubionych źródeł w Google. To dla nas bardzo ważne!

Bogata historia Śródziemia ponownie stanowi tło dla rzezi zielonoskórych sług Saurona, której przebieg urąga prawom logiki. Jako gra akcji Cień wojny spisuje się znakomicie, ale spadkobierców Tolkiena w jej pobliże lepiej nie dopuszczać.

Studio Monolith opowiada historię osadzoną w okresie dzielącym fabuły „Hobbita” i „Władcy pierścieni”. Amerykanie postarali się, by ich dzieło nie stało w sprzeczności z wydarzeniami książkowymi, ale w wypełnianiu luk w dziejach uniwersum poczynają sobie z odwagą.

Jaskrawym przykładem jest Szeloba, którą spotyka znany z poprzedniej części protagonista, Talion. Monstrualna pajęczyca występująca m.in. we „Władcy pierścieni” potrafi przyjmować postać atrakcyjnej kobiety obdarzonej talentem jasnowidzenia i odgrywa istotną rolę w straceńczym zadaniu, którego podjął się bohater. Błękitnooki Gondorczyk zawarł pakt z gderliwym duchem Celebrimbora, elfiego kowala, który przed wiekami wykuł Jedyny Pierścień. Razem tworzą nową, nieskażoną złem błyskotkę, i dysponując jej mocą, usiłują powstrzymać Saurona i jego Nazgûle. Zaczynają budować w Mordorze konkurencyjną potęgę.

Talion to wojownik, który dzięki wsparciu widmowego towarzysza sam stanowi jednoosobową armię. Twórcy gry posyłają ku niemu hordy orków dużych i małych, których ten z gracją tancerza nokautuje i tnie mieczem, w zwolnionym tle dziurawi strzałami albo rozpruwa w skrytobójczych sekwencjach z użyciem sztyletu. Mimo nieskomplikowanego sterowania trudno o drugą grę z tak doskonałą choreografią walk. Bogactwo animacji i płynność, z jaką splatają się ciosy, uniki i kontry urozmaicane atakami specjalnymi, sprawiają, że zamiast polować na dowódców dla przyjemności szlachtuje się szeregowych wojaków.

Rozlew krwi urozmaicają zdolności w rodzaju jazdy (i walki!) na wilkopodobnym karagorze oraz elementy otoczenia pokroju eksplodujących beczek z grogiem. Szkoda tylko, że czasem gra źle rozpoznaje intencje gracza i np. zamiast wbiec po ścianie ranny Talion na powrót rzuca się na zatrute orcze ostrza.

Rzeczywiste wyzwanie czeka ze strony wrogich hersztów – w każdym z dostępnych regionów, od zielonego Núrnen po zadymione okolice Góry Przeznaczenia, roi się od twardych osobników o unikatowych cechach. Zaskakująco elokwentni w groźbach i obelgach kapitanowie bywają odporni na strzały czy udaremniają próby przeskoczenia nad głową, ale i panicznie boją się trucizny albo wpadają w szał, gdy zobaczą brutalną egzekucję – odkrycie ich słabości to klucz do wygranej. Dowódców nie trzeba zabijać, bo Pierścień pozwala Talionowi włączyć osłabioną ofiarę w szeregi jego armii. Ork zdrajca może przeniknąć do obozu wroga, by w krytycznym momencie wbić nóż w plecy dawnego kamrata, a także pomoże podczas oblężenia – ostatecznym celem w każdej krainie jest zdobycie wrogiej twierdzy i pozbycie się jej namiestnika.

Walka z siłami Saurona została też ujęta w zestaw opatrzonych ładnymi cutscenami zadań, które pozwalają m.in. stawić czoła balrogowi. W Mordorze gracz odnajduje ślady wspomnień Szeloby i szuka słów poematów otwierających elfickie ruiny, gdzie czeka legendarna broń, a ponieważ orkowie to nacja gwałtowników, wraz z upływem czasu zmienia się układ sił na mapie. Zielonoskórzy co rusz napadają na siebie, pojedynkują i przemieszczają w hierarchii, także wskutek kontaktów z Talionem – upokorzony dowódca powraca silniejszy, a inny pojawia się znienacka, by pomścić śmierć brata. Na tym placu brutalnych zabaw cały czas jest co robić – dopiero gdy finał zmusza do spędzenia wielu dodatkowych godzin na rozbudowie armii albo sięgnięcia po mikrotransakcje, zaczyna to nużyć.

Wesprzyj redakcję i dodaj PC Format do ulubionych źródeł w Google. To dla nas bardzo ważne!

0 komentarzy

Zostaw komentarz