Biały Dom po raz wtóry spróbował przemówić do graczy, tym razem nawiązując do serii Call of Duty i wykorzystując do tego celu konflikt z Iranem. Amerykanie sporządzili kompilację swoich wyczynów na terenie rzeczonego kraju, a większość klipów wchodzących w skład materiału stanowią nagrania z dronów. Całość została opatrzona charakterystycznym dla tytułowej serii interfejsem oraz komunikatami informującymi o zdobyciu punktów po celnym trafieniu. Jako że film został zamieszczony na oficjalnym profilu Białego Domu na X-ie, wywołał on spore zamieszanie wśród internautów. Co prawda znalazło się kilku zwolenników takich treści, tak większość użytkowników portalu orzekła, iż opublikowanie takiego wideo jest wybitnie nieśmiesznym żartem i nie wróży zbyt dobrze na przyszłość.
Wojna w Iranie niczym Call of Duty?
Już sam fakt, że ktoś z administracji Donalda Trumpa pokusił się o przedstawienie rzeczywistego konfliktu zbrojnego jako gry wideo, budzi sporo zastrzeżeń. Amerykańskie rakiety uderzające w irańskie pojazdy i obiekty militarne nie tylko wywoływały eksplozje, ale także… pojawienie się znacznika informującego o zdobyciu 100 punktów. Nawiązanie do Call of Duty nie jest przypadkowe, albowiem samo intro do filmu jest bezpośrednim wycinkiem Modern Warfare III, a dokładniej – animacją wzywania ataku nuklearnego pozyskanego w zamian za wykonanie imponującej serii zabójstw w trakcie rozgrywki.
Jeśli interesuje nas, czym też tym razem zszokowali wszystkich Amerykanie, kontrowersyjny materiał znajdziemy poniżej:
Wisienką na torcie jest to, iż wideo zostało opublikowane przez oficjalne konto Białego Domu. Można by więc uznać, że dla polityków wojna to gra i okazja do zdobycia punktów poprzez zrzucenie kilku bomb sfinansowanych przez podatników.
Jak już zostało napomknięte, opublikowana przez Amerykanów kompilacja w stylu Call of Duty nie spotkała się ze zbyt ciepłym przyjęciem. Mimo że nie zabrakło osób wychwalających Trumpa i jego dążenie do „osiągnięcia pokoju poprzez siłę”, niemniej większość komentujących zastanawiała się, co się dokładnie wydarzyło i dlaczego Biały Dom dzieli się takimi treściami w sieci.
Jako że nikt nie mógł znaleźć sensownego wyjaśnienia dla tego zajścia, najczęściej powtarzaną teorią było to, iż żyjemy w symulacji lub po prostu umarliśmy i znaleźliśmy się w piekle.
Odkładając żarty na bok, warto przypomnieć, iż nie jest to pierwszy raz, kiedy amerykański rząd postanowił zamieścić w swoich materiałach propagandowych odwołania do znanych i lubianych marek. W przeszłości, przy okazji promocji ICE oraz działań funkcjonariuszy formacji, opublikowany został film z podłożonym motywem przewodnim anime Pokémon, z kolei schwytanych imigrantów przedstawiono w formie kart kolekcjonerskich.
Nintendo potwierdziło, że nie wyraziło zgody na wykorzystanie należącej do niego marki w takim celu. Nie wiadomo, jak sytuacja prezentuje się w przypadku Call of Duty i Activision, niemniej można śmiało zakładać, że nikt z rządu Trumpa nie postanowił zawczasu wystąpić o uzyskanie zgody na użycie klipów z gry do szerzenia propagandy wśród młodych odbiorców.
0 komentarzy