Przejdź do treści

Niedobór helu zagrożeniem dla produkcji chipów. Konflikt na Bliskim Wschodzie uderza w branżę AI

Zakłócenia w dostawach helu – gazu kluczowego dla produkcji półprzewodników – mogą w najbliższym czasie odbić się na globalnym rynku technologii. Wstrzymanie części produkcji w Katarze po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie wyeliminowało około jedną trzecią światowej podaży tego surowca.

Jak się okazuje, hel nie służy tylko do napełniania balonów i zmiany barwy głosu. W przemyśle półprzewodników to surowiec krytyczny, wykorzystywany na wielu etapach produkcji. Jego właściwości – chemiczna obojętność oraz zdolność do pracy w bardzo niskich temperaturach – sprawiają, że nie ma dziś pełnowartościowego zamiennika.

Podczas wytwarzania układów scalonych służy on m.in. do stabilizowania temperatury wafli krzemowych w trakcie procesów litograficznych oraz do usuwania pozostałości gazów i chemikaliów po kolejnych etapach produkcji. Bez niego utrzymanie precyzyjnych warunków technologicznych staje się znacząco trudniejsze, a w praktyce – w wielu przypadkach niemożliwe.

Jedna trzecia globalnej podaży poza rynkiem

Hel jest też produktem ubocznym przetwarzania gazu ziemnego, a jego produkcja koncentruje się w kilku krajach, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych i Katarze. To właśnie sytuacja w tym drugim stała się źródłem obecnych problemów.

W wyniku eskalacji konfliktu w regionie wstrzymano tamtejszą produkcję, co odcięło znaczącą część globalnych dostaw. Dodatkowo uszkodzenia infrastruktury związanej z przetwarzaniem gazu – w tym instalacji powiązanych z produkcją helu – oznaczają, że przywrócenie pełnych mocy może potrwać bardzo długo. Według niektórych szacunków – nawet dwa lata.

Potencjalne skutki niedoboru helu są szczególnie istotne dla największych firm półprzewodnikowych, takich jak Taiwan Semiconductor Manufacturing Company, Samsung Electronics czy SK Hynix. To one odpowiadają za produkcję najbardziej zaawansowanych układów wykorzystywanych w smartfonach, centrach danych i systemach sztucznej inteligencji.

Zakłócenia w ich działalności szybko przełożyłyby się na kolejne ogniwa łańcucha dostaw. W praktyce oznaczałoby to problemy z dostępnością sprzętu wykorzystującego nowoczesne chipy – od urządzeń konsumenckich po infrastrukturę dla AI rozwijaną m.in. przez firmę Nvidia. Co zresztą rykoszetem uderzyłoby zapewne również w karty graficzne dla graczy.

Skutki wykraczające poza branżę półprzewodników

Znaczenie helu nie ogranicza się do sektora technologicznego. Gaz ten jest wykorzystywany również w medycynie, m.in. w urządzeniach do rezonansu magnetycznego, a także w badaniach naukowych i przemyśle kosmicznym. Ograniczenia w jego dostępności mogą więc mieć szersze konsekwencje dla gospodarki.

Problem polega na tym, że zwiększenie podaży helu nie jest proste. Produkcja tego gazu zależy od infrastruktury do przetwarzania gazu ziemnego i nie może być szybko skalowana w odpowiedzi na nagły wzrost popytu czy przerwanie dostaw. Firmy z sektora gazów przemysłowych, takie jak Air Liquide, starają się stabilizować sytuację, ale możliwości manewru są ograniczone.

Mój komentarz: to nowe wąskie gardło dla boomu AI i kolejna potencjalna przyczyna wzrostu cen

W momencie, gdy globalny popyt na układy do sztucznej inteligencji rośnie w szybkim tempie, niedobór helu może stać się nieoczekiwanym ograniczeniem dla całej branży. Sytuacja ta pokazuje, że nawet najbardziej zaawansowane technologie pozostają zależne od podstawowych surowców – i że ich dostępność może w krytycznym momencie zdecydować o tempie dalszego rozwoju rynku.

Problem jest tym większy, że to już kolejny element, który może zachwiać delikatnym ostatnimi czasy rynkiem półprzewodników. Od kilku miesięcy jesteśmy świadkami wzrostu cen kluczowych komponentów PC: pamięci RAM, dysków SSD, kart graficznych. Jeśli problem z helem wpłynie na branżę w sposób istotny – a na ten moment wszystko wskazuje na to, że tak się stanie – wzmocni to tylko obecne trendy, windując kwoty zakupu jeszcze bardziej. Drożyzna wyleje się zaś poza obszar PC na praktycznie całą elektronikę użytkową – już widać, że wzrastają ceny laptopów czy konsol. A to może być tylko początek.

Dotychczasowe analizy mówiły, że cenowa „górka” spowodowana boomem AI może potrwać co najmniej rok. W tej sytuacji jednak trudno oczekiwać, że sytuacja tak szybko wróci do normy. Innymi słowy, musimy się liczyć z tym, że drożyzna zostanie z nami niestety na dłużej. Czy to dobry czas, by kupować elektronikę? Moim zdaniem tak: taniej nie będzie, a może być tylko drożej.

0 komentarzy

Zostaw komentarz