Testowałem już sporo kontrolerów do smartfonów, ale nie przypominam sobie drugiego, który tak dobrze nadawałby się do wzięcia w podróż. Razer Prio waży zaledwie 101 g, a po złożeniu mierzy 107 × 67 × 23 mm (jeśli nie liczyć dodatkowej osłony gumowego paska). To mniej więcej rozmiar karty kredytowej, choć urządzenie jest oczywiście znacznie grubsze. Dzięki niewielkim wymiarom można schować pada do kieszeni spodni, małej przegródki plecaka czy nawet wrzucić do schowka w samochodzie i niemal zapomnieć, że mamy go przy sobie.

Mogę w końcu grać wszędzie
Największą zaletą konstrukcji Prio jest sam mechanizm składania. Po rozłożeniu obie części kontrolera tworzą uchwyt na smartfon, a podczas transportu przyciski i drążki są schowane do środka i chronione przed przypadkowym naciskaniem lub uszkodzeniem. To proste rozwiązanie, ale właśnie ono sprawia, że Prio można dosłownie wrzucić gdziekolwiek i nie martwić się, że coś mu się stanie. Większe kontrolery mobilne bywają wygodniejsze, jednak zajmują dużo miejsca w plecaku (nie ma szans na zmieszczenie ich w kieszeni spodni), a rozłożenie ich i zainstalowanie przy smartfonie czasem zajmuje tyle czasu, że zastanawiam się czy w ogóle warto. Tutaj nie muszę się nad tym zastanawiać.

Początkowo mechanizm może faktycznie wydawać się nieco nietypowy, bo rozdzielenie obu części, przekręcenie fragmentu z wtykiem USB-C i ponowne złożenie całości wymaga odrobiny wprawy. Po kilku próbach obsługa staje się intuicyjna i można go rozkładać w zasadzie jedną ręką. W ten sposób w 2-3 sekundy z małej kostki robi się pełnoprawny pad.
Plastik jest lekki, ale łatwo się rysuje
Choć sam pad bardzo mi się podoba, mam pewne zastrzeżenia do jakości materiałów. Kontroler sprawia wrażenie solidnego i nie wygląda, jakby miał się rozpaść podczas normalnego użytkowania. Obudowa jednak stosunkowo łatwo łapie jednak rysy, szczególnie gdy urządzenie podróżuje luzem w plecaku razem z innymi akcesoriami. Warto więc pamiętać, że choć Prio jest stworzony do noszenia w kieszeni, nie oznacza to pełnej odporności na ślady codziennego użytkowania. Ja o swój egzemplarz starałem się dbać, a mimo tego widać, że przejechał ze mną parę kilometrów.

Pewne wątpliwości wzbudza we mnie również gumowy pasek łączący obie części konstrukcji. Nie sprawia wrażenia wyjątkowo trwałego, ale przez ponad miesiąc testów nic niepokojącego się z nim nie działo. Na razie nie mam więc podstaw, aby uznać go za słaby punkt, choć długoterminową trwałość będzie można ocenić dopiero po znacznie dłuższym użytkowaniu. Jeśli coś się z nim stanie – zaktualizuję ten tekst w przyszłości.
Przyciski i drążki, to największy atut Prio
Po rozłożeniu Razer Prio oferuje pełny zestaw podstawowych elementów sterujących. Na obudowie znajdziemy dwa drążki analogowe, krzyżak, cztery przyciski ABXY, guziki start i select, bumpery, analogowe triggery oraz dwa dodatkowe przyciski funkcyjne, w tym przycisk uruchamiający Razer Cortex Mobile.
Największy kompromis Razer musiał poczynić w kwestii rozmiaru przycisków i analogów. Drążki są niewielkie, mniej więcej jak w PlayStation Vita, podobnie jak część przycisków. Jeśli przyzwyczailiście się do pełnowymiarowego pada, od razu zauważycie różnicę. Nie są to jednak elementy, które utrudniają korzystanie z kontrolera na tyle, by cały pomysł tracił sens, po prostu warto mieć to na uwadze.

Same przyciski bardzo mnie zaskoczyły i przypadły mi do gustu. Są przyjemnie klikalne, responsywne i dają wyraźne wyczucie momentu naciśnięcia. Krzyżak również sprawdza się bez zarzutu, nawet w grach retro. Dużym plusem jest także możliwość wciskania drążków jako L3 i R3 czego nie było np. w analogach PS Vity. W tak niewielkiej konstrukcji nie jest to oczywiste, a dzięki temu nie brakuje ważnych funkcji znanych z tradycyjnych kontrolerów, więc można grać np. w tytuły z chmury bez kompromisów.
Dobrze działają również bumpery i analogowe spusty. Te ostatnie są szczególnie przydatne w grach wyścigowych, w których zakres nacisku może wpływać na przyspieszenie lub hamowanie. Razer nie zastosował jednak dużych, profilowanych uchwytów znanych z klasycznych padów, więc nie oczekiwałbym identycznego komfortu – w Grid Legends grało mi się dość ciężko, ale kontrola nad gazem była bardzo pomocna.

Także ergonomia pada jest zaskakująco dobra, biorąc pod uwagę nietypowy projekt. Kontroler wygodnie leży w dłoniach, a fizyczne przyciski są zdecydowanie przyjemniejsze od sterowania dotykowego. Nie zamieniłbym go jednak z pełnowymiarowym padem do wielogodzinnego grania na kanapie. Przy dłuższych sesjach niewielkie drążki oraz brak ergonomicznych uchwytów daje się we znaki, szczególnie osobom o dużych dłoniach, czuć nieco zmęczenie dłoni.
USB-C to jednocześnie największa zaleta i największa wada
Jedną z najważniejszych decyzji konstrukcyjnych Razera jest wykorzystanie bezpośredniego połączenia USB-C zamiast Bluetooth. Dzięki temu dostajemy natychmiastowe podłączenie bez parowania, brak konieczności ładowania kontrolera i niemal zerowe opóźnienia. Nie trzeba pamiętać o dodatkowej baterii ani zastanawiać się, czy pad jest naładowany przed wyjściem z domu – wystarczy podłączyć telefon i można grać.
Podczas rozgrywki nie odczuwałem w zasadzie żadnego opóźnienia, które potrafi pojawić się przy połączeniu bezprzewodowym Bluetooth w niektórych padach. To szczególnie ważne w dynamicznych grach akcji, strzelankach czy wyścigach. Kontroler pobiera energię bezpośrednio ze smartfona, co może być dla niektórych pewnym minusem, ale w moich testach wpływ podłączonego pada na czas zabawy był znikomy i w zasadzie nie dało się go odnotować w wynikach.
Niestety, Razer nie przewidział ładowania telefonu w trakcie grania i to jest duży minus. Po podłączeniu Prio do telefonu nie można ładować smartfona przez USB-C ani bezprzewodowo, bo plecki są zasłonięte „gumą”. Jeśli bateria zaczyna się wyczerpywać podczas dłuższej sesji, trzeba przerwać grę i naładować smartfona.

Razer Prio ma jednak jedną, naprawdę dużą wadę, przez którą wiele osób może zrezygnować z zakupu – nie ma gniazda słuchawkowego, a przez brak wspomnianego wyżej, dodatkowego portu USB-C (który pozwalałby na podłączenie słuchawek przewodowo lub przez dongle) nie da się z nim połączyć innych słuchawek niż Bluetooth. Niestety w przypadku gier opóźnienie Bluetooth bardzo często jest na tyle wysokie, że wiele tytułów zwyczajnie traci sens, bo cały głos dociera do nas później niż akcja dziejąca się na ekranie. W przypadku iPhone’ów najlepiej działają AirPodsy, które mają dość niskie (choć nadal odczuwalne) opóźnienie, a najlepszym wyborem dla osób z Androidem będą słuchawki z obsługą dźwięku o niskim opóźnieniu (np. z aptX Low Latency Qualcomma).
Złącze USB-C jest zresztą elementem dość kontrowersyjnym w przypadku Prio, bo co prawda pasuje on do wielu współczesnych smartfonów (również z etui), a wymienne gumowe elementy pozwalają dopasować mocowanie do różnych urządzeń, ale jest sztywne. W przypadku grubszych telefonów wtyk potrafi układać się pod kątem, co z pewnością powoduje naprężenia na samym gnieździe w telefonie, jak i wtyczce w padzie. Nie jest to idealna sytuacja i zdecydowanie wolałbym, żeby wtyk USB-C w Prio poruszał się odrobinę w osi pionowej.

Właśnie brak dodatkowego portu USB-C (czy chociażby mini-jack) uważam za największą wadę Razer Prio. Wiem, że każda dodatkowa funkcja komplikuje tak małą konstrukcję, ale możliwość podłączenia słuchawek przewodowych lub przez dongle znacząco poprawiłaby komfort użytkowania. Przy cenie w okolicy 480 złotych nie jest to wymaganie, które uznałbym za przesadne.
Mechanizm mocowania jest stabilny – telefon w zasadzie nie ma prawa się z niego „uwolnić” – to zaliczam na plus. Trzeba jednak użyć nieco siły by rozciągnąć gumowy pasek, więc pierwsze zakładanie pada na smartfona nie zawsze przebiega tak gładko, jak powinno. Prio pasował do każdego sprzętu, który miałem pod ręką – iPhone’a 18 Pro Max (w etui i bez), Google Pixela 11 oraz Nothing Phone’a 3.
Razer Cortex pomaga, ale nie jest konieczny
Razer Prio współpracuje ze smartfonami z Androidem 14 lub nowszym oraz iPhone’ami z iOS 18 lub nowszym. Oficjalnie obsługuje urządzenia z ekranami do 7 cali i oferuje integrację z aplikacją Razer Cortex Mobile.
Cortex pełni rolę biblioteki gier, w której można zebrać zainstalowane tytuły oraz szybko uruchamiać wybrane produkcje. Przyciskiem na kontrolerze można przejść bezpośrednio do aplikacji, bez szukania jej na ekranie głównym. Oprogramowanie daje też dostęp do ustawień i integracji związanych z poszczególnymi grami.

Ważne jest również wsparcie streamingu. Prio może być wykorzystywany nie tylko w „zwykłych” grach mobilnych, lecz także z usługami takimi jak Xbox Cloud Gaming, Steam Link, PlayStation Remote Play czy Razer PC Remote Play.
Muszę jednak zaznaczyć, że nie każda gra mobilna wspiera fizyczne przyciski, więc warto sprawdzić to przed zakupem. Wiele zależy od konkretnego tytułu – niektóre gry działają świetnie, inne wymagają uruchamiania przez odpowiednią aplikację, a jeszcze inne nie obsługują kontrolerów wcale lub robią to częściowo. Generalnie można przyjąć, że Razer Prio najlepiej sprawdzi się z grami zaprojektowanymi z myślą o sterowaniu kontrolerem oraz ze streamingiem gier z PC lub konsoli.
Czy warto kupić Razer Prio?
Razer Prio bardzo podoba mi się, jako sam pomysł, bo w zasadzie nic innego na rynku nie pozwala na tak łatwe granie w podróży. Jest bardzo lekki, składa się do rozmiaru małego portfela, a po rozłożeniu oferuje zaskakująco dobre doświadczenie. Brak baterii też zaliczam na plus.
Pewnie niektórym będą przeszkadzać niewielkie drążki i ograniczona ergonomia, ale to cena za tą przenośność. Największymi, oczywistymi minusami Prio są podatność na zarysowania obudowy oraz brak dodatkowego portu USB-C i wyjścia audio, co znacząco ogranicza komfort grania na słuchawkach. Do tego cena 480 złotych jest moim zdaniem bardzo wysoka jak na kontroler, który służy głównie do krótkich sesji w pociągu czy samolocie.

Mimo wszystko doceniam to, co Razer próbował osiągnąć. Prio nie jest najbardziej rozbudowanym kontrolerem do smartfona, ale można go łatwo zabrać ze sobą. Wysoka cena sprawia jednak, że mogę polecić go tylko tym z was, którzy nie liczą się z budżetem lub podróżujecie tyle, że smartfon jest waszą główną maszynką do grania – wtedy faktycznie można rozważyć Prio.
Cena: 109,99 euro (ok. 480 złotych)
Dostarczył: Razer
| Typ | składany kontroler do smartfonów |
|---|---|
| Łączność | USB-C, połączenie przewodowe |
| Łączność bezprzewodowa | brak |
| Wymagany port telefonu | USB-C |
| Wymiary po złożeniu z osłoną paska | 107 × 67 × 32 mm |
| Wymiary po rozłożeniu z osłoną paska | 217 × 67 × 25,9 mm |
| Masa | 101,2 g |
| Obsługiwana przekątna telefonu | do 7 cali |
| Maksymalna grubość etui | 14,5 mm |
| Przyciski akcji | cztery ciche przyciski ABXY |
| Krzyżak | 4-kierunkowy, cichy, z wyraźnym wyczuwalnym kliknięciem |
| Bumpery | 2 |
| Triggery | 2, analogowe |
| Przyciski wielofunkcyjne | 4 |
| Akumulator w kontrolerze | brak |
| Ładowanie przelotowe telefonu | brak |
| Gniazdo słuchawkowe | brak |
| Wibracje | brak |
| Podświetlenie RGB | brak |
| Aplikacja | Razer Cortex Mobile |
- Bardzo lekka, składana konstrukcja, którą łatwo schować do kieszeni
- Przyjemne, responsywne przyciski oraz klikalne drążki L3/R3
- Analogowe triggery w tak małym formacie cieszą
- Połączenie USB-C zapewnia niskie opóźnienia i nie wymaga ładowania kontrolera
- Obsługa Androida, iOS i większości usług streamingu gier
- Obudowa łatwo się rysuje
- Brak ładowania przelotowego i możliwości podłączenia słuchawek przewodowych
- Sztywny wtyk USB-C może układać się pod kątem przy grubszych telefonach
- Niewielkie drążki i ograniczona ergonomia podczas dłuższych sesji
- Wysoka cena jak na kontroler o dość podstawowym zestawie funkcji









0 komentarzy