Decyzja prezydenta Donalda Trumpa o wymianie terminu „sztuczna inteligencja” na rzecz „superinteligencji” wywołała spore zamieszanie w branży technologicznej. Chociaż roszada ta jest czysto kosmetyczna, wiele osób odmówiło stosowania nowego pojęcia. Nie brak jednak i takich, którzy postanowili skorzystać z okazji do przymilenia się Trumpowi, a w oficjalnej komunikacji zaczęli używać sformułowanie zalecane przez Biały Dom.
Kiedy Trump każe skakać, Musk i Zuckerberg pytają się, jak wysoko
Pod koniec września, podczas spotkania z przedstawicielami sektora technologicznego w Białym Domu, Donald Trump nakazał organom wykonawczym zastąpienie terminu „sztuczna inteligencja” określeniem „superinteligencja” (ang. super intelligence, SI). Nie minęło wiele czasu, a amerykański prezydent za pośrednictwem wpisu na Truth Social ogłosił zakaz używania skrótu „AI” we wszystkich oficjalnych dokumentach państwowych.
Do wytycznych Białego Domu błyskawicznie dostosowali się jego najgłośniejsi stronnicy w Dolinie Krzemowej, a więc wspomniani już panowie: Elon Musk i Mark Zuckerberg.
Jak wychwyciła redakcja CNBC, pierwszy ze wspomnianych biznesmenów postanowił znacznie wyjść przed szereg i posunął się nawet do pełnego rebrandingu swojej firmy SpaceX, która została przemianowana na SpaceXSI (wcześniej zaliczyła epizod jako SpaceXAI w wyniku fuzji z xAI, twórcami Groka). Podczas konferencji dotyczącej wyników innego przedsiębiorstwa Muska, Tesli, miliarder odniósł się do postępu w pracach nad humanoidalnymi robotami i zaznaczył, iż nie wykorzystują one jeszcze ani zaawansowanej „AI, ani SI”.
Co zaś tyczy się Zuckerberga – szef Mety w swoim wystąpieniu położył nacisk na osiągnięcie celu, jakim jest dostarczenie „osobistej superinteligencji dla każdego”. Na obronę twórcy Facebooka można napisać, iż jego koncern powołał jednostkę Meta Superintelligence Labs już w zeszłym roku, a więc na długo przed pomysłem Donalda Trumpa.
AI nie odeszła do lamusa w Stanach Zjednoczonych
Mimo że wielu szefów spółek technologicznych angażowało się w inicjatywy administracji Trumpa (można się jedynie domyślać, że chodziło im o pieniądze i większą swobodę działania), część z nich z dystansem podchodzi do zmiany ukutego terminu.
Podczas kwartalnych sprawozdań finansowych tradycyjnego pojęcia „AI” bez skrępowania używał szef Amazona, Andy Jassy, wymieniając ten skrót kilkanaście razy w samej wstępnej części przemówienia. Podobnie postąpił dyrektor generalny Alphabet, Sundar Pichai, który od pierwszych sekund konferencji podkreślał, że inwestycje w AI napędzają wzrost liczby użytkowników wyszukiwarki Google (a przy okazji spadek wartości spółki, ale to już osobna historia).
Nie brak też zawodników, którzy podjęli próby pogodzenia starego z nowym i subtelnego balansowanie między wytycznymi Białego Domu a terminologią, do której przyzwyczaiła się już cała branża i ogrom społeczeństwa.
Chociaż Satya Nadella z Microsoftu podczas rozmowy z inwestorami używał sformułowania „AI”, to w dorocznym liście do akcjonariuszy określenie „superinteligencja” pojawiło się aż ośmiokrotnie, a sam Nadella pisał o wkraczaniu w „erę superinteligencji”. Arvind Krishna, szef IBM, używał zaś równolegle obu pojęć, wskazując na innowacje zarówno w obszarze hybrydowej infrastruktury, jak i superinteligencji. Dla kontrastu, szef Intela, Lip-Bu Tan (z którym to Trump miał w przeszłości z sobie tylko znanego powodu na pieńku), postanowił wyjaśnić rynkowe niedobory mikroprocesorów „bezprecedensowym popytem na superinteligencję”.
Zwolennikiem superinteligencji okazał się również Jensen Huang z Nvidii.
Wniosek jest więc taki, iż choć preferowane przez Donalda Trumpa określenie powoli przenika do korporacyjnej dokumentacji i gadki, tak branża wciąż pozostaje podzielona co do oficjalnego pożegnania terminu AI na rzecz superinteligencji.










0 komentarzy