Czy Steam Machine będą sprzedawane w cenie niższej koszty produkcji? Wedle publikacji zamieszczonej na łamach serwisu Games Radar, opartej na przemyśleniach jednego z redaktorów portalu Insider Gaming, Valve musi brać taką możliwość pod uwagę. Gabe Newell i spółka są już podobno na ostatniej prostej przed dopięciem wszystkich kwestii związanych z tytułowym urządzeniem, niemniej firma wciąż głowi się nad ceną sprzętu. Jeśli jednak wierzyć plotkom, wkrótce powinniśmy poznać konkrety na temat Steam Machine – i nic dziwnego, wszak już 4 maja powinniśmy zobaczyć Steam Controllery.
Steam Machine będzie tańsze, niż powinno?
Chyba wszyscy zgodzimy się co do tego, że granie na komputerach i konsolach staje się coraz droższym hobby. Ceny sprzętu rosną jak szalone (za co w głównej mierze możemy podziękować wywindowanym w przestworza przez korporacje od AI kosztom pamięci), a niektórych urządzeń, jak choćby Steam Decków, nawet nie możemy już kupić z pierwszej ręki. Cała nadzieja w Valve, które ma szansę przerwać to błędne koło i zaoferować przystępną cenowo alternatywę dla pecetów, aczkolwiek w takim przypadku przedsiębiorstwo będzie musiało się pogodzić z utratą potencjalnych zysków.
Jak stwierdził Mike Straw ze wspomnianego Insider Gaming, wewnątrz Valve trwają intensywne dyskusje nad tym, jak bardzo firma jest w stanie sobie pozwolić odnotować krótkoterminową stratę wynikają ze sprzedaży Steam Machine po zaniżonych cenach. Wedle słów mężczyzny, amerykańska korporacja systematycznie zbliża się do momentu, w którym wreszcie będzie mogła podzielić się dokładnymi informacjami na temat dostępności wyczekiwanej maszynki.
Dla tych, którzy zastanawiają się, co to wszystko oznacza dla Steam Machine, z tego co rozumiem, Valve jest coraz bliżej potwierdzenia wszystkich szczegółów. W firmie toczą się wewnętrzne dyskusje na temat cen oraz tego, czy są gotowi ponieść straty finansowe, przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej. Nie wiadomo, jaką decyzję podjęto, ale panuje przekonanie, że ogłoszenie dotyczące premiery jest coraz bliższe.
Choć ostateczne decyzje dotyczące sugerowanej ceny detalicznej jeszcze nie zapadły, wewnętrzne przekonanie w Valve jest jasne: każdy sprzedany egzemplarz Steam Machine to nowy użytkownik sklepu Steam, który w długoterminowej perspektywie ma szansę z nawiązką zrekompensować niewielki początkowy koszt urządzenia. Taka strategia nie powinna nikogo dziwić, albowiem od wielu lat jest stosowana przez producentów konsol.
Istotnym elementem układanki ma być także nadchodzący Steam Controller. Pad ten, wedle przecieków wyceniony na 100 dolarów (ponad 360 zł bez podatku), do tanich bez wątpienia nie należy, niemniej Valve traktuje go jako sposób na dotarcie do graczy, którzy nie są jeszcze częścią jego ekosystemu. Plan jest następujący – gracz kupuje kontroler, zachwyca się jego możliwościami (tych bowiem nie zabraknie, aby zrekompensować wysoką cenę), a w przyszłości przesiądzie się na pełnoprawną maszynę od Valve lub przynajmniej zacznie częściej korzystać z ich sklepu.
Choć do oficjalnych ogłoszeń musimy uzbroić się w cierpliwość, wizja Valve sprzedającego Steam Machine ze stratą w zasadzie brzmi jak plan ratunkowy nie tylko dla tytułowego przedsiębiorstwa, ale wręcz dla całego segmentu hardware i jego klientów. W świecie, w którym możliwość odpalenia wymagającej gry AAA staje się coraz droższą zabawą, Valve chce przypomnieć, że najlepsza technologia powinna być dostępna dla każdego – nawet jeśli ceną za to ma być chwilowe niezadowolenie księgowych.
0 komentarzy