Japoński gigant filmowy Toho (producent m.in. Godzilla Minus One) oraz wydawnictwo Kadokawa Shoten (odpowiedzialne za markę Overlord) weszły na drogę prawną. Powód? Dwa artykuły opisujące w najdrobniejszym szczególe wydarzenia ze wspomnianych dzieł kultury. Właścicielom praw autorskich nie spodobał się fakt, że 39-letni Wataru Takeuchi, dzieli się na swojej stronie internetowej takimi treściami, nierzadko je przy tym „upiększając”, stosując przekopiowane żywcem zapisy rozmów między bohaterami oraz zrzuty ekranu przedstawiające sceny z filmów. Studia uznały, że działania takie stanowią pogwałcenie praw autorskich, a ze stwierdzeniem tym w zeszły czwartek zgodził się Sąd Rejonowy w Tokio.
Do więzienia za spoilery z nowej Godzilli
Jak donosi The Verge, napomknięty Takeuchi był administratorem dość popularnego serwisu internetowego ze zbiorem podsumowań filmów oraz serialów. Szkopuł w tym, że publikowanego na jego łamach artykuły nie stroniły od spoilerów, zdradzając wiele niuansów, nierzadko przy pomocy słów wypowiedzianych w danym dziele kinematografii, co nie spodobało się producentom. Toho oraz Kadokawa Shoten połączyły siły, aby złożyć pozew za pośrednictwem Content Overseas Distribution Association (CODA). Skończyło się na tym, że Wataru Takeuchi został uznany za winnego naruszenia japońskich przepisów dotyczących tworzenia „nowej pracy poprzez wprowadzenie twórczych modyfikacji do oryginału, przy jednoczesnym zachowaniu jego istotnych cech”. Jak więc widać, publikowanie obszernych spoilerów w Internecie może spotkać się z konsekwencjami.
Te zaś należą do dość poważnych, albowiem mężczyzna został skazany na półtora roku w więzieniu oraz zapłacenie grzywny w wysokości miliona jenów (ok. 22 595 zł). O ile kara pieniężna raczej nie jest dla Takeuchiego przesadnie dotkliwa, jako że, wedle informacji przytoczonych przez redakcję Tom’s Hardware, w samym 2023 roku portal ze spoilerami z filmów zarobił 38 milionów jenów z tytułu sprzedaży miejsca reklamowego, tak czas spędzony za kratkami trudno sklasyfikować jako spędzony w produktywny sposób.
Oskarżony bronił się, twierdząc, że „samo przedstawienie postaci i fabuły w tekście nie oddaje istotnych cech oryginalnego dzieła” i, wbrew temu, co twierdzili dwaj producenci, nie może być uznane za naruszenie praw autorskich. W międzyczasie Content Overseas Distribution Association przedstawiło tę sytuację w następujacy sposób:
Zidentyfikowano wiele stron internetowych, które pobierają teksty z filmów i innych treści; są one uznawane za problematyczne jako tzw. strony ujawniające fabułę. Chociaż działania te są zazwyczaj postrzegane jako mniej poważne niż strony pirackie lub nielegalne serwisy udostępniające same treści, stanowią one ewidentne naruszenia praw autorskich, wykraczające poza zakres dozwolonego użytku, i są poważnymi przestępstwami.
Pozew ten jest istotny z tego powodu, że może stać się precedensem w japońskim prawie autorskim. Pytaniem więc pozostaje, w którym miejscu należy postawić granicę między dozwoloną adaptacją a skopiowaniem cudzej twórczości. Czy do pierwszej z kategorii zaliczają się opisy tekstowe seriali, wzbogacone o kilka zrzutów obrazu i transkrypcję wybranych dialogów? Według sądu z Tokiu nie, aczkolwiek nie brak opinii, że wyrok jest przesadzony, a Takeuchi powinien zostać uznany za niewinnego.
0 komentarzy