Pamela Anderson wystąpiła w nowej kampanii marki Aerie, gdzie jednoznacznie odcina się od wykorzystania sztucznej inteligencji w reklamie. Aktorka wraz z firmą deklarują: żadnych generowanych ciał ani postaci – teraz i w przyszłości.
Nowa kampania stanowi rozwinięcie wcześniejszej strategii firmy Aerie ogłoszonej jesienią ubiegłego roku. Marka podkreśla, że jej komunikacja wizualna ma pozostać w pełni autentyczna – bez wsparcia generatywnej AI.
„AI nie zastąpi człowieka”
W materiałach promocyjnych znana choćby ze „Słonecznego Patrolu” Anderson wciela się w rolę osoby próbującej „wygenerować” idealną modelkę. Wraz z kolejnymi próbami rośnie jej frustracja wobec sztuczności efektów. Hasło „Make them feel real” staje się punktem kulminacyjnym – po którym cyfrowe postacie ustępują miejsca prawdziwym ludziom na planie zdjęciowym. Aerie podkreśla, że współpraca z Anderson nie jest przypadkowa – jej osobiste decyzje dotyczące naturalnego wizerunku (m.in. rezygnacja z makijażu) wpisują się w filozofię marki.
W wywiadzie dla magazynu People Anderson jasno określiła swoje stanowisko wobec sztucznej inteligencji w kontekście wizerunku i sztuki: „Nic nie zastąpi człowieka. Dopóki AI nie stanie się niedoskonała jak my, nie będzie miała tej samej emocjonalnej głębi.” Aktorka zwraca uwagę, że unikalność i niedoskonałość są kluczowe dla wrażenia autentyczności – czego obecne systemy generatywne nie są w stanie w pełni odtworzyć.
AI w reklamie to już norma?
Premiera kampanii Aerie zbiegła się w czasie z kontrowersjami wokół wykorzystania AI przez luksusowe domy mody. Gucci niedawno zaprezentował serię reklam wygenerowanych przez sztuczną inteligencję podczas Milan Fashion Week, które spotkały się z wyraźnym sprzeciwem części odbiorców w sieci.
Dyskusja dotyczy nie tylko estetyki, ale też transparentności i etyki – w tym pytania, czy odbiorcy powinni być informowani o wykorzystaniu AI oraz gdzie przebiega granica między kreacją a manipulacją.
Mój komentarz: tego już nikt nie zatrzyma
Decyzja firmy, by wyjść z takim komunikatem, wpisuje się w szerszy trend poszukiwania autentyczności w komunikacji marketingowej, szczególnie wśród młodszych odbiorców. Jednocześnie stoi w kontrze do rosnącej popularności narzędzi generatywnych w branży kreatywnej.
Jak na razie jednak jest to jeden z raczej nielicznych aż tak wyrazistych, mam wrażenie, głosów – i nic nie zapowiada, żeby fakt ten miał się zmienić. Użycie modeli AI w reklamie stanowi bowiem źródło gigantycznych oszczędności – tak pieniędzy, jak czasu. Sądzę również, że na dłuższą metę nietrafiony jest główny zarzut, czyli brak autentyczności.
Powiedzmy sobie szczerze: to sytuacja tymczasowa wynikająca z „niedoskonałej doskonałości” modeli AI. Wraz z ich rozwojem coraz trudniej będzie nam powiedzieć, co jest sztuczne, a co nie. Pojawią się opcje generowania „autentycznych” wad ludzkiego ciała, co przełoży się na jeszcze szersze zastosowanie sztucznej inteligencji w komunikacji wizualnej. Inicjatywa to zatem może ciekawa i w pewnym sensie ważna – ale nic nie da. Firma zapewne doskonale zdaje sobie z tego faktu sprawę i po prostu szuka sposobu, by wybić się na tle innych z własnym chwytliwym komunikatem. Co zresztą się udało, bo czytacie te słowa.
0 komentarzy