Przejdź do treści

Influencerzy AI coraz większym problemem. Platformy społecznościowe toną w śmieciach

3 minuty czytania

Jeszcze kilka lat temu wirtualnych influencerów można było rozpoznać na pierwszy rzut oka. Dziś generowane przez AI postacie coraz skuteczniej udają prawdziwych użytkowników, a media społecznościowe nie mają jasnego pomysłu, jak sobie z tym poradzić.

Wirtualni influencerzy nie są nowym zjawiskiem. Wczesne projekty, takie jak Lil Miquela czy Imma, były łatwe do zidentyfikowania jako cyfrowe kreacje. Shudu Gram od początku wzbudzała wątpliwości co do swojej tożsamości – hiperrealistyczny wygląd sprawiał, że wielu użytkowników nie było pewnych, czy ma do czynienia z prawdziwą osobą. Ich działalność wymagała rozbudowanych zespołów, wysokich budżetów i starannie przygotowanych kampanii.

Sztuczni twórcy stają się coraz bardziej wiarygodni

Dziś sytuacja wygląda inaczej. Jak zauważa Robert Hart z The Verge, współczesne postacie generowane przez sztuczną inteligencję coraz częściej przypominają zwykłych influencerów publikujących zdjęcia z podróży, restauracji czy popularnych wydarzeń. W efekcie coraz trudniej odróżnić je od prawdziwych użytkowników.

Za zmianą stoi przede wszystkim szybki rozwój technologii generatywnej. Tworzenie realistycznych zdjęć, głosów i materiałów wideo nie wymaga już specjalistycznego zaplecza technicznego ani dużych nakładów finansowych. Na rynku dostępne są zarówno rozwiązania oferowane przez OpenAI i Google, jak i wyspecjalizowane platformy takie jak HeyGen, ElevenLabs czy Higgsfield. Dzięki temu praktycznie każdy może stworzyć własnego influencera AI lub nawet całą ich sieć.

Według The Verge sztuczne postacie są dziś wykorzystywane do promocji produktów, marketingu afiliacyjnego, sprzedaży kursów, a także do rozpowszechniania dezinformacji czy oszustw. Jednocześnie wiele z nich publikuje całkowicie zwyczajne treści, kopiując trendy popularne wśród ludzkich twórców.

Platformy skupiają się na treściach, nie na tożsamości

Największe platformy społecznościowe wprowadziły już zasady dotyczące oznaczania materiałów wygenerowanych przez AI. Problem polega jednak na tym, że regulacje te koncentrują się głównie na pojedynczych postach, zdjęciach czy filmach, a nie na samych kontach i cyfrowych personach.

W praktyce oznacza to, że influencer AI, który ujawnia wykorzystanie sztucznej inteligencji przy tworzeniu materiałów i nie narusza innych zasad serwisu, często funkcjonuje w szarej strefie regulacyjnej. Platformy jednocześnie promują własne narzędzia AI i próbują ograniczać zalew niskiej jakości treści generowanych automatycznie, co prowadzi do coraz większych sprzeczności w ich polityce.

Nadchodzi presja regulacyjna

Rosnąca liczba deepfake’ów i syntetycznych treści zwraca uwagę regulatorów. Szczególne znaczenie może mieć europejski akt o sztucznej inteligencji, czyli AI Act. Artykuł 50 przewiduje obowiązki związane z przejrzystością i oznaczaniem treści generowanych przez AI, w tym materiałów syntetycznych oraz deepfake’ów. Część tych wymogów zacznie obowiązywać od sierpnia 2026 roku.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że nawet nowe przepisy koncentrują się głównie na samych treściach, a nie na pytaniu, czy konto reprezentuje rzeczywistą osobę. To pozostawia wiele niewiadomych dotyczących przyszłości cyfrowych influencerów.

Granica między człowiekiem a AI zaciera się

Zdaniem autora The Verge media społecznościowe zbliżają się do momentu, w którym rozróżnienie między prawdziwymi a sztucznymi twórcami stanie się coraz trudniejsze dla przeciętnego użytkownika. Wraz z poprawą jakości generowanych obrazów, głosu i wideo rośnie ryzyko, że użytkownicy będą wchodzić w interakcje z cyfrowymi postaciami, nie zdając sobie z tego sprawy.

Dla platform oznacza to narastający problem zaufania. Jeśli liczba syntetycznych twórców będzie nadal rosła, presja na skuteczniejsze oznaczanie i identyfikację kont wykorzystujących AI prawdopodobnie stanie się jednym z najważniejszych tematów w dyskusji o przyszłości mediów społecznościowych.

0 komentarzy

Zostaw komentarz