Największym zaskoczeniem jest dla mnie to, jak bardzo Steam Machine przypomina klasyczną konsolę (o czym już wspominałem kilka dni temu). Włączam je zdalnie za pomocą Steam Controllera, wybieram grę, naciskam przycisk “A” i gram. Nie ma konieczności podłączania myszki, klawiatury czy przechodzenia do specjalnego trybu gry z poziomu pulpitu. Cały interfejs SteamOS jest bardzo dobrze przystosowany do obsługi padem, świetnie skaluje się zarówno na telewizorze, jak i monitorze, a poruszanie się po menu jest intuicyjne i szybkie.
Przez zdecydowaną większość czasu zapomina się, że pod telewizorem stoi komputer. Gdy uruchamiam gry dostępne bezpośrednio na Steamie, wszystko działa praktycznie tak, jak powinno. Powiedziałbym nawet, że przez 99 procent czasu doświadczenie jest po prostu konsolowe. Uruchamiam grę, gram, zamykam ją i wybieram następną, a dokładnie tego oczekiwałem po takim sprzęcie.

Problemy zaczynają się poza Steamem
Schody pojawiają się dopiero wtedy, gdy do gry wchodzą zewnętrzne launchery. Ubisoft Connect, EA App i w szczególności Rockstar Game Launcher nadal potrafią napsuć sporo krwi. Czasami coś się zawiesi, czasami okno źle wyświetli, innym razem launcher wymaga dodatkowej interakcji w trybie myszki na padzie. Nie są to problemy, które uniemożliwiają granie, ale wyraźnie przypominają, że pod eleganckim interfejsem nadal kryje się komputer, który od czasu do czasu miewa “komputerowe” problemy.
Mam nadzieję, że Valve będzie dalej współpracować z wydawcami i stopniowo poprawiać integrację z zewnętrznymi platformami, bo to obecnie najsłabszy element całego ekosystemu.

Trafił się też poważniejszy błąd
Do tej pory tylko jedna gra sprawiła mi większy problem i był to Assassin’s Creed IV: Black Flag Resynced, który poza tym działa i wygląda wybornie. Co jakiś czas, całkowicie losowo, gra po prostu się wyłączała. Ekran robił się czarny, a po chwili restartowało się całe Steam Machine, bez żadnego ostrzeżenia.
Najdziwniejsze jest to, że nie udało mi się znaleźć żadnej reguły. Temperatury były prawidłowe, sprzęt nie wykazywał żadnych oznak przeciążenia, a awarii nie dało się w żaden sposób odtworzyć. Potrafiłem grać kilka godzin bez problemów, żeby później po kilkunastu minutach zaliczyć restart. Wygląda to bardziej na pojedynczy błąd konkretnego oprogramowania (może Ubisoft Connect?) niż problem sprzętowy, ale zdecydowanie jest to coś, co Valve powinno przeanalizować, a wy mieć na uwadze.
Ustawienia nadal wymagają trochę wiedzy
Choć obsługa samego systemu jest banalnie prosta, to pewnym minusem pozostaje konfiguracja gier. W wielu przypadkach tytuły nie dobierają optymalnych ustawień graficznych automatycznie i trzeba samodzielnie zdecydować, czy lepiej obniżyć jakość cieni, włączyć FSR czy zmienić kilka innych opcji – dla pecetowców to chleb powszedni, ale siadając do Steam Machine chciałbym o tym zapomnieć.

Przydałyby się gotowe presety przygotowane specjalnie dla Steam Machine, podobnie jak ma to miejsce na klasycznych konsolach. Dzięki temu mniej zaawansowani użytkownicy mogliby po prostu uruchomić grę i nie zastanawiać się nad ustawieniami, albo wybrać między trybem jakości czy większej ilości fps.
Z wydajnością jest naprawdę dobrze
Poza jednym wyjątkiem, w żadnym z testowanych tytułów nie miałem do tej pory problemów z utrzymaniem 60 klatek na sekundę. Jedyną grą, która sprawiała większe trudności, okazało się LEGO Batman: Legacy of a Dark Knight i to nawet w 1080p. Podczas rozgrywki dla dwóch osób na podzielonym ekranie, szczególnie w sekwencjach jazdy samochodem, liczba klatek potrafiła spaść z 60 nawet do około 30 fps i to niezależnie od ustawień graficznych, a podczas szybkich podróży po mieście wahała się niemiłosiernie, skacząc między 30 i 60, “raniąc” przy tym oczy.
Wygląda to bardziej na ograniczenie po stronie procesora lub samej gry niż karty graficznej, ponieważ zmiana jakości obrazu praktycznie niczego nie zmieniała, a użycie GPU nie przekraczało 85%. To dość dziwne, bo z testów dostępnych w sieci wynika, że na pecetach z Windowsem o porównywalnej mocy CPU, nie ma aż takich problemów.
To naprawdę działa
Po pierwszych dwóch tygodniach testów mogę powiedzieć jednak śmiało, że Steam Machine bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Jako konsolo-komputer sprawdza się dokładnie tak, jak oczekiwałem, obsługa padem jest świetna, SteamOS działa szybko i intuicyjnie, a granie w gry ze Steama praktycznie nie różni się od korzystania z PlayStation czy Switcha.


Oczywiście nie jest to jeszcze system idealny. Wspomniane przeze mnie pojedyncze błędy, zdarzają się i trzeba mieć to na uwadze. To jednak problemy, które Valve może w dużej mierze rozwiązać kolejnymi aktualizacjami, tak jak robiło to w przypadku Steam Decka.
Póki co bawię się jednak znakomicie. Jeśli producent będzie konsekwentnie rozwijał SteamOS i eliminował podobne niedociągnięcia, Steam Machine ma szansę stać się jedną z najciekawszych alternatyw dla klasycznych konsol (choć w nieco wysokiej cenie)











Za te pieniądze i z tą wydajnością to jest porażka, tylko jedna gra Ci sprawiała problemy? Chłopie to w co ty grałeś w Fifę?