Samsung QN92F to jeden z tych telewizorów, które bardzo łatwo źle ocenić po samej specyfikacji. Z jednej strony dostajemy wysokiej klasy sprzęt o rozdzielczości 4K z podświetleniem Mini LED, mocnym procesorem, wybitną matową powłoką, bardzo wysoką jasnością i kompletem funkcji dla graczy. Z drugiej to nadal „tylko” LCD, więc czerń nie będzie tak idealna jak w OLED-zie, a strefowe wygaszanie nie będzie tak precyzyjne.
Zanim jednak przejdę do szczegółów, muszę podkreślić, że naprawdę jestem ogromnym fanatykiem OLED-ów i w zasadzie wszystkie ekrany w moim domu korzystają z dobrodziejstw tej technologii, więc do QN92F podchodziłem z dużą rezerwą.
Jest to test czysto użytkowy, z perspektywy "zwykłego" posiadacza telewizora – bez specjalistycznych narzędzi, ale z realnymi odczuciami z korzystania. Był przeprowadzony w prawdziwym mieszkaniu i trwał sześć miesięcy.
Matowa powłoka robi ogromną różnicę
Po kilku miesiącach testowania tego telewizora muszę jednak przyznać, że Samsung QN92F to naprawdę świetny ekran do bardzo jasnego pomieszczenia, takiego jak mój pokój z balkonem. Spełnia niemal wszystkie moje oczekiwania, a oglądanie czegokolwiek na nim to genialne doświadczenie. Jednocześnie nie jest to sprzęt, który zastąpi mi ekran OLED. Im więcej gram, tym bardziej czuję, że nawet ciemniejszy OLED będzie dla mnie lepszym wyborem.
Największym wyróżnikiem QN92F jest matowa powłoka Glare Free i tutaj naprawdę trudno jej nie polubić. To jedna z tych rzeczy, które widać od razu po wyjęciu telewizora z pudełka, ale jeszcze bardziej docenia się ją np. w takie słoneczne dni jak teraz. Po kilku miesiącach korzystania z tego telewizora zarówno w dzień, jak i w nocy mogę powiedzieć wam, że ciężko byłoby mi wrócić do ekranu w pełni błyszczącego.

Telewizor znacznie skuteczniej radzi sobie z odbiciami niż typowe błyszczące ekrany. Jeśli macie salon z dużymi oknami lub balkonem, a telewizor ustawiony jest naprzeciwko źródła światła, różnica może być ogromna. Przy pełnym słońcu albo przy mocnym sztucznym oświetleniu QN92F nadal pozostaje idealnie czytelny. Nie trzeba dla niego zasłaniać okien, kombinować z kątem ustawienia kanapy ani patrzeć na własną twarz odbitą w czarnej scenie. W przeszłości często zdarzało mi się po prostu nie używać telewizora w dzień, bo nie miało to większego sensu.
Nie jest to rozwiązanie bez wad, ale są one naprawdę minimalne względem masy korzyści. Matowa powłoka rozprasza światło, ale nie eliminuje go całkowicie. Dzięki temu nie widzimy odbicia lampy czy słońca zza okna, ale część światła „rozlewa” się po powierzchni ekranu. W bardzo jasnym pomieszczeniu może to lekko osłabić odbieraną głębię czerni, ale Samsung QN92F nadrabia to bardzo wysoką jasnością, więc w dzień ogólny bilans nadal wypada na plus.
Jasność jest świetna, szczególnie w HDR
Drugi wielki plus QN92F to jego jasność maksymalna. Telewizor potrafi świecić naprawdę mocno i to nie tylko w jednym trybie obrazu. W HDR najjaśniejsze punkty mają odpowiednią „moc”, a jasne sceny w filmach, mecze i gry potrafią wyglądać bardzo efektownie.

W liczbach wygląda to także bardzo solidnie. Tom’s Guide zmierzył w QN92F 2109 nitów w HDR na oknie 10%, a TechRadar w swoim teście uzyskał 2086 nitów w trybie filmowym i 1987 nitów w trybie Standard. Jeszcze ciekawsze są pomiary pełnoekranowe, bo TechRadar podaje około 667 nitów przy białej planszy 100% w HDR. To tłumaczy, dlaczego ten telewizor zrobił na mnie aż tak dobre wrażenie. Dostajemy tu nie tylko efektowne, krótkie błyski HDR-u, ale też zdolność utrzymania wysokiej jasności na większej części ekranu przez dłuższy czas. To coś, czego większość OLED-ów nadal nie jest w stanie zagwarantować, szczególnie przy dużych, jasnych scenach. Mini LED ma tutaj naturalną przewagę w postaci panelu LCD, który pozwala utrzymać wysoką jasność w scenach, w których OLED musi nieco się ściemnić i uważać na temperaturę oraz inne mechanizmy ochrony delikatnego panelu.
Te liczby oznaczają, że QN92F świetnie nadaje się do filmów, sportu, telewizji, YouTube’a, bajek, gier i wszystkich innych typów treści, niezależnie od tego, jak jasno jest w pokoju. OLED-y z podobnej półki cenowej nie dość, że są zazwyczaj ciemniejsze, to jeszcze często używają agresywnego systemu ochrony panelu, który dodatkowo ogranicza jasność maksymalną. Oglądanie Diuny na QN92F było naprawdę zapierającym dech w piersiach doświadczeniem.
Czerń jest dobra, ale nie w każdej sytuacji
Zdecydowanie najbardziej w przypadku Samsunga QN92F obawiałem się czerni. Ta OLED-owa mocno mnie rozpieściła i bałem się, że powrót do ekranu LED będzie nie do przełknięcia. Okazuje się, że nie jest tak źle, a w większości przypadków jest nawet zaskakująco dobrze.
Mini LED z lokalnym wygaszaniem, czyli w tym przypadku 504 strefami local dimmingu, sprawia, że kontrast jest wysoki, blooming w wielu scenach niemal nie występuje, a jasne elementy na ciemnym tle nie zawsze od razu zdradzają, że mamy do czynienia z LCD, a nie OLED-em. W dobrych warunkach i przy odpowiednich ustawieniach obraz potrafi wyglądać naprawdę świetnie.
Nie ma się jednak co oszukiwać, że „prawie jak OLED” to nie to samo co OLED. OLED wyłącza piksele, które mają być czarne, a QN92F steruje strefami podświetlenia, czyli wielokrotnie większymi „kawałkami” ekranu od pojedynczych pikseli. To różnica, której nie da się obejść procesorem, marketingiem ani niczym innym. Jeśli na ekranie mamy np. jasny HUD, do tego napisy, na niebie migocą gwiazdy, a główny bohater trzyma latarkę, telewizor musi odpowiednio rozłożyć podświetlenie. Czasem zrobi to bardzo dobrze, a czasem mniej.

Najbardziej widać to w trybie gry i tutaj przewaga OLED-ów jest już wyraźna. W Game Mode czerń bywa mocno szara, a lokalne wygaszanie ewidentnie pracuje inaczej niż w trybach filmowych. Podobne obserwacje pojawiają się zresztą w testach innych redakcji. Wynika to z kompromisu polegającego na tym, że aby utrzymać bardzo niski input lag, a ten jest świetny, telewizor musi ograniczyć część bardziej złożonej obróbki obrazu. W efekcie dostajemy słabszą kontrolę nad czernią, wolniejsze przejścia ze strefy do strefy i więcej szarej poświaty.
Czy to koniec świata? Absolutnie nie. W znakomitej większości gier Samsung QN92F sprawuje się znakomicie i będziecie z niego bardzo zadowoleni. Po prostu warto mieć w pamięci, że pewne kompromisy jednak istnieją.
Gaming to mocna strona QN92F
Paradoksalnie, poza wspomnianymi problemami z czernią, QN92F jest świetnym telewizorem dla graczy. Ma cztery porty HDMI 2.1, obsługuje 4K przy 120 Hz na konsolach, w trybie PC potrafi dojść do 165 Hz, wspiera VRR, ALLM, FreeSync Premium Pro, ma bardzo niski input lag, około 10 ms, i rozbudowany pasek ustawień Game Bar. Do konsol i PC jest więc przygotowany bardzo dobrze.
Granie w Cyberpunka 2077 czy God of Wara: Ragnarok na QN92F to czysta przyjemność. Obraz jest bardzo ostry, nie ma mowy o żadnym smużeniu, a HDR działa wybitnie. Warto pamiętać też, że QN92F świetnie sprawdza się w tytułach pokroju Dragon’s Dogmy 2, gdzie liczba klatek na sekundę jest niestabilna, co nie jest tak odczuwalne dzięki dobrze działającemu systemowi zmiennej częstotliwości odświeżania, czyli VRR.

Podoba mi się także, że system operacyjny Tizen wspiera usługi NVIDIA GeForce NOW oraz Xbox Cloud Gaming. Wiele razy zdarzało mi się skorzystać ze strumieniowania gier, gdy akurat chciałem zagrać w tytuł, którego nie mam na PS5 Pro. Po podłączeniu pada Samsung QN92F umożliwia zabawę bez większych problemów, choć trzeba pamiętać, że opóźnienia w streamingu będą znacznie niższe, gdy skorzystamy z kabla zamiast Wi-Fi, które bywa niestabilne.
Jasność, płynność i brak problemów z odbiciami robią tu ogromną robotę i w większości przypadków bawiłem się z QN92F naprawdę świetnie. Jeśli jednak ktoś gra dużo w horrory, soulslike’i, mroczne RPG albo tytuły z dużą ilością czerni, OLED nadal będzie wyraźnie lepszy w trybie gry, z dużo pełniejszą i po prostu lepszą czernią.
QN92F radzi sobie zaskakująco dobrze na tle OLED-ów
Myślę, że jeśli powiem, iż po pół roku zaprzyjaźniłem się z Samsungiem QN92F, nie będzie to przesadą. W aktualnej cenie, czyli w chwili pisania tego tekstu, 3699 złotych w niektórych sklepach, dostajemy naprawdę fajny telewizor do bardzo jasnego pomieszczenia. Matowa powłoka robi genialną robotę, jasność maksymalna jest imponująca, system działa płynnie, a zestaw funkcji dla graczy jest bardzo solidny.
Jeśli ktoś z różnych powodów nie chce kupić OLED-a, np. ze względu na niższą jasność maksymalną czy ryzyko wypalenia, albo nie może, bo znam przypadki osób, których oczy bardzo męczą się przy OLED-ach, Samsung QN92F jest bardzo solidnym wyborem. Z przeciętnym OLED-em w podobnej cenie wygrywa przede wszystkim jasnością i odpornością na ciężkie warunki w salonie dzięki matowej powłoce.


OLED nadal wygrywa jednak czernią i kontrastem, a w grach różnica jest dla mnie widoczna gołym okiem. Nawet jeśli OLED jest trochę ciemniejszy, w zamian otrzymujemy zero szarych plansz w ciemnych scenach oraz miliony „stref podświetlenia”. Niemniej Samsung QN92F to bardzo solidny Mini LED, który z pewnością wielu z was przypadnie do gustu.
Cena: od 3699 zł
Dostarczył: Samsung
| Rozmiar ekranu | 55 cali |
|---|---|
| Rozdzielczość | 3840 x 2160 Częstotliwość odświeżania obrazu: 165 Hz |
| Technologia ekranu | QD-Mini LED |
| Szczytowa jasność | 2100 cd/m2 (HDR) |
| Łączność | Wi-Fi 5, Bluetooth 5.3 Złącza: 1 × wejście zasilania, 4 × HDMI 2.1, 2 × USB typu A, 1 × ethernet |
| Głośniki | 4.2.2 60 W |
| Inne | matowa powłoka, Tizen Smart TV, AirPlay, Screen Mirroring, tryb gry, VRR, ALLM, dźwięk Dolby Atmos, Procesor obrazu NQ4 AI Gen3, tuner DVBT-2, Standard VESA: 200 x 200 mm |
| Waga | 20,6 kg (z podstawą) |
| Wymiary | 1227,4 x 768,2 x 237,0 mm (z podstawą), 1227,4 x 705,6 x 26,9 mm (bez podstawy) |
- świetna jasność maksymalna
- matowa powłoka matrycy
- niski input lag i sporo funkcji gamingowych
- dobra jakość obrazu i świetne kolory
- dobra, aktualna cena
- brak ryzyka wypalenia matrycy
- czerń w trybie gry bywa szara
- kąty widzenia są słabsze niż w OLEDach
- poświata nadal może pojawić się przy jasnych elementach na ciemnym tle









0 komentarzy