Przejdź do treści

Chińska platforma wideo Bilibili wkracza na rynek międzynarodowy

3 minuty czytania

Konkurencja w postaci Bilibili mogłaby wyjść YouTube'owi nawet na dobre.

Jak donosi serwis Semafor, Bilibili – chiński odpowiednik serwisu YouTube – rozszerza swoją działalność na rynki międzynarodowe. Firma ponownie uruchomiła międzynarodową wersję swojej aplikacji wideo na telefony z systemem Android i zabiega o to, by użytkownicy portalu YouTube publikowali treści na jej platformie. Bilibili było już technicznie dostępne poza Chinami, ale zmiany te stanowią część wyraźnej strategii mającej na celu zachęcenie znacznie większej ilości zachodnich widzów do publikowania i oglądania filmów właśnie na tej platformie.

Chiński bis – czy alternatywa dla YouTube ma szansę zyskać popularność poza krajem pochodzenia?

Bilibili już od pewnego czasu zachęca znane zachodnie gwiazdy, w szczególności twórcę treści wideo znanego jako MrBeast, do publikowania filmów na swojej głównej chińskojęzycznej platformie, która dostępna jest na całym świecie i może pochwalić się 376 milionami aktywnych użytkowników miesięcznie. Bardziej skoordynowana ekspansja globalna mogłaby stanowić wyzwanie dla dominacji YouTube’a, ale może wiązać się z poruszeniem dość drażliwych dla firmy kwestii dotyczących cenzury, moderacji i bezpieczeństwa danych — czyli tego rodzaju problemów, z którymi już od lat boryka się TikTok w Stanach Zjednoczonych.

Największą zmianą wprowadzoną w nowej aplikacji firmy – która, zgodnie z wpisem na platformie X, pojawi się również na telefonach z iOS – jest zniesienie weryfikacji tożsamości. Wcześniej Bilibili wymagało od użytkowników rejestracji za pomocą paszportu lub innego dokumentu tożsamości, nawet jeśli publikowali treści z zagranicy na głównej chińskiej stronie firmy. Nie jest to już wymagane, a w przyszłości Bilibili będzie łączyć w swojej aplikacji treści globalne i chińskie. Serwis Semafor donosi, że firma zatrudnia również pracowników w Los Angeles, Londynie, Meksyku, São Paulo, Stambule i Tokio oraz planuje stworzyć anglojęzyczną wersję swojej strony internetowej, aby ułatwić twórcom filmów przesyłanie materiałów.

Wszystkie te zmiany mogą pomóc serwisowi Bilibili w znacznemu poszerzeniu grona odbiorców, choć rodzi to pytanie, czy platforma zacznie być poddawana takiej samej kontroli jak TikTok. Ta platforma kojarzona głównie z krótkimi filmikami została ostatecznie zmuszona do sprzedaży swojej działalności w Stanach Zjednoczonych z powodu obaw, że stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i nietrudno sobie wyobrazić, że podobny rozwój sytuacji może przydarzyć się Bilibili, jeśli serwis ten zyska równie dużą popularność w zachodnich kręgach internetowych.

Walka o widza zaczyna stawać się coraz bardziej zacięta

Jeśli firmie uda się skutecznie pozyskać obecnych popularnych twórców treści wideo, może to przyczynić się do wywarcia jeszcze większej presji na YouTube. Platforma Google do udostępniania filmów cieszy się niezmienną popularnością i trudno wyobrazić sobie jej upadek, ale stoi w obliczu rosnącej konkurencji ze strony serwisu Netflix, który ma w planach postawienie na podcasty wideo i treści tworzone przez niezależnych twórców. Konkurencja w kategorii streamingu wideo jest tak zacięta, że według doniesień agencji Bloomberg YouTube pracuje nad umowami, w ramach których będzie płacić kanałom za publikowanie treści najpierw na YouTube, a nie jednocześnie na wielu platformach.

0 komentarzy

Zostaw komentarz