Czas życia telefonu w krajach Unii wynosi od dwóch i pół do trzech i pół roku. Choć średnia ta powoli rośnie – być może za sprawą różnych dyrektyw, jak np. prawa do naprawy produktów („right to repair”), które zaczęło obowiązywać 31 lipca tego roku – ja wciąż mieszczę się w unijnych statystykach. Wypełniając „środek” krzywej Gaussa, podobnie jak trzy lata temu przesiadłem się ze starszego modelu na iPhone’a 15 Pro, tak i w tym roku zdecydowałem się na zmianę. I analogicznie: zarówno wtedy, jak i teraz nie było to konieczne. Ale trudno, stało się.
Testy, testy, testy
Po błyskawicznym unboxingu i godzinie przewodowego kopiowania danych z poprzednika zainstalowałem i obciążyłem pachnący nowością telefon zestawem kolejno uruchamianych testów zawartych w aplikacjach AnTuTu Benchmark, Geekbench i 3DMark. Tym sposobem dałem się wykazać przeprojektowanej komorze parowej odpowiedzialnej w najnowszej rodzinie iPhone’ów serii 18 Pro za – jak twierdzą ludzie z Cupertino – skuteczniejsze odprowadzanie ciepła z wydajnego procesora A20 Pro.
Podczas gdy obrazki śmigały po ekranie, brałem od czasu do czasu smartfon do ręki, aby sprawdzić temperaturę obudowy. Na szczęście udało się uniknąć kilkugodzinnego czekania z oparzeniami drugiego stopnia na sorze. Zarówno bowiem przy Geekbenchu 6 i 7 telefon nawet nie zrobił się letni. Odczytałem to jako sygnał, iż CPU oraz GPU poradzą sobie bez wysiłku w codziennym użytkowaniu, a ja nie będę musiał zakładać termicznie izolowanych rękawiczek. I tak w Geekbenchu 6 procesor mojego nowego nabytku uzyskał w testach jedno- wielordzeniowych odpowiednio oceny 4718 i 12 706 pkt. W przypadku najnowszej edycji Geekbencha wartości te wyniosły: 4028 i 11 408. Natomiast GPU w teście Metal moja „osiemnastka” zdobyła 64 364 i 62 291 – odpowiednio w edycjach 6 i 7 aplikacji Geekbench.








Ciekawiej zrobiło się dopiero podczas benchmarków AnTuTu, kiedy to telefon dociążyła skomplikowana wiejska sceneria z wymagającym oświetleniem. Maszynka była dość ciepła, szczególnie tuż pod wyspą z aparatami. Nagrodą za moje nieuzasadnione jednak obawy związane z przegrzaniem podzespołów było trzecie miejsce na podium wydajności iOS-u. W rankingu (co ciekawe AnTuTu v. 11.0.2 nie rozpoznał urządzenia) iPhone 18 Pro 256 GB zaznaczony jako „unknown” zdobył 3 451 508 punktów, plasując się zaraz za iPadami Pro z 2025 roku – 13-calowym i 11-calowym (odpowiednio 3 568 145 i 3 534 075). Po drodze był sprawdzian wielodotykowości (pięć palców jednocześnie) i pamięci masowej zakończony wynikiem 171 136. Na koniec włączyłem sprawdzian HTML5, w którym smartfon uzyskał 137 187 punktów.

Prawdziwy wycisk dałem nowemu iPhone’owi, uruchamiając serię testów w 3DMarku. O ile podczas podstawowych testów Steel Nomad Light, Solar Bay Extreme, Solar Bay i Wild Life Extreme nie działo się nic niepokojącego, o tyle w ich wersjach obciążeniowych (stress test) smartfon nabierał temperatury – był bardzo ciepły. Gdyby przenieść go do czasów wskrzeszonej niedawno przez Netfliksa „Lalki” Prusa, z powodzeniem mógłby znaleźć się w futrzanej mufce, ogrzewając lodowate dłonie (a może też i serce) Łęckiej.



Porzucając jednak XIX-wieczne klimaty, z umiarkowanym zadowoleniem radością odnotowałem, że throttling nie wyglądał najgorzej. W dwudziestominutowych testach obciążeniowych Wild Life, Wild Life Extreme, Solar Bay, Solar Bay Extreme, Steel Nomad Light telefon wypluł następującą punktację (pary wartości: najwyższa–najniższa): 10 018–10 004, 8875–5283, 15 759–10 413, 3101–1753, 4131–2326. Wynika z tego, że najszerzej chyba stosowany w ocenie stabilności stress test Wild Life Extreme zwrócił wynik 66%. Słowem podsumowania tego nasączonego liczbami wywodu można rzec, że dostaliśmy na osiemnastkę „jabłuszko” diablo wręcz wydajne, ale dławiące w sposób podobny do flagowców działających pod kontrolą Androida. Nowa komora parowa tak do końca „emejzing” więc nie jest, jednakowoż powodów, by rwać włos z głowy iPhone 18 Pro też nie daje zbyt wielu.
Przysłona zmienną jest
Mało jest osób, które kupują smartfony wyłącznie ze względu na wydajność CPU/GPU. Częściej kryterium wyboru jest możliwość uzyskiwania fajnych zdjęć, za czym stoi dobrej jakości aparat, czyli matryca i obiektyw(y). I to jest właśnie podzespół, dla którego niewątpliwie warto rozważyć kupno iPhone’a 18 Pro bądź Pro Max. Ze robionych „na szybko” fotek zarówno w plenerze, jak i w domu jestem prawdziwie zadowolony. Główne trzy czujniki o rozdzielczości 48 Mpix spisują się świetnie, a 18-megapikselowy przedni (do selfików) dotrzymuje im kroku. Fotografie są wyraźne, mają więcej szczegółów w porównaniu do zdjęć z piętnastki.



Dużym plusem wydaje się czterokrotny zoom optyczny, zaadaptowany z poprzedniego topowego modelu (17 Pro Max) – wspaniale, że jest, bo za jego sprawą można „ściągać” odległe obiekty, używając aż 40-krotnego zbliżenia. Na tę „czterdziestkę” składa się zoom optyczny 4x, cyfrowy crop o jakości optycznej (8x), po przekroczeniu której do gry wchodzi tryb zoom cyfrowy sztucznie powiększający wybrany fragment kadru aż do osiągnięcia maksymalnej krotności, czyli 40x.
Mimo że nie jestem astrofotografem, po raz pierwszy udało mi się przy takiej sobie pogodzie (częściowe zachmurzenie i duże zanieczyszczenie miejskim światłem) cyknąć aparatem głównym – bez zoomowania – kilka nocnych fot, na których widać iskrzące się punkciki. Gwiazdy? Planety? Nie mam pojęcia, ale je widać! Na zdjęciach nieba w skąpych warunkach oświetleniowych nie ma „mleka” ani specjalnie śladów agresywnej obróbki.



Apple’owską nowością jest zmienna przysłona głównego obiektywu, która może zadowolić fanów rozmytego tła – np. w fotografii portretowej (bokeh). Pojawienie się tego mechanizmu traktuję raczej jako ciekawostkę, której warto się przyjrzeć, niż jako funkcję typu „must have”. Zadaję sobie bowiem pytanie, czy możliwość zmiany przysłony pomiędzy wartościami 1.48, 1.8, 2.8 i 4.0 to coś, co powinno stanowić o przesiadce z poprzedniego modelu na 18 Pro. Tego nie wiem.
Nie jestem też specem od optyki, ale po pierwsze fizycznie regulowany otwór przysłony pojawił się w telefonach o wiele wcześniej, m.in. w Nokii N86 (w 2009 roku), Samsungu Galaxy S9 (w 2018 roku), a obecnie w niektórych modelach „chińczyków” marki Huawei i Xiaomi. Po wtóre, przecież za głębię ostrości i efekt rozmycia tła (bokeh) tak naprawdę odpowiada oprogramowanie – do matrycy (o przekątnej wynoszącej niecałe 12,6 mm) trafia na tyle dużo informacji, że procesor niemal w czasie rzeczywistym jest w stanie przeliczyć dany obraz dla każdej wartości przysłony, czyli, inaczej mówiąc, na bieżąco „uszyć” głębię ostrości lub ją ograniczyć. Poza tym – jak nietrudno zauważyć – im więcej ruchomych podzespołów, tym większe prawdopodobieństwo awarii, np. w razie upadku. Wiedzą coś o tym niektórzy użytkownicy wspomnianego Galaxy S9 i jego następcy – S10…




Skomplikowany mechanizm przysłony to także wyższe koszty produkcji, większa grubość modułu aparatu. Obstawiam, że za jakiś czas – idąc śladami konkurenta z Korei – Apple zrezygnuje z tego mechanizmu. Faktyczny bowiem zysk z jej posiadania w telefonie dla znakomitej większości użytkowników wydaje się znikomy.








Look and feel
No i najważniejsza dla mnie rzecz: przyjemność z obcowania. W kwestiach czysto wizualnej i dotykowej jestem srodze zawiedziony. Dość powiedzieć, że 15 Pro w porównaniu do 18 Pro wygląda jak nobliwa dama przy ubogiej kuzynce z głębokiej prowincji. Tam szkło, tytan. Elegancja. Sztos. A tu aluminiowy paździerz. W przypadku najnowszego smartfonu Apple’a mamy do czynienia z czymś, co przywodzi na myśl notebookowe konstrukcje, które w Cupertino zwą się unibody. Po ludzku mówiąc: odlany z aluminium i wyfrezowany jednolity kawał metalu. Rozumiem – redukcja kosztów. Co oczywiście nie znaczy, że iPhone 18 Pro jest tańszy niż poprzednik. No… nie jest.
Podczas kilku dni testów leżały przede mną obydwa telefony, które średnio co pół godziny macałem. Naprawdę nie mogę się oprzeć wrażeniu, że 18 Pro należy zakuć w futerał – po prostu nie chce się trzymać tego obłego klocka „na goło”. Są za to odpowiedzialne dwa aspekty. Pierwszy to użyte do obudowy materiały, a drugi to krawędzie. O ile w piętnastce były ostrzejsze, wyraźniejsze, o tyle osiemnastkę wyposażono w zaokrąglone, łągodniejsze. Wiem, że to rzecz gustu, ale ja wolę te pierwsze – rodem z dużo starszych iPhone’ów, czyli moich ulubionych 4s i 5s. Wskutek braku kantów 18 Pro ma tendencję do wysuwania się z dłoni, co może skończyć się upadkiem urządzenia. Ogólnie rzecz designu ujmując, przyznaję, że poprzednim przesiadkom prawie zawsze towarzyszył mi zachwyt nad formą iPhone’ów. Tym razem jakoś jego zabrakło. Szkoda.

Poza organoleptyką wypada wspomnieć o pozazmysłowych wrażeniach z użytkowania. I tutaj zastrzeżeń mieć nie mogę, bo za sprawą nowych „flaków” (apple’owskie: procesor A20, modem C2) szybkość działania 18 Pro jest wyraźnie większa od piętnastki. Ekran jest bardziej responsywny, aplikacje pobierają się i uruchamiają sprawniej – mam odczucie, że o kilkadziesiąt procent płynniej niż w przypadku mojego ukochanego 15 Pro.
No i koncertowo poprawione ładowanie… Dzięki obsłudze zasilaczy większej mocy z regulowanym napięciem (Adjustable Voltage Supply) 18 Pro można według Apple’a „napełnić mocą” od zera do 50 procent w kwadrans. W moim przypadku użyłem 47-watowego zasilacza Anker 523 Nano, któremu zajęło to… dokładnie tyle, ile zadeklarował producent. Z załadowaniem smartfonu do 80 i 100 procent pojemności baterii kostka uporała się odpowiednio w 29 i 55 minut. Jeśli już jesteśmy przy akumulatorze, to koniecznie muszę dodać, że przy zwykłym użytkowaniu (bez specjalnego drenowania baterii zasobożernymi testami) telefon „wytrzymywał” na jednym ładowaniu ponad dwie doby (z uwzględnieniem przełączania w tryb samolotowy na sen).
iOS 27
Sprzęt sprzętem, ale równie istotne jest oprogramowanie, a mówię tu o najnowszej edycji iOS-u oznaczonej liczbą 27. Z doświadczenia wiem, że z „grubymi” update’ami bywa różnie. Ten zaś wariant systemu operacyjnego iPhone’a jest turbopetardą. I nie mówię tu o efektach, gadżetach, półprzezroczystości etc. O ile to, że w przypadku najnowszych smartfonów Apple’a iOS 27 radzi sobie doskonale, nie jest niczym wyjątkowym, o tyle niemal niezwykłe jest to, że dużo starsze modele iPhone’ów po aktualizacji zyskały drugie życie. Taki wniosek można wysnuć po lekturze licznych, pochwalnych pod adresem firmy z Cupertino, wpisów w serwisie Reddit. A nie jest to normą.
Ale do rzeczy… Najnowszy iOS naszpikowano mechanizmami sztucznej inteligencji i nie chodzi mi o Siri, ale np. o funkcje AI, za pomocą których można np. w postprodukcji przekadrować lub poszerzyć zdjęcie czy usunąć z niego niepożądany obiekt. Działa fenomenalnie, choć w trybie wysokiej jakości funkcja oczyszczania musi posiłkować się dostępem do sieci – gdy telefon jest offline, bohatera drugiego planu wymażemy jedynie w trybie szybkim, czytaj mniej precyzyjnym.
À propos zdjęć i sztucznej inteligencji… Od tegorocznych modeli iPhone’ów wprowadzono Apple Reference Image. To opcjonalne narzędzie dla tych, które chcą mieć solidny dowód autentyczności zdjęcia (dziennikarze, prawnicy, twórcy). Funkcja jest domyślnie wyłączona i pozwala udowodnić, że ujęcie wykonano iPhone’em, a nie jest wygenerowane ono za pośrednictwem AI czy zmanipulowane za pomocą oprogramowania. ARI jako przejaw walki z deepfake’ami i AI slopem Apple porównuje do cyfrowego negatywu – oprócz normalnej, edytowalnej fotografii powstaje chroniony kryptograficznie „oryginał”, który można później porównać. Niestety, jak na razie, w UE funkcja nie jest aktywna.


– Podoba ci się? – Jein!
iPhone’a 18 Pro rozpatrywałbym w kategoriach ewolucyjnych niż rewolucyjnych. Sukcesywne usprawnienie wydajności i chłodzenia, pojemności, zwiększenie maksymalnej jasności ekranu z 2000 do 3000 nitów, poprawa innych parametrów użytkowych, w tym skrócenie czasu ładowania, wydają się naturalne. Dodatkowym plusem jest świetny system operacyjny iOS 27 oraz nowinki w obrębie aparatów, choć ze wspomnianych wyżej względów zmienna przysłona może nie zagościć na stałe w smartfonach „Designed by Apple in California”.
Największym jednak rozczarowaniem jest design. Pozbycie się tytanu na rzecz metalu, z którego za czasów komuny robiono w demoludach sztućce, jest chybionym pomysłem. Aluminiowa obudowa i zaokrąglone krawędzie sprawiają, że telefon chce się natychmiast zapakować do etui. Na szczęście już takowe mam.
Cena: 6299 zł
Dostarczył: PC Format
| System | iOS 27 |
|---|---|
| Procesor/grafika | Apple A20 Pro |
| Ekran | 6,3” LTPO Super Retina XDR OLED, 1–120 Hz, HDR, 2622 × 1206 |
| Pamięć | 12 GB RAM, 256 GB flash |
| SIM | nanoSIM + eSIM |
| Łączność | 5G, Wi-Fi 7, Bluetooth 6.0, NFC |
| Bateria | 4056 mAh (wersja z tacką), 4288 mAh (model bez tacki) – niewymienna |
| Aparaty | tylny – 48 Mpix, 24 mm, f/1.48-4.0, system stabilizacji matrycy OIS; ultraszerokokątny – 48 Mpix, 13 mm, f/2.2; 120°; teleobiektyw – 48 Mpix, zoom optyczny x4, 100 mm, f/2.8, OIS; przedni – 18 Mpix, 20 mm, f/1.9, PDAF SL 3D |
| Czujniki | Face ID (pod ekranem), akcelerometr, żyroskop, pola magnetycznego, kompas, światła, zbliżeniowy, barometr, skaner LiDAR, GLONASS, Galileo, QZSS, BeiDou, NavIC, mikrolokalizacja iBeacon, Ultra Wideband |
| Inne | ładowanie 60 W (brak ładowarki w zestawie); bezprzewodowe 25 W; ładowanie innych urządzeń (przewodowo) 4,5 W; IP68; AAC; MP3; Apple Lossless; FLAC; Dolby Digital/Plus/Atmos |
| Wymiary | 150 × 71,9 × 8,75 mm |
| Waga | 211 g |
- wydajność
- jasność ekranu
- długi czas pracy na baterii
- szybkie ładowanie
- funkcja powerbanku
- świetne aparaty
- materiał obudowy
- design
- cena
![Osiemnastka? Trudno. Apple iPhone 18 Pro – chciałem się nim zachwycić, ale nie do końca mi to wyszło [TEST]](https://pcformat.pl/wp-content/uploads/2026/09/apple-1024x556.jpg)










0 komentarzy