Choć kierowca twierdził, że korzystał z systemu Full Self-Driving, śledczy wskazują, że tuż przed zderzeniem ręcznie przejął kontrolę nad autem, wciskając pedał przyspieszenia „do podłogi”.
Zarzuty po śmiertelnym wypadku
Do tragedii doszło 19 czerwca w miejscowości Katy w stanie Teksas. Tesla Model 3 prowadzona przez Michaela Butlera zjechała z drogi, przebiła się przez frontową ścianę domu i śmiertelnie potrąciła znajdującą się w środku 76-letnią Marthę Ávilę. W środę kierowca został zatrzymany i usłyszał zarzut manslaughter – w prawie teksańskim oznacza to spowodowanie śmierci wskutek świadomego lekceważenia ryzyka, a więc wyższy stopień winy niż zwykła nieumyślność. Sąd wyznaczył kaucję w wysokości 150 tys. dolarów; jeśli Butler ją wpłaci, obejmie go zakaz prowadzenia pojazdów, nakaz noszenia elektronicznej opaski monitorującej oraz godzina policyjna. Formalne postawienie zarzutów wyznaczono na 6 lipca.
Według dokumentów sądowych Butler powiedział ratownikom, że samochód był w trybie „Autopilot”. Później zeznał również, że przed wypadkiem włączył tryb jazdy autonomicznej, zmieniał muzykę na ekranie samochodu i „stracił przytomność”. W chwili zdarzenia realizował dostawy dla DoorDash. Badania wykonane w szpitalu nie wykazały obecności alkoholu ani narkotyków w jego organizmie.
Dane z samochodu przeczą wersji kierowcy
Kluczowym elementem śledztwa okazały się zapis wideo z pojazdu oraz dane z rejestratora. Z ustaleń śledczych wynika, że przez około sześć sekund przed uderzeniem nacisk na pedał przyspieszenia systematycznie wzrastał, aż osiągnął 100 proc. Samochód rozpędził się do ok. 117 km/h, czyli ponad dwukrotnie przekroczył limit obowiązujący na tej ulicy. Jednocześnie w ostatniej minucie przed zderzeniem nie odnotowano użycia hamulca.
Kilka dni po wypadku wiceprezes Tesli ds. oprogramowania AI, Ashok Elluswamy, poinformował, że dane z pojazdu wskazują na ręczne nadpisanie działania systemu Full Self-Driving poprzez całkowite wciśnięcie pedału przyspieszenia. Według Tesli to właśnie ta czynność wyłączyła kontrolę prędkości sprawowaną przez system. Warto dodać, że sam Elon Musk nazwał wersję kierowcy „pozbawioną sensu”, argumentując, że FSD „porusza się powoli po ulicach osiedlowych”, co jego zdaniem wyklucza wypadek przy tak wysokiej prędkości.
Historia wyszukiwań zwróciła uwagę śledczych
Z akt sprawy wynika również, że analiza telefonu Butlera ujawniła serię wyszukiwań w Google z okresu poprzedzającego wypadek (dokumenty procesowe nie precyzują dokładnego miesiąca) dotyczących działania Full Self-Driving. Zapytania dotyczyły m.in. tego, że system jest „zbyt ostrożny” lub „niewystarczająco agresywny” podczas jazdy po mieście. Śledczy odnotowali te wpisy w dokumentacji sprawy, nie przypisując im jednak roli dowodu przesądzającego o przyczynach wypadku.
Trwają dwa federalne dochodzenia
Rodzina Marthy Ávili złożyła pozew przeciwko zarówno Michaelowi Butlerowi, jak i Tesli, zarzucając im odpowiedzialność za śmierć kobiety. Niezależnie od postępowania karnego okoliczności wypadku badają także amerykańskie agencje: National Highway Traffic Safety Administration (NHTSA) oraz National Transportation Safety Board (NTSB). Dochodzenia mają ustalić przebieg zdarzenia i zweryfikować działanie systemów wspomagania kierowcy w pojeździe.
Sprawa trafiła w środek szerszej, toczącej się od marca 2026 kontroli NHTSA (dochodzenie EA26002), obejmującej ok. 3,2 mln pojazdów Tesla wyposażonych w system kamer FSD i dotyczącej problemów z wykrywaniem trudnych warunków widoczności – to ostatni etap procedury przed ewentualnym wezwaniem do akcji serwisowej. Dodatkowo trzy dni przed wypadkiem senatorowie Ed Markey i Richard Blumenthal wysłali do NHTSA list domagający się pełnego zbadania bezpieczeństwa technologii FSD Tesli, a po wypadku Blumenthal ponownie skrytykował zarówno firmę, jak i samą agencję za brak zdecydowanych działań.











0 komentarzy