AktualnościNajgorsze dopiero przed nami? Centra danych mają pochłonąć nawet 70% układów pamięci powstałych w tym roku

Najgorsze dopiero przed nami? Centra danych mają pochłonąć nawet 70% układów pamięci powstałych w tym roku

Jeśli obecne trendy się utrzymają, czekają nas jeszcze większe problemy z dostępnością RAM-u oraz dysków w sektorze konsumenckim. Wedle najnowszych doniesień, nawet 70% układów pamięci wyprodukowanych w 2026 r. zostanie skupionych przez korporacje na użytek w dużych centrach danych, prowadząc do jeszcze większych niedoborów na rynku, a co za tym idzie – drastycznego wzrostu cen pozostałych na nim podzespołów.

Duże centrum danych
Duże centrum danych
Źródło zdjęć: © Adobe Stock

Na rynku pamięci nie dzieje się najlepiej, a osoby zainteresowane kupnem nowego sprzętu lub modernizacją już posiadanego z pewnością miały okazję przekonać się o tym na własne oczy. Ceny RAM-udysków (nawet twardych) mogą przyprawić o zawał, z kolei producenci sprzętu noszą się z zamiarem wprowadzenia podwyżek pozostałych podzespołów pecetów, w tym procesorówkart graficznych. Ba, ostatnimi czasy głośno było o spodziewanym wzroście kosztów zasilaczy, niemniej, całe szczęście, na ten moment nic nie wskazuje na to, aby plotki te były prawdziwe. Najgorsze w tym wszystkim jest zaś to, że to prawdopodobnie nie koniec problemów, a zaledwie ich początek.

Ceny RAM-u jeszcze nas zaskoczą?

Wedle raportu opublikowanego na łamach Wall Street Journal nawet 70% układów pamięci wyprodukowanych w bieżącym roku trafi wprost do dużych centrów danych, napędzając przeróżne modele sztucznej inteligencji oraz oparte na nich narzędziach. Tajemnicą nie jest, że głównym generatorem zapotrzebowania w tym segmencie są korporacje, która skupują dostępne układy w zaporowych cenach, uzasadniając koszty potrzebą dalszego rozwoju oraz wyprzedzenia konkurencji. Jako że rynek został już niemal do cna wydrenowany z pamięci, sytuacja stała się naprawdę groźna dla przeciętnego konsumenta.

Mowa tu nie tylko o wysokich cenach RAM-u, o których to już wielokrotnie wspominaliśmy od października, kiedy to opisywany problem zaczął poważnie dawać się we znaki w naszym kraju. Wszystko wskazuje na to, że niedobory pamięci odbiją się negatywnie także na kwotach, jakie przyjdzie nam zapłacić za szeroko rozumianą elektronikę – od telewizorów, przez AGD, po samochody. Jak podkreślono w artykule, choć urządzenia takie zazwyczaj korzystają ze starszych typów RAM-u, tak położenie na nich rąk graniczy cudem ze względu na zmianę priorytetów wśród głównych producentów tej technologii, takich jak SK Hynix lub Micron.

Wynika z tego, że przed podwyżkami cen nie ucieknie nawet sprzęt pokroju lodówek (tych inteligentnych), smartwatchy lub bezprzewodowych głośników. Wszystko, co wymaga do działania chociaż śladowych ilości pamięci, stanie się droższe – a przynajmniej tak prezentuje się czarny scenariusz wysnuty przez rynkowych analityków. Prawdziwe zamieszanie zacznie się jednak w momencie, gdy RAM-u nie będzie w ogóle. Doprowadzi to do przestoju w produkcji, a w przypadku branży motoryzacyjnej mogą one przybrać skalę, którą mieliśmy wątpliwą przyjemność obserwować w trakcie pandemii SARS-CoV-2.

Aktualnie mówi się, iż z problemami z dostępnością pamięci będziemy borykać się co najmniej do roku 2028, niemniej pytaniem pozostaje, co później. Szansa na to, że ceny wrócą do standardowego poziomu są nikłe. Niewykluczone, że hossa na RAM się przeciągnie, a wizja Jeffa Bezosa, wedle której nie będziemy posiadać własnych komputerów, tylko wypożyczać je za pośrednictwem usług chmurowych, dąży do samorealizacji.

Jakub Dmuchowski, redaktor pcformat.pl

Źródło artykułu:The Wall Street Journal

Wybrane dla Ciebie