Incydent w Woli Krobowskiej, gdzie doszło do podpalenia zasilania stacji bazowej systemu Starlink, zwrócił uwagę na istotną lukę w infrastrukturze firmy SpaceX. Choć konstelacja tysięcy satelitów oraz terminale użytkowników wykazują wysoką odporność na zakłócenia, tak kluczowe dla funkcjonowania sieci naziemne stacje połączeniowe pozostają podatne na fizyczne ataki dywersyjne – szczególnie gdy przy ich budowie wykonawca dowiaduje się, że ma być szybko i tanio, a dobrze to będzie, jak się nic nie posypie w ciągu tygodnia od zakończenia prac.
Stacje naziemne to pięta Achillesa Starlinka?
Redakcja portalu Defence24 zwróciła uwagę na fakt, iż system Starlink od samego początku promowano jako architekturę wyjątkowo odporną na próby zakłócenia sygnału. Wynika to z faktu, że na niskiej orbicie okołoziemskiej krąży obecnie ponad 10 tysięcy aktywnych obiektów, a wyłączenie pojedynczych satelitów nie przerywa działania całej konstelacji. Wysoką odpornością odznaczają się też terminale użytkowników wyposażone w płaskie anteny fazowane, które elektronicznie formują wąską wiązkę i automatycznie przełączają się między nadajnikami.
Inaczej sytuacja prezentuje się jednak w przypadku naziemnych stacji bazowych, o czym dowiedzieliśmy się za sprawą incydentu z udziałem jednej z nich, znajdującej się w podwarszawskiej miejscowości Wola Krobowska. Należy mieć bowiem na uwadze, iż satelity Starlink nie stanowią samodzielnego źródła sygnału, lecz pełnią funkcję przekaźników łączących terminal klienta ze stacją naziemną wpiętą do sieci światłowodowej. Unieszkodliwienie zasilania stacji sprawia, że nadajniki nad danym terenem stają się bezużyteczne.
Może nie najtaniej, ale jako tako
Jednym z głównych problemów związanych z bezpieczeństwem stacji bazowych jest łatwość ich identyfikacji. Lokalizacje obiektów Starlink są powszechnie znane i można je sprawdzić m.in. za pośrednictwem Map Google. Mieszczące się w takich obiektach anteny chronione są przez rzucające się w oczy białe kopuły, a więc ich zidentyfikowanie nie przysparza większych problemów. Osobną kwestią pozostaje to, że zabezpieczenie takich placówek może pozostawiać wiele do życzenia.
Redakcja portalu TechFuture.pl postanowiła wybrać się na wycieczkę do wspomnianej Woli Krobowskiej i zobaczyć, jak prezentuje się ulokowana tam stacja Starlinka. Cóż, możemy mówić o iście sielskim klimacie, urokliwej okolicy i… tanim płocie z pofalowanej blachy, wokół którego biegają kury.
Dlaczego infrastruktura prezentuje się w taki sposób? Cóż, podobno taka forma odpowiadała klientowi, co potwierdzono w rozmowie z redakcją serwisu Puls Biznesu:
To jest prywatna infrastruktura prywatnej firmy Starlink, która powstała zgodnie z jej wytycznymi. Stoi na prywatnej, dzierżawionej działce i nie jest to obecnie żadna infrastruktura krytyczna w rozumieniu przepisów prawa.
Informacje uzyskane przez redakcję serwisu Puls Biznesu
Jako że dość dobitnie udowodniono, że takie środki zaradcze nie są przeszkodą dla sabotażystów (nawet obecność zastępu kur nie pomogła), pytaniem pozostaje, czy do ochrony takich obiektów nie należy przyłożyć większej uwagi. Choć Starlink rzeczywiście jest własnością prywatnej firmy, na jej technologii polega ogrom osób. Zakłócenie pracy jednej z naziemnych stacji może skutecznie uniemożliwić klientom przedsiębiorstwa dostęp do sieci, a jak widać na załączonym powyżej filmie, dostanie się do anten to nie problem.








![Miesiąc ze smarfonem Google Pixel 11 Pro XL w kieszeni. Mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem: to wzorcowy telefon z Androidem [TEST]](https://pcformat.pl/wp-content/uploads/2026/09/1-1-768x485.jpg)
0 komentarzy