Przejdź do treści

„Reżyser gra w szachy 4D”. Chiński film animowany podbija sieć mimo wątpliwej jakości oprawy

3 minuty czytania

Grafika rodem z gier na pierwsze PlayStation i dubbing bez żadnych emocji? Niu Lai oferuje oba, dzięki czemu stał się wiralem.

Chiński film animowany Niu Lai zyskał ogromną popularność w mediach społecznościowych po tym, jak w pierwszych dniach od premiery obejrzało go zaledwie około 200 osób. Produkcja stworzona przez dwuosobowy zespół zyskała wśród widzów miano „gorszej niż slop AI”, aczkolwiek wygląda na to, iż w tym szaleństwie jest metoda. Skrajny kontrast między artystycznym plakatem a opłakaną jakością oprawy zmienił finansową klapę w wiralowy fenomen i skłonił widzów do masowego odwiedzania kin.

Bolesne zderzenie z rzeczywistością

Film Niu Lai (co można przetłumaczyć jako „Oto nadchodzi wół”) zadebiutował w chińskich kinach 5 sierpnia bez żadnej wcześniejszej kampanii marketingowej – do sieci nie trafiły zwiastuny, kadry, wywiady z twórcami, ani nic w tym stylu. Jedynym, co wskazywało na istnienie animacji, jest jej plakat.

Źródło: https://vocal.media/geeks/the-1000-movie-that-broke-chinas-film-industry

Nawiązywał on do chińskiej stylistyki malarstwa tuszowego, a oficjalny opis zapowiadał ambitną, artystyczną opowieść o cielęciu i skowronku.

Nowo narodzone cielę wprowadza skowronka, który właśnie przybył z pustyni, w świat snów. W tym śnie skowronek jest świadkiem, jak Niu Lai, kierowany przez różne siły, stopniowo wyrasta na odważnego wojownika, który nie boi się wziąć na siebie odpowiedzialności i stawić czoła życiu i śmierci.

Opis filmu Niu Lai

Jak podaje portal Vocal, reżyser Xin Yumeng oraz scenarzystka Sun Lifang byli jedynymi twórcami odpowiedzialnymi za cały projekt – w tym również za podkładanie głosów bohaterom. Już to powinno sprawić, że w głowie zapali się czerwona lampka, niemniej zawsze istnieje szansa na to, iż projekt okaże się czymś nadzwyczajnym i godnym uwagi – wszak Bartosz Walaszek udowodnił, że samodzielne dubbingowanie postaci jest jak najbardziej możliwe.

Nie upłynęło jednak wiele czasu, a okazało się, że Niu Lai jakością nie grzeszy. Zresztą, zobaczcie sami:

Fakt, że po seansie pierwsi widzowie porównywali oprawę graficzną do nieudolnych projektów studenckich z 2008 roku, nie powinien więc być żadnym zaskoczeniem. Oprawa graficzna filmu przypominała gry z pierwszego PlayStation, a sytuacji nie poprawiał fakt, że bohaterowie poruszali się w sposób nienaturalnie wręcz sztywny.

Szydercze recenzje i dyskusja wokół sztucznej inteligencji

Zaskakująca przepaść między tym, czego można się było spodziewać na podstawie plakatu, a tym, co ujrzało się na dużym ekranie, doprowadziła do wybuchu natychmiastowej reakcji wśród internautów. Jak na przekór, Chińczycy zaczęli masowo wystawiać Niu Lai 5-gwiazdkowe oceny, zamieszczając prześmiewcze recenzje i nazywając produkcję „kamieniem milowym chińskiej animacji”.

Nie zabrakło również głosów dobiegających zza przeciwnej strony barykady, wedle których film wygląda gorzej niż najprostsze klipy wygenerowane przez AI na podstawie byle jakiego prompta. Mimo wszystko Niu Lai znalazł wielu obrońców, a fani kinematografii przy licznych okazjach podkreślali, że bardziej szanują nieudolną, ale całkowicie ludzką pracę, niż idealnie dopracowane kadry stworzone przez algorytmy.

„Anty-poczta pantoflowa” w akcji

W ciągu pierwszych dziewięciu dni od premiery Niu Lai zarobił w kinach zaledwie 7 159 juanów (ok. 1000 dolarów). Paradoksalnie, krytyczne opinie pierwszych widzów sprawiły, że film zaczął zyskiwać na popularności. Samego 15 sierpnia, kiedy o tworze Yumenga i Lifang było już głośno w mediach społecznościowych, animacja wygenerowała ok. 46 000 juanów.

Widzowie zaczęli masowo kupować bilety i odwiedzać wybrane kina nie po to, by obejrzeć wartościowy film, ale by na własne oczy przekonać się, czy relacje internautów były prawdziwe i czy Niu Lai rzeczywiście prezentuje się tak „specyficznie”, jak na krążących po sieci klipach.

0 komentarzy

Zostaw komentarz