Przejdź do treści

AI zabiło tanie smartfony. Pochylmy głowy w milczeniu i oddajmy im cześć [FELIETON]

3 minuty czytania

Niestety, stało się: sztuczna inteligencja zabiła tanie smartfony. Przeglądając ofertę sklepów zauważyłem, że zakup sensownego urządzenia w atrakcyjnej cenie jest już dziś niemal niemożliwy.

Przyjąłem to z niejakim niedowierzaniem, bo jeszcze jakiś czas temu w kwocie do 1000 zł mieliśmy naprawdę spory wybór. Wygląda jednak na to, że to już minęło.

Sensowny telefon za mniej niż 1000 zł? Zapomnij!

Oczywiście wszystko jest kwestią założeń. Pojęcie „sensownego telefonu” każdy może rozumieć inaczej. Dla mnie to nowy smartfon z ekranem Full HD, wydany w ciągu ostatniego roku i pochodzący z europejskiej, sklepowej dystrybucji. Sądzę – a przynajmniej sądziłem do tej pory! – że rozsądne minimum zakłada obecność 8 GB pamięci RAM i 256 GB przestrzeni na dane.

Kupno sensownego telefonu za 1000 zł jest dziś już niemal niemożliwe

Z czysto praktycznych powodów nieporozumieniem jest według mnie mniej pikseli na ekranie. Od biedy zgodziłbym się za to na 6 GB pamięci operacyjnej i 128 GB flasha – ale to ostatnie już pod dużą presją. Procesor? Nie przesadzajmy, tu nie będę wybrzydzał. Podobnie sprawa wygląda z pojemnością akumulatora czy szybkością ładowania – budżet skromny, to i przez palce popatrzę na te i pozostałe parametry. Z takimi założeniami ruszyłem w poszukiwania sprzętu, który można kupić bez uczucia żenady i… nie znalazłem prawie nic.

Tanie smartfony odeszły

Wystarczy w zasadzie jeden rzut oka, by przekonać się, że czołowi, rozpoznawalni producenci podnieśli kwoty zakupu swoich sprzętów: w założonym przeze mnie przedziale cenowym praktycznie nie znajdziemy sensownych modeli. Są za to inne – cały problem jednak w tym, że królują tu przede wszystkim konstrukcje starsze i mniej renomowanych producentów, do których jednak nie mam zaufania w kwestii bezpieczeństwa. Olbrzymia większość telefonów to zaś konstrukcje z ekranem poniżej rozdzielczości Full HD, która jednak jest dla mnie kluczowa.

Kierując się wcześniej przytoczonymi kryteriami, w oko wpadł mi jedynie Redmi Note 15 z trzeciego kwartału zeszłego roku. Poza tym są konstrukcje starsze niż rok, jak choćby Nubia Neo 3, Realme 14T czy Motorola G56. Przymykając oko na metrykę, można byłoby się na nie skusić, zasadniczego problemu to jednak nie rozwiązuje: ceny nowych smartfonów wzrosły dziś tak, że żeby kupić jeszcze do niedawna podstawowy model, trzeba mieć w portfelu powyżej tysiąca złotych.

Dramat, który wykorzystują sprzedawcy

W innych okolicznościach byłaby to nawet całkiem zabawna sytuacja – ale nie jest. Raz, że nie wypada nabijać się z płaczącego portfela, zwłaszcza już swojego, dwa – całą tę sytuację wykorzystują niektórzy sprzedawcy. Dlaczego? Cóż, popatrzmy najpierw na producentów. Ci oczywiście próbują się ratować przed przekroczeniem kwoty 1000 zł – i robią to w najprostszy możliwy sposób: obcinając konfigurację. Dla przykładu: wydaną na początku tego roku Motorolę G67 kupimy w cenie poniżej wspomnianego progu – tyle że w wersji z 4 GB pamięci operacyjnej. Jak na dzisiejsze czasy to urągająca wręcz jakiejkolwiek przyzwoitości pojemność.

Co więc pozostaje? Ano – dopłacić, bo edycja z dwukrotnie większą pulą wykracza już poza pułap 1000 zł. Fakt ten zaś wykorzystują niektórzy sprzedawcy, oferując właśnie taki model w zawyżonej, typowej dla lepiej wyposażonego wariantu kwocie. Kto nie spojrzy na liczby, może się naciąć. Niestety, czasy najwyraźniej są szalone i trzeba być uważnym na każdym kroku, żeby się nie sfrajerować.

Co dalej?

A zapewne będzie jeszcze gorzej. Nie dość, że końca podwyżek nie widać i nawet SK Hynix – gigant na rynku pamięci, który powinien wiedzieć najlepiej – wieszczy apokalipsę, to na dodatek do grona tych, którzy podnoszą kwoty zakupu dołącza Qualcomm. Firma ta niedawno zapowiedziała, iż znacznie podnosi ceny swoich układów, co na pewno prędzej czy później znajdzie przełożenie na liczby, jakie widzimy w sklepach.

Dbajcie więc o swoje smartfony. Chuchajcie, dmuchajcie, kupujcie pancerne pokrowce i szybki naklejane na ekrany. Przyczyna jest prosta: jeśli stanie się nieszczęście, to są spore szanse na to, że następny telefon, jaki kupicie, będzie gorszy od poprzednika. Albo znacznie droższy.

0 komentarzy

Zostaw komentarz