Dziś wcale nie trzeba jechać do Egiptu, by dotknąć mumii – handel tego rodzaju „pamiątkami” przeniós się do internetu. Jak pisze ArsTechnica, zespół naukowców przeanalizował 128 ofert i wpisów dotyczących mumii i odkrył, że część z nich nosi ślady obecności grzybów. Problemem mogą być również toksyczne substancje wykorzystywane dawniej do konserwacji zwłok. Sprzedawcy często nie informują jednak kupujących o zagrożeniach.
Mumia jako internetowy towar
W badaniu opublikowanym w International Journal of Cultural Property przeanalizowano 128 internetowych wpisów i ofert aukcyjnych dotyczących zmumifikowanych szczątków. Aż 122 dotyczyły ludzkich szczątków, a sześć – zwierzęcych. Najczęściej oferowano pojedyncze części ciała, takie jak dłonie i stopy. W 66 przypadkach (51,6%), przedmiotem oferty były… głowy – całe lub częściowe, czyli np. czaszki z zachowanymi tkankami albo włosami oraz tzw. tsantsas, czyli zmniejszone głowy.
Ten egzotyczny materiał badawczy pochodził m.in. z Facebooka, Instagrama, sklepów internetowych i serwisów aukcyjnych. Część ofert była też wcześniej archiwizowana przez jednego z badaczy. Nie jest to więc systematyczny przegląd rynku i wszystkich ofert, a ledwie ich niewielka część.
Niebezpieczne mogą być nie tylko mikroorganizmy
Problemem jest przede wszystkim stan, w jakim przechowywane są takie szczątki. Naukowcy zaznaczają, że zachowane tkanki miękkie mogą ulegać degradacji powodowanej m.in. przez mikroorganizmy. Nie zawsze można ją zobaczyć gołym okiem. W analizowanej grupie 13 wpisów przedstawiało szczątki z widocznymi oznakami działania grzybów, które, choć czasem mogą posłużyć do stworzenia niecodziennych komórek pamięci, to na ogół mogą być po prostu groźne. W ośmiu przypadkach oferty dotyczyły sprzedaży, a sześć z tych obiektów wykazywało rozległe oznaki wspomnianej degradacji.
Autorzy podkreślają, że w ramach badania nie mogli ustalić ze zdjęć, jaki konkretnie grzyb znajdował się na przedstawionych szczątkach. Nie pobierali również próbek z oferowanych obiektów. Widoczne naloty są więc sygnałem możliwego zagrożenia, a nie dowodem obecności konkretnego patogenu. Co więcej, mikroorganizmy mogą kolonizować zachowane tkanki także wtedy, gdy nie widać tego na pierwszy rzut oka.
Drugim problemem są substancje wykorzystywane w różnych okresach historii do konserwacji ludzkich szczątków. W procesach mumifikacji i balsamowania stosowano między innymi związki zawierające arsen, rtęć czy ołów. Naukowcy wskazują, że takie substancje mogą pozostawać w zachowanych tkankach i stanowić zagrożenie podczas niewłaściwego kontaktu z nimi.
„Klątwa mumii” ma znacznie mniej nadprzyrodzone wyjaśnienie
To właśnie wspomniane wcześniej grzyby sprawiły, że dawna legenda o „klątwie faraonów” zyskała nieco bardziej przyziemne wyjaśnienie. Szczególnie często przywoływany jest przypadek grobowca Kazimierza IV Jagiellończyka na Wawelu. Po jego otwarciu w 1973 roku przedwczesną śmierć poniosło 10 z 12 osób zaangażowanych w prace. W grobowcu wykryto później Aspergillus flavus, a kontakt z zarodnikami został wskazany jako możliwe wyjaśnienie części tych zgonów. Naukowcy opisują ten przypadek jako przykład potencjalnego zagrożenia związanego z uśpionymi przez lata grzybami. Nie jest to jednak bezpośredni dowód na to, że właśnie ten organizm spowodował śmierć wszystkich dziesięciu osób.
Nasz kraj dostarcza również innych dowodów na obecność grzybów w miejscach przechowywania ludzkich szczątków. Badanie krypty kościoła Świętych Piotra i Pawła w Krakowie wykazało obecność m.in. przedstawicieli rodzajów Aspergillus, Penicillium i Stachybotrys na szczątkach, trumnach, ścianach oraz w powietrzu. Autorzy pracy zwracali uwagę na wysokie poziomy pleśni w powietrzu i możliwe zagrożenie dla osób pracujących w krypcie.
Kupujący nie dostają instrukcji bezpieczeństwa
Zdaniem autorów omawianego badania szczególnie niepokojący jest brak podstawowych informacji dotyczących bezpiecznego obchodzenia się ze szczątkami. W 22 analizowanych wpisach osoby trzymające zmumifikowane ludzkie szczątki nie miały nawet rękawic ochronnych. Naukowcy zwracają uwagę, że profesjonalne obchodzenie się z takimi materiałami wymaga odpowiednich procedur bezpieczeństwa.
Ryzyko nie kończy się przy sprzedającym i kupującym. Część szczątków jest wysyłana pocztą lub firmami kurierskimi, przez co z potencjalnie niebezpiecznym materiałem mogą zetknąć się pracownicy sortowni, kierowcy czy celnicy. Badacze znaleźli dowody na przesyłanie zmumifikowanych ludzkich szczątków zarówno krajowo, jak i międzynarodowo, mimo że przepisy wielu operatorów pocztowych i kurierskich ograniczają lub zakazują transportu tego rodzaju towarów.
Autorzy publikacji podkreślają jednak, że prawdopodobieństwo przeniesienia choroby ze starych zmumifikowanych szczątków na zdrowego człowieka jest niewielkie. I choć ryzyko może być większe w przypadku osób z osłabionym układem odpornościowym, to nie oznacza to, że każda mumia w prywatnej kolekcji stanowi zagrożenie dla otoczenia. Problemem jest przede wszystkim brak wiedzy o jej pochodzeniu, sposobie konserwacji, stanie zachowania i warunkach przechowywania.











0 komentarzy