Przejdź do treści

Grałem na RTX Spark u Nvidii. To może być największa konkurencja dla MacBooków Pro

6 minut czytania

Podczas targów IFA 2026 w Berlinie dostałem możliwość zagrania na pierwszych laptopach z układem Nvidia RTX Spark. Mogłem zobaczyć w akcji F1 26, DOOM: The Dark Ages i ARC Raiders i przyznaję, że wyglądało to imponująco.

Choć RTX Spark powstaje przede wszystkim z myślą o lokalnej AI, to jestem pewny, że wiele osób, które wejdą w posiadanie laptopów i pecetów z nowym układem Nvidii będzie chciało trochę pograć, albo chociaż zobaczyć „jak to działa na ARM?”. Cóż, częściowo mogę wam już powiedzieć, że działa świetnie i wygląda znakomicie, a Nvidia stworzyła (wraz z partnerami) bardzo ciekawą alternatywę dla MacBooków Pro z układami ARM.

RTX Spark nadaje się do grania, ale to nie laptop gamingowy

Na zamkniętym pokazie podczas targów IFA 2026 mogłem przez chwilę pograć na kilku laptopach wyposażonych w Nvidia RTX Spark i przyjrzeć się im z bliska. Nvidia nie zdradziła mi co prawda dokładnej wersji procesora znajdującej się w testowanych urządzeniach (do wyboru będą opcje 18 i 20-rdzeniowe), ale poszczególne modele miały od 32 do 128 GB zunifikowanej pamięci RAM. Co ciekawe, według Nvidii, niezależnie od konkretnej konfiguracji wszystkie trzy gry, które były dostępne na pokazie, działały dokładnie tak samo.

Dla mnie największym zaskoczeniem było jednak to, jak „cywilnie” wyglądały te sprzęty. Patrząc na nie trudno było pomyśleć o nich jak o laptopach gamingowych. Były cienkie, dobrze wykonane i stylistycznie znacznie bliżej sprzętu pokroju MacBooka Pro (czy XPS-ów Della) niż typowego gamingowego notebooka z agresywną kolorystyką i wielkimi wentylatorami. Wielka w tym zasługa RTX Spark, bo układ ARM wymaga dużo mniej mocy od klasycznych procesorów X86, co sprawia, że generuje również dużo mniej ciepła.

RTX Spark łączy procesor Nvidia Grace z GPU Blackwell (znanym chociażby z serii kart GeForce RTX 50) w jednym układzie SoC ARM, wykorzystując zunifikowaną pamięć współdzieloną przez CPU i GPU – to niemal dokładnie tak samo, jak w chipach z serii Apple M, które znajdziecie w każdym MacBooku. W najmocniejszej wersji laptopowej dostajemy 20-rdzeniowy procesor Grace, 6144-rdzeniowe GPU Blackwell i maksymalnie 128 GB pamięci LPDDR5X. NVIDIA podaje również wydajność AI sięgającą 1 PFLOP. Słabsza wersja dostanie 18-rdzeniowe CPU oraz 5120-rdzeniowy procesor graficzny – też nie wygląda to źle.

RTX Spark to sprzęt projektowany przede wszystkim z myślą o lokalnej sztucznej inteligencji, pracy kreatywnej i zastosowaniach profesjonalnych, co Nvidia wielokrotnie podkreślała na swoim pokazie i właśnie dlatego tak bardzo spodobało mi się to, że można na tym sprzęcie po prostu... pograć.

Ray tracing i wszystko na ultra, to nie wielki problem

Pierwszą grą, którą sprawdziłem, był Doom: The Dark Ages. Na miejscu dostaliśmy gotowe presety graficzne, których nie można było zmieniać, a składały się na nie rozdzielczość 1080p, jakość grafiki na ultra, włączony ray tracing, DLSS w trybie jakości oraz generowanie klatek w trybie 2X. W takiej konfiguracji Doom: The Dark Ages wyciągał co najmniej 100 fps, a miejscami nawet trochę więcej. Gra była bardzo płynna sterowanie reagowało tak powinno, a jakość oprawy graficznej stała na naprawdę wysokim poziomie. Szkoda tylko, że nie mogłem wyłączyć generatora klatek, bo byłem ciekawy czy uda się uzyskać stabilne 60 fps w trakcie walki, ale na to muszę poczekać, aż laptop z RTX Spark wpadnie w moje ręce na czas testów.

Podobne doświadczenia miałem w F1 26 oraz ARC Raiders. Nie zauważyłem problemów, które sugerowałyby, że korzystamy z platformy ARM, na której wsparcie dla gier rodzi się w bólach od pewnego czasu. Z perspektywy osoby siedzącej przed ekranem wyglądało to po prostu jak granie na bardzo wydajnym i bardzo niepozornie wyglądającym komputerze z Windowsem i to jest moim zdaniem bardzo duży plus na koncie RTX Spark.

Bardzo ważne jest też to, że w trakcie rozgrywki wszystkie laptopy były bardzo ciche (zdecydowanie nie na poziomie laptopów gamingowych) oraz chłodne, co współczesnym laptopom z Windowsem na X86 nie zdarza się nigdy. Liczę, że to nie tylko zasługa idealnie wystrojonych egzemplarzy testowych i konsumenci też tego doświadczą.

Najważniejszy jest tutaj Prism

RTX Spark działa świetnie na Windowsie i radzi sobie z grami, bo pomaga mu Prism. To warstwa emulacyjna Microsoftu w Windowsie na ARM, która pozwala uruchamiać aplikacje stworzone dla procesorów x86 i x64 na sprzęcie ARM.

Prism nie jest klasycznym emulatorem, ale działa jak warstwa translacyjna, na żywo. System tłumaczy bloki instrukcji x86 na instrukcje ARM64, a następnie wykorzystuje pamięć podręczną przetłumaczonego kodu, żeby nie wykonywać tej pracy od początku przy każdym uruchomieniu. Microsoft rozwija tę technologię między innymi o obsługę AVX i AVX2, które są istotne dla części współczesnego oprogramowania i gier.

To nie przypadek, że ludzie z Nvidii dużo mówili o Prism w trakcie prezentacji. Microsoft specjalnie zoptymalizował Prism pod RTX Spark i jego specyfikę. Firma podkreśla, że poprawiono zarówno wydajność, jak i kompatybilność, a połączenie emulatora z mocą RTX Spark ma pozwolić uruchamiać także wymagające gry stworzone pierwotnie z myślą o procesorach x86, jak te, które testowałem na pokazie.

Nvidia wie, że wsparcie będzie kluczowe

Sama możliwość uruchamiania gier przez Prism to jednak nie wszystko. W przypadku Windowsa na ARM problemem przez były do tej pory systemy anti-cheat. Nawet jeśli sama gra działała przez emulację, zabezpieczenie mogło odmówić uruchomienia, bo uznawało emulator za narzędzie niebezpieczne, które może pozwalać na oszukiwanie w grach.

W odpowiedzi na te problemy Nvidia postanowiła zaprosić do współpracy producentów popularnych anti-cheatów. Podczas pokazu mogłem zobaczyć między innymi współpracę z EA Javelin (w F1 26), a „Zieloni” zapowiadają wsparcie również dla innych popularnych technologii zabezpieczających zabawę po sieci. To też jedna z największych pięt achillesowych Linuksa, więc Microsoft na pewno cieszy się, że Nvidia przykłada do tego rękę.

RTX Spark może zagrozić MacBookom

Od kiedy Apple wprowadziło procesory ARM do swoich laptopów kilka lat temu, to w zasadzie nie korzystałem prywatnie z rozwiązań innych producentów. Niskie zużycie energii pozwala na długi czas pracy na baterii, a największą siłą MacBooków od dawna było to, że zapewniały taką samą wydajność na baterii, co po podłączeniu do zasilania. Po prostu nie da się znaleźć konkurenta na rynku laptopów z Windowsem i procesorem X86.

Nvidia chce przełamać ten monopol, bo laptopy z RTX Spark mają zapewniać świetną wydajność, nawet na baterii oraz zapewniać naprawdę długi czas pracy bez ładowania. Asem w rękawie Nvidii i Microsoftu ma być też wspomniane wcześniej wsparcie dla gier na ARM, którego mocno brakuje u Apple, gdzie naprawdę na palcach dwóch rąk można policzyć gry AAA wydane w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Po stronie firm produkujących laptopy pozostanie oczywiście kwestia jakości wykonania, ale maszyny od MSI czy Della, które widziałem na pokazie były świetnie wykonane i absolutnie nie dawały wrażenia „gamingowych”, tylko raczej „profesjonalnych”.

Na razie jestem pozytywnie zaskoczony, a już niedługo pełne testy

Choć nie da się patrzeć na wydajne laptopy z Windowsem na ARM bez optymizmu, to oczywiście trzeba zachować pewien dystans. To był zamknięty pokaz, a nie rzeczywisty test, nie mogłem samodzielnie instalować gier, zmieniać wszystkich ustawień, wykonywać benchmarków czy sprawdzać temperatur, poboru energii i czasu pracy na jednym ładowaniu. Nie wiemy również, ile będą kosztować laptopy z RTX Spark, ale patrząc na aktualną sytuacją, na rynku pamięci wiemy, że tanio nie będzie.

Bazując jednak na tym, co zobaczyłem podczas targów IFA 2026 jestem jednak naprawdę pozytywnie nastrojony. RTX Spark zdaje się wręcz krzyczeć, że Windows na ARM może wreszcie stać się interesującą platformą - dla graczy, profesjonalistów i innych osób potrzebujących dużej wydajności w małym (i cichym) opakowaniu. Premiera laptopów z RTX Spark ma nastąpić już w październiku tego roku i mam nadzieję, że uda mi się przetestować przynajmniej jeden egzemplarz nieco wcześniej, żeby pokazać wam pełniejszy obraz sytuacji. Pierwsze wrażenia są jednak mocno pozytywne.

0 komentarzy

Zostaw komentarz