Rząd USA dopiął swego, jako że z popularnych sklepów z aplikacjami znikają programy pozwalające oznaczać oraz śledzić lokalizację pracowników amerykańskiej służby imigracyjnej i celnej.
ICE, czyli służba imigracyjna i celna Stanów Zjednoczonych (ang. United States Immigration and Customs Enforcement) nie cieszy się renomą wśród wielu obywateli USA. Zarówno na App Store, jak i Google Play, pojawiły się aplikacje, które umożliwiały oznaczanie lokalizacji dostrzeżonych agentów i dzielenie się nimi z innymi użytkownikami programu. Jak nietrudno się domyślić, nie spodobało się to administracji Donalda Trumpa. Wkroczyła ona do akcji, w związku z czym Apple i Google zdecydowały się usunąć kontrowersyjne apki ze swoich katalogów.
O fakcie tym poinformował Joseph Cox z portalu 404 Media. Pierwszy ruch wykonało Apple, które, za namową przedstawicieli Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, podjęło decyzję o wyrzuceniu z App Store programu ICEBlock. Chwilę później podobny ruch wykonało Google, a ze Sklepu Play zniknęła aplikacja Red Dot.
Drugi ze wspomnianych gigantów technologicznych stwierdził, że posunięcie to zostało podyktowane chęcią zapewnienia bezpieczeństwa podatnej na ataki grupie, jaką są pracownicy ICE. Podkreślono, że za sprawą lokalizacji agentów udostępnianej publicznie za pośrednictwem aplikacji pokroju ICEBlock i Red Dot, wielu z nich padło ofiarą aktów przemocy, na co nie ma przyzwolenia.
Red Dot, wedle opisu na stronie projektu, służyło do oznaczania miejsc i czasu, w których dostrzeżono osoby związane z amerykańską służbą migracyjną i celną. Użytkownicy apki mogli dodawać również notki na temat tego, jakie działania są prowadzone w okolicy, a także otrzymywać powiadomienia o tym, że w ich pobliżu ktoś zauważył agentów.
Wraz z dwoma napomkniętymi programami, które cieszyły się największą popularnością, zniknęła również garstka ich naśladowców. Joshua Aaron, twórca ICEBlock, porównał swoje dzieło do otwartoźródłowych map z zaznaczonymi pozycjami fotoradarów i stwierdził, że jest zawiedziony postawą Apple, które „postanowiło skapitulować przed totalitarnym reżimem”. Jak Aaron przekazał w rozmowie z redakcją 404 Media:
ICEBlock nie różni się niczym od crowdsourcingowych oznaczeń fotoradarów, które każda znana aplikacja mapowa, w tym aplikacja Mapy firmy Apple, wdraża jako część swoich podstawowych usług. Jest to działanie chronione pierwszą poprawką do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Jesteśmy zdeterminowani, aby walczyć z tym wszystkimi dostępnymi nam środkami. Naszą misją zawsze była ochrona naszych sąsiadów przed terrorem, jaki ta administracja nieustannie sieje wśród mieszkańców tego kraju.
Joshua Aaron
Zgoła odmienne poglądy na ICEBlock ma Pam Bondi, prokurator generalny USA. Jak przekazała w wywiadzie dla stacji Fox:
ICEBlock nie różni się niczym od crowdsourcingowych oznaczeń fotoradarów, które każda znana aplikacja mapowa, w tym aplikacja Mapy firmy Apple, wdraża jako część swoich podstawowych usług. Jest to działanie chronione pierwszą poprawką do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Jesteśmy zdeterminowani, aby walczyć z tym wszystkimi dostępnymi nam środkami. Naszą misją zawsze była ochrona naszych sąsiadów przed terrorem, jaki ta administracja nieustannie sieje wśród mieszkańców tego kraju.
Joshua Aaron
Jak więc widać, administracji Donalda Trumpa zależy na tym, aby aplikacje służące do śledzenia pozycji agentów ICE pozostały poza zasięgiem rąk nieprzychylnych im osób. Na chwilę obecną nie wiadomo, czy developerzy Red Dot, ICEBlock i im pokrewnych rozwiązań planują rozprowadzać je alternatywnymi źródłami.
0 komentarzy