Nintendo znalazło się w ogniu krytyki – i to wyjątkowo nie z powodu swojej polityki wydawniczej, a kwestii celno-podatkowych, będących w zasadzie poza zasięgiem Japończyków. Grupa amerykańskich graczy złożyła pozew zbiorowy przeciwko gigantowi z Kioto, domagając się zwrotu pieniędzy, które firma doliczyła do cen konsol i akcesoriów w ramach ceł importowych. Skoro Sąd Najwyższy USA uznał te cła za nielegalne, gracze twierdzą, że nadchodzące zwroty od rządu powinny trafić do ich kieszeni, a nie na konto korporacji.
Nintendo pozywa Stany Zjednoczone, a gracze pozywają Nintendo
Zacznijmy od wyjaśnienia, że w lutym bieżącego roku Sąd Najwyższy USA orzekł, iż większość nałożonych przez Donalda Trumpa ceł jest nielegalna, a prezydent złamał prawo federalne. Poskutkowało to tym, że amerykański rząd musiał zaprzestać pobierania opłat, a przedsiębiorstwa, które „ucierpiały” (większość z nich, tak jak Nintendo, przerzuciła koszty na konsumentów) zaczęły ubiegać się o rekompensatę.
Omawiany pozew został złożony w sądzie federalnym stanu Waszyngton przez niejakich Gregory’ego Hofferta i Prashanta Sharana. Powodowie wyszli z założenia, że jeśli Nintendo rzeczywiście ma zamiar wywalczyć od amerykańskiego rządu zwrot nadmiarowych wydatków wynikających z bezprawnie nałożonych ceł, powinno się podzielić częścią tej kwoty z graczami – wszak to na ich barki zostały zrzucone wszelkie dodatkowe koszty, co objawiło się m.in. podniesieniem cen akcesoriów do drugiego Switcha.
W tekście wyraźnie zaznaczono, iż przyznanie Japończykom rekompensaty bez jednoczesnego zobligowania ich do zadośćuczynienia konsumentów mogłoby zostać potraktowane jako bezpodstawne wzbogacenie się kosztem osób, które realnie poniosły ciężar ekonomiczny wynikający z decyzji Nintendo oraz administracji Donalda Trumpa. Jak napisano w pozwie:
W rzeczywistości gospodarczej związanej z systemem ceł okazało się jednak, że importerzy tacy jak Nintendo nie ponieśli ostatecznie wszystkich kosztów związanych z cłami. Zamiast tego przenieśli oni te podwyższone koszty na konsumentów w postaci wyższych cen detalicznych. W ten sposób Nintendo pokryło koszty ceł dzięki wyższym cenom, jednocześnie ubiegając się o zwrot tych samych kwot ceł od rządu federalnego. O ile Sąd nie wyda innego orzeczenia, Nintendo może odzyskać te same opłaty celne dwukrotnie – raz od konsumentów w postaci wyższych cen, a następnie od rządu federalnego w ramach zwrotu opłat celnych, wraz z odsetkami wypłacanymi przez rząd od tych środków. Nintendo nie podjęło żadnego prawnie wiążącego zobowiązania do zwrotu nadpłaconych opłat celnych konsumentom, którzy faktycznie je uiścili.
Sprawa ma charakter precedensowy. Dlaczego? Ano dlatego, że jeśli amerykański sąd przyzna rację graczom, może to oznaczać lawinę podobnych pozwów przeciwko innym gigantom technologicznym, którzy przerzucili koszty ceł na użytkowników końcowych. Nintendo znalazło się zaś w naprawdę nieciekawej sytuacji i musi przygotować się na walkę na dwóch frontach: z jednej strony z rządem Stanów Zjednoczonych Ameryki o jak najszybszy zwrot należności wraz z odsetkami, a z drugiej – z własnymi fanami i ich roszczeniami. Na rozwój sytuacji prawdopodobnie przyjdzie nam jeszcze nieco poczekać, albowiem sądowe batalie nie kończą się w ciągu kilku dni.
0 komentarzy