W weekend Financial Times ujawnił raport, według którego OpenAI szykuje się do największej przebudowy swojej sztandarowej usługi w historii. ChatGPT ma stać się hubem łączącym zaawansowane usługi sztucznej inteligencji z Codexem na czele. Bardzo wyraźnie pokazuje to kilka rzeczy – niekoniecznie przyjemnych i dla firmy, i dla nas, użytkowników jej technologii.
OpenAI zostało w tyle
Gdyby zapytać przypadkową osobę, kto jest liderem branży AI, to olbrzymia większość wskaże zapewne OpenAI i bota ChatGPT. Przez długi czas nazwa tej usługi była w zasadzie synonimem dla dostępnej dla mas sztucznej inteligencji – trochę jak Adidasy dla obuwia sportowego. Tyle że rzeczywistość coraz wyraźniej zaczyna weryfikować założenia biznesowe wspomnianego przedsiębiorstwa stworzonego na fundamentach organizacji non-profit.
Zgodnie z aktualnymi danymi OpenAI wyceniana jest na niecałe 909 mld dolarów, kiedy Anthropic, czyli przedsiębiorstwo stojące za botem Claude, jest dziś warte 965 mld dolarów (źródło: serwis Yahoo). To niby niewielka różnica – ale wyraźnie widać, że mniej znany konkurent jednak jest traktowany z większym zaufaniem. Skąd więc taka różnica w postrzeganiu obydwu tych gigantów AI?
OpenAI ostatnio pochwaliło się, że z jej usług korzysta już w skali miesiąca miliard użytkowników – oczywiście można się zastanawiać, jaka jest definicja takiego usera, ale tak czy inaczej liczba ta jest niebagatelna: to jakby co ósmy mieszkaniec globu chociaż raz w ciągu trzydziestu dni miał jakikolwiek kontakt z technologią OpenAI. Cały jednak problem w tym, że za usługę tę… praktycznie nikt nie płaci.
Według ostatnich raportów za przychody OpenAI odpowiada grono 50 mln ludzi i firm, którzy podpięli do systemu swoje karty kredytowe. To ledwie co dwudziesty podmiot. Mało tego! Wśród tego grona przedsiębiorstw jest jedynie ok. 9 mln – a te odpowiadają za… 40% ogólnych przychodów firmy – te zaś wynoszą ok. 2 mld dolarów na miesiąc. Innymi słowy, niewielki ułamek klientów przekłada się na niemal połowę przychodów OpenAI. Reszta to w dużej mierze coraz mocniej odznaczający się w księgach rachunkowych ciężar w postaci użytkowników korzystających z tej technologii w sposób okazjonalny.
Nic dziwnego, że firma jest cały czas „pod kreską”. Według portalu The Information spodziewana na ten rok strata w OpenAI ma osiągnąć poziom aż 14 mld dolarów – gigant przepala więc gotówkę w zawrotnym tempie, a koniec tego procesu wydaje się mglisty. Ten sam serwis szacuje, że Altman i spółka zaczną zarabiać dopiero w roku 2028, choć ostatnie szacunki mówią już raczej o 2030. Póki co OpenAI jest po prostu studnią bez dna.
Inne podejście Anthropic
A Anthropic? Tutaj sprawa wygląda nieco inaczej. Firma od początku stawiała głównie na klientów biznesowych, czego odzwierciedleniem jest struktura przychodów przedsiębiorstwa. Wg serwisu Sacra w październiku zeszłego roku Anthropic miał ponad 300 tys. klientów biznesowych, którzy odpowiadali za 80% wpływających do przedsiębiorstwa pieniędzy. W grudniu 2025 było to 9 mld dolarów (tutaj uwaga – Anthropic raportuje przychody z odsprzedaży przez chmury w ujęciu brutto, całkowite wydatki klientów końcowych firma liczy jako przychód, a wypłaty dla partnerów jako koszty, co nieco wykrzywia kwoty i sprawia, że trudniej je odnieść do konkurencji).
Tyle że Anthropic jest na wyraźnej fali wznoszącej. Tylko w tym roku przychody skoczyły już do 47 mld dolarów. Z kolei liczba klientów wydających na usługi tej firmy ponad 100 tys. dolarów wzrosła aż siedmiokrotnie. Wśród klientów konkurenta ChatGPT są tacy giganci jak Netflix, Spotify, L’Oréal czy Salesforce. Ogółem Anthropic spija śmietankę i wiąże się biznesowo (choć nie bezpośrednio, bo na ogół za pośrednictwem np. Amazona), z najwyżej wycenianymi technologicznymi firmami na świecie. Źródłem sukcesu jest zaś przede wszystkim Claude Code – powszechnie uznawane narzędzie programistyczne, z którego korzystają nawet w… Google’u, co chyba najlepiej świadczy o jego jakości.
Oczywiście również tutaj zysków jeszcze nie ma – według wewnętrznych i ujawnionych przez Anhtropic prognoz firma również ma osiągnąć rentowność dopiero w 2028 roku. Dokładnych liczb jednak nie ma: gigant najzwyczajniej wciąż nie musi ich publikować. Tym niemniej nawet te szczątkowe dane, które są dostępne, pokazują, że na tle OpenAI wygląda znacznie lepiej.
Lider goni konkurencję
Jak widać, mamy dwa różne podejścia i dwa dość skrajne przykłady gospodarowania technologią. Na tle tych wszystkich danych wyraźnie widać, że OpenAI po prostu boi się o własną przyszłość – stoi na wyraźnie gorszej pozycji, skupiając klientów, którym wystarcza to, co jest za darmo. Stąd zapowiedziane zmiany – największe w historii firmy.
Dla mnie to jednak nie tyle przemyślana strategia biznesowa, co raczej nerwowe ruchy prowadzące do próby odebrania firmie Anthropic kawałka tortu. Czy słuszne? Zapewne tak – choć w mojej ocenie mocno spóźnione. By poprawić sytuację przedsiębiorstwa, Altman będzie musiał bowiem walczyć i jakością, i ceną – startuje wszak z gorszej pozycji, jakkolwiek to absurdalnie nie brzmi w kontekście faktu, że jego firma powszechnie uważana jest za lidera branży. Anthropic najzwyczajniej wyspecjalizował się wcześniej i teraz zbiera tego owoce.
Drożej, ale czy wszędzie?
Cała ta sytuacja jest również problematyczna dla nas, klientów indywidualnych: „era romantyzmu” w usługach AI najzwyczajniej dobiega końca, a firmy skupiają się na szukaniu przychodów, które umożliwią dalsze ich istnienie. Co to oznacza? Cóż, na pewno dalsze ograniczenia w darmowych planach, „głupsze” boty, a docelowo – być może nawet płatne wersje zachodnich sztucznych inteligencji.
To ostatnie może być jednak dla szeroko pojmowanego Zachodu strzałem w stopę. Dlaczego? Cóż, konkurencja rodem z Chin radzi sobie coraz lepiej. Według serwisu Digital Applied udział AI z Państwa Środka w ciągu ostatniego roku na platformie OpenRouter wzrósł o ponad 40%. Azjatycka konkurencja jest tańsza i łatwiejsza do wdrożenia, co sprawia, że różnego rodzaju start-upy, również w Dolinie Krzemowej, sięgają po nią znacznie chętniej niż po rodzime technologie.
OpenAI i inni amerykańscy giganci mierzą się więc z wyzwaniem – i to kilkupoziomowym. Z jednej strony poszukiwania źródeł przychodu stają się wręcz palące, bo darmowy klient z definicji pieniędzy nie przynosi. Z drugiej jednak – narzucenie opłat może spowodować dalszy odpływ klientów w stronę porównywalnej już jakościowo konkurencji z Chin. Moim zdaniem OpenAI jest więc między młotem a kowadłem.
Bez wątpienia nadchodzą ciekawe czasy – i dla zwykłych użytkowników, i dla firm. Czy Ameryka odda kolejny wiodący obszar konkurencji zza Oceanu Spokojnego? Wiele wskazuje na to, że wieszczony już od lat krach bańki AI nie sprawi, że branża upadnie. Jeśli tylko nadejdzie, to raczej spowoduje on, iż – mniej lub bardziej boleśnie – środek ciężkości przeniesie się tam, gdzie będzie taniej. Wolny rynek wygra, przegra Zachód. A zmiany, które widzimy, są pierwszymi symptomami paniki i prób przeciwdziałania temu zjawisku.
0 komentarzy