Przejdź do treści

Google inwestuje w europejską fuzję jądrową. Gigant próbuje się zabezpieczyć przed brakami w dostawach energii

4 minuty czytania

Google dołączył do grona inwestorów niemieckiego startupu Proxima Fusion, który pozyskał 411 mln euro na rozwój reaktorów fuzyjnych typu stellarator. Ruch wpisuje się w szerszą strategię największych firm technologicznych, które coraz intensywniej szukają nowych źródeł energii dla centrów AI.

Monachijski startup Proxima Fusion pochwalił się, że zakończył kolejną rundę finansowania. Wśród nowych inwestorów strategicznych znalazły się Google oraz niemiecki koncern energetyczny RWE. To pierwsza inwestycja Google’a w europejską spółkę rozwijającą technologię syntezy jądrowej.

Nowe źródło energii dla AI

Proxima Fusion powstała obok Instytutu Fizyki Plazmy im. Maxa Plancka i rozwija reaktory fuzyjne typu stellarator – czyli urządzenia służące do wytwarzania plazmy i przeprowadzania kontrolowanej reakcji termojądrowej, co docelowo miałoby się stać źródłem czystej energii pochodzącej z fuzji atomów.

Firma buduje demonstracyjny obiekt tego typu w Bawarii – ma on zweryfikować technologię przed powstaniem komercyjnej elektrowni. Na budowę Alpha Proxima ma już zapewnione wsparcie publiczne rządu Bawarii w wysokości 400 mln euro – razem z nową rundą daje to 800 mln euro. Spółka ubiega się teraz o pozostałą część finansowania, czyli 1,2 mld euro z planowanego grantu rządu federalnego Niemiec, który ma zostać rozpisany jeszcze w tym roku. Docelowo Proxima chce zbudować pierwszą w Europie komercyjną elektrownię fuzyjną, nazwaną Stellaris.

Fuzja jądrowa jako element strategii AI

Inwestycja w Proxima Fusion nie jest odosobnionym ruchem Google’a. Koncern od kilku lat buduje portfolio projektów energetycznych związanych zarówno z fuzją, jak i energetyką jądrową. Z tego względu firma wcześniej zainwestowała m.in. w amerykańskie Commonwealth Fusion Systems oraz TAE Technologies. W przypadku Commonwealth Fusion Systems podpisano również długoterminową umowę zakupu energii z planowanej elektrowni ARC (200 MW), która ma rozpocząć pracę na początku następnej dekady. Jednocześnie Google rozwija współpracę z Kairos Power przy małych reaktorach modułowych (SMR), które mają dostarczać energię do centrów danych jeszcze przed komercjalizacją energetyki fuzyjnej.

Nie są to przypadkowe ruchy: rosnące zaangażowanie największych firm technologicznych w sektor energetyczny wynika z gwałtownie zwiększającego się zapotrzebowania na energię elektryczną, napędzanego rozwojem infrastruktury AI.

Agenci AI zwiększają zużycie energii

Coraz większy wpływ na zużycie energii mają systemy określane jako agentowa AI. W przeciwieństwie do klasycznych chatbotów nie ograniczają się do wygenerowania jednej odpowiedzi, lecz samodzielnie planują działania, korzystają z zewnętrznych narzędzi, wykonują wiele iteracji obliczeń i weryfikują rezultaty swoich działań.

Według omówionego przez Korea Times i opublikowanego w ramach konferencji HPCA 2026 badania zespołu z Korea Advanced Institute of Science and Technology tego typu systemy mogą w skrajnym przypadku zużywać nawet 136,5 razy więcej energii na zapytanie niż tradycyjne chatboty – złożone zapytanie do agenta pochłaniało średnio 348,41 Wh energii. Badacze zwrócili też uwagę, że agenci generują odpowiedź nawet 153,7 razy dłużej, a kosztowne GPU potrafią pozostawać bezczynne nawet przez 54,5 proc. czasu wykonywania zadania, oczekując na odpowiedź zewnętrznych narzędzi. To sprawia, że rozwój agentów AI staje się jednym z najważniejszych czynników zwiększających zapotrzebowanie centrów danych na energię.

Trend ten znajduje odzwierciedlenie również w danych publikowanych przez firmy technologiczne. Google informował wcześniej o wzroście zużycia energii oraz emisji gazów cieplarnianych, wskazując na rosnące wymagania infrastruktury wykorzystywanej do rozwoju sztucznej inteligencji.

Stabilne źródła energii stają się strategiczne

Rozwój AI coraz mocniej wpływa również na krajowe systemy elektroenergetyczne. W Stanach Zjednoczonych operator sieci PJM Interconnection w 2026 roku już trzykrotnie zwracał się do Departamentu Energii o zgodę na czasowe przełączanie wybranych centrów danych na zasilanie z własnych generatorów awaryjnych podczas okresów największego obciążenia sieci. Sytuacja jest na tyle poważna, że zaczyna wpływać na… produkcję stali, co stanowi nieoczekiwany efekt boomu AI.

Jeszcze kilka lat temu o pozycji liderów w wyścigu AI decydowały przede wszystkim kompetencje programistów, dostęp do danych i moc obliczeniowa. Dziś równie ważna staje się możliwość zapewnienia centrom danych nieprzerwanych dostaw energii na wiele lat do przodu. W praktyce oznacza to, że Google, Microsoft czy Amazon coraz częściej funkcjonują nie tylko jako firmy technologiczne, ale również jako inwestorzy infrastrukturalni, angażujący się w rozwój energetyki jądrowej, odnawialnych źródeł energii i własnych projektów wytwórczych. Firmy, które nie zabezpieczą odpowiednich mocy energetycznych, mogą mieć problem z dalszym skalowaniem najbardziej zaawansowanych systemów sztucznej inteligencji.

Marcin Stypuła, Semcore

Istotnie wzrosły również prognozy dotyczące udziału centrów danych w krajowym zużyciu energii elektrycznej w ostatnich miesiącach. O ile jeszcze niedawno mówiono o wzroście z ok. 4 proc. do blisko 9 proc. przed końcem dekady, o tyle zaktualizowana w lutym 2026 roku analiza Electric Power Research Institute wskazuje już na 9-17 proc. do 2030 roku, czyli o ok. 60 proc. więcej niż w szacunkach sprzed dwóch lat.

W efekcie firmy rozwijające najbardziej zaawansowane modele AI coraz częściej traktują dostęp do stabilnych źródeł energii jako element przewagi konkurencyjnej. Inwestycje w energetykę jądrową, odnawialne źródła energii oraz technologie fuzyjne stają się nie tylko działaniami klimatycznymi, ale również sposobem na zabezpieczenie długoterminowego rozwoju infrastruktury obliczeniowej.

0 komentarzy

Zostaw komentarz