Przejdź do treści

Sztuczna inteligencja miała zastąpić pracowników „za darmo”. Szefowie są przerażeni gigantycznymi rachunkami za AI

3 minuty czytania

Miało być taniej, szybciej i bez udziału ludzi. Najnowsze dane pokazują, że korporacyjny sen o darmowej sile roboczej napędzanej sztuczną inteligencją właśnie zderzył się z rzeczywistością.

Wdrożenie narzędzi opartych na sztucznej inteligencji miało być dla wielu firm najprostszym sposobem na szybkie cięcie kosztów. Powszechne przekonanie w zarządach zakładało, że modele językowe zastąpią część personelu, obniżając tym samym stałe wydatki. Jak wynika jednak z głośnego raportu opublikowanego przez The Register, sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli, a rosnące ceny AI sprawiają, że dyrektorzy łapią się za głowy.

Miało być taniej, ale nikt nie wiedział czemu

Zwolnienie ludzi, którzy pracują tylko 8 godzin dziennie i często wykonują odtwórczą pracę miało być strzałem w dziesiątkę. Złudzenia zarządów rozwiewa jednak badanie przeprowadzone przez firmę doradczą KPMG, w którym przepytano 2145 członków kadry kierowniczej wyższego szczebla z 20 różnych państw. Wyniki są miażdżące dla entuzjastów „magicznego” działania AI. Aż 29 procent ankietowanych dyrektorów przyznało, że nie ma pojęcia, skąd biorą się rosnące koszty związane z utrzymaniem i wykorzystaniem sztucznej inteligencji w ich organizacjach (nadal mówimy o kadrze kierowniczej). Co gorsza, kolejna jedna trzecia badanych wprost wyznała, że ich własna niewiedza dotycząca AI, jako całości stanowi główną barierę w jej udanym wdrażaniu.

Czemu jest drogo?

Skąd wziął się ten nagły szok cenowy wśród kadry zarządzającej? Po części wynika on ze zmian przeprowadzanych przez same firmy technologiczne odpowiedzialne za całą infrastrukturę. We wczesnej fazie boomu na AI, korporacje mogły liczyć na preferencyjne kontrakty, w ramach których twórcy AI częściowo brali na siebie gigantyczne koszty funkcjonowania wielkich modeli językowych. Ta sytuacja z czasem, systematycznie zmieniała się i to klient ponosił coraz większe wydatki. Ze względu na astronomiczne zapotrzebowanie na moc obliczeniową i rosnące koszty utrzymania serwerowni, sektor technologiczny zmienił swoją strategię. Klienci biznesowi są masowo przenoszeni na modele rozliczeniowe oparte na faktycznym użyciu (usage-based pricing). Można sobie to wyobrazić trochę, jak jazdę taksówką, gdzie wirtualny taksometr zaczyna liczyć pasażera (firmę) za każde zapytanie i każdy wygenerowany token, wtedy rachunki błyskawicznie stają się gigantyczne.

Dla wielu szefów i prezesów, którzy traktowali AI jako gotowe rozwiązanie do cięcia kosztów zatrudnienia, cała sytuacja okazała się dość bolesną lekcją. Jak celnie punktują autorzy badania, spora część kadry kierowniczej nie miała nawet przygotowanego sensownego planu na to, jak sensownie wdrożyć nowe narzędzia w codzienne procesy, tylko po prostu chcieli zastąpić ludzi, którym trzeba było płacić pieniądze. W imię krótkoterminowych zysków oraz „zielonych” tabelek w Excelu, korporacje muszą teraz mierzyć się ze skutkami tego podejścia i rosnącymi kosztami Ai, na które nikt w zarządach ich nie przygotował. Być może za jakiś czas okaże się, że jednak ci ludzie nie byli tacy źli, a na dodatek „korzystanie” z nich nie drożało z miesiąca na miesiąc o 1000 dolarów.

0 komentarzy

Zostaw komentarz