To jedna z tych „chińskich” zabawek, co to obiecują niebotyczne powiększenia i możliwość pozaglądania bakterii pod ogon. Oczywiście przesadzam – bo ani rzeczone mikroby ogonów nie mają, ani wbrew deklaracjom takie powiększenia nie są tu zasadniczo możliwe – więcej o tym w ramce poniżej. Nie zmienia to jednak faktu, że Apexel APL-MS200 może przynieść sporo rozrywki.
Apexel APL-MS200 – co to jest?
Urządzenie składa się z dwóch części. Pierwsza to zakładana na telefon obejma będąca podstawą dla nakładki powiększającej. Ta pierwsza to taka plastikowa ramka, której jeden z boków jest ruchomy i zintegrowany z wewnętrzną sprężyną. Całość można rozsunąć i zamocować niczym klamrę na krawędzi telefonu – tak, by otwór na obiektyw znalazł się nad aparatem smartfona. Dokładną pozycję możemy sobie dodatkowo wyregulować w poziomie – służą do tego szyny i spoczywająca na nich nasadka, do której przymocowujemy właściwy „mikroskop”.

Ten ostatni ma postać płaskiej, podłużnej „pastylki”. Sporą jej część zajmuje obiektyw obok którego znajduje się przycisk zwalniający blokadę – dzięki niemu możemy odpiąć nasadkę i np. zamontować na jej miejscu inną. Testowany tu Apexel APL-MS200 to tylko jeden ze sprzętów z tej serii standardowo wyposażony w „szkiełka” o deklarowanym powiększeniu ×200. Równie dobrze możecie kupić inne, np. z obiektywem ×100 lub ×300 – osobno lub w formie zestawu. Ja z czystej ciekawości dokupiłem sobie wszystkie, płacąc za każdą kolejną ok. 100 zł – ostatecznie jednak wersja ×200 wydaje mi się najlepszą, gdyż oferuje najbardziej optymalny stosunek ceny do możliwości.
Wspomniana nasadka ×300 wypada w takim porównaniu gorzej: wady obrazu dają się we znaki zdecydowanie bardziej, a różnica w powiększeniu w praktyce duża nie jest. Z kolei ×100 ma jak na mój gust zbyt małego „powera”. Obydwie co prawda czasem się przydają – sądzę jednak, że jak pozostaniecie przy standardzie ×200, to stracicie niewiele.

A, ważna rzecz. Produkt ten u różnych sprzedawców jest dostępny pod wieloma nazwami, często opisowymi, np. Apexel ×200, Apexel Microscope itp. Napisy na pudełku różnią się też w zależności od zawartości opakowania czy zestawu. Bywa też, że są mylące – zwłaszcza już na portalach handlowych z „chińszczyzną”. Tam możecie się naciąć, myśląc, że kupujecie zestaw trzech nakładek, a w opakowaniu znajdziecie potem jedną. Apexel ma również w swojej ofercie parę innych, podobnych konstrukcji. Zalecam ostrożność.
Apexel APL-MS200 – mikroskop do telefonu. Jak to działa w praktyce?
Wspomniany moduł powiększający – już niezależnie, na jaki się zdecydujecie – na wbudowany akumulator. Ten jest potrzebny, by uruchomić pierścień oświetlający, który zainstalowano na obiektywie. Bez niego ani rusz: przy dużych powiększeniach dodatkowe światło po prostu jest konieczne, o czym przekonał się każdy, kto choćby liznął makrofotografii. Lampka ta oferuje różne tryby podświetlenia: do dyspozycji mamy zatem iluminację białą, żółtą oraz UV – każda w trzech stopniach jasności, do z możliwością skorzystania z całego pierścienia lub jego wybranej połowy. Wbrew pozorom ta ostatnia funkcja jest przydatna: można dzięki temu podświetlić dany obiekt od jednej strony, co np. skutecznie ujawnia fakturę powierzchni. Jeśli zaś chodzi o wewnętrzne zasilanie, to nie jestem wam w stanie podać dokładnego czasu pracy – zależy on od wybranego przez nas trybu, a z gadżetu na ogół też nie korzystamy w sposób ciągły. Generalnie jednak mieści się on wedle moich szacunków w przedziale od ok. 2 do 3 godzin. Ładowanie z wykorzystaniem portu USB-C zajmuje tak ze 20 minut i nie jest uciążliwe.

Wszystko to, a także rozmiary urządzenia, sprawiają, że gadżet w praktyce jest bardzo fajną zabawką, którą można zabrać wszędzie: waży niewiele, szybko zakłada się na telefon i pozwala przy byle okazji podejrzeć cuda niewidoczne gołym okiem – w sam raz na jakąś wycieczkę czy na działkę latem lub zimą, bo obejrzeć szron z bliska. W połączeniu z niewygórowaną ceną jest to zdecydowanie największa zaleta tego sprzętu. A wady? Cóż, przejdźmy do omówienia optyki.
Jakość optyki Apexel APL-MS200
Nie oszukujmy się: z profesjonalnym ani nawet półprofesjonalnym sprzętem powiększającym za wiele wspólnego Apexel APL-MS200 nie ma. To gadżet, który pozwala faktycznie w znaczący sposób „przybliżyć” obraz – ale musimy się pogodzić przy tym z różnego rodzaju ograniczeniami.
Jak wspominam w tekście liczbę ×200 na pudełku można sobie włożyć między bajki. Producent nie podaje metodologii pomiaru, zakładam zatem, że jego deklaracje opierają się na zastosowaniu zoomu cyfrowego w smartfonie – a efekty tego są oczywiście różne w zależności od telefonu, zawsze jednak powodują spadek rozdzielczości, a co za tym idzie – jakości. W praktyce – według mojej oceny „na oko” – rzeczywiste przybliżenie bez zoomu cyfrowego to jakieś ×10. Jeśli jednak zaczniecie powiększać czy to na ekranie smartfona, czy to potem, podczas kadrowania, rzeczywiście można „wyciągnąć” znacznie więcej.
Największym wadą bez wątpienia jest mocne winietowanie. Zakładając tę zabawkę na telefon i robiąc zdjęcia, szybko przekonamy się, że na standardowych ustawieniach aparatu w smartfonie widzimy, że obraz zajmuje jedynie część kadru, reszta zaś to czarne pola, których nie obejmuje zasięg obiektywu telefonu z nakładką. Tutaj sporo zależy od samego urządzenia, na które zakładamy tę przystawkę, tym niemniej w moim przypadku – Vivo X200 Pro – efekt ten występował zawsze i niezależnie od zainstalowanego akurat modułu powiększającego.
















Rady na to są dwie: albo kadrujemy sobie zrobione wcześniej fotografie, albo wybieramy na ekranie telefonu powiększenie ×2 i w ten sposób winietowanie znika. Ja korzystałem z tej pierwszej opcji – dlaczego? Cóż, po prostu lubię „podciągać” zdjęcia, więc przy okazji mogłem np. poprawić ostrość. Tak czy inaczej jednak pierwszy lub drugi sposób jest obowiązkowy – bo przy okazji pozbywamy się brzegów fotografii, na których wyraźnie widać wady optyki.
Cudów nie ma: do gadżetu za 200 zł dobrych szkieł i skomplikowanego toru optycznego nikt nie wrzuci. Musicie się więc liczyć, że ostrość Apexel APL-MS200 łapie przede wszystkim w centrum kadru, a im dalej od niego, tym większe „mydło” się robi. Obraz zaczyna się rozmywać, gubią się szczegóły, pojawiają się przekłamania związane z geometrią – słowem, zobaczycie tu wszystkie skazy właściwe tanim szkłom. Gdybym jednak za to zapłacił fortunę, czepiałbym się zdecydowanie bardziej – tu zaś należy wzruszyć ramionami i po prostu się z tym pogodzić. Za dwie stówki niczego więcej nie oczekiwałem. Ach, zapomniałbym: żeby robić zdjęcia z wykorzystaniem tej nakładki, trzeba zbliżyć telefon do naszego obiektu na bardzo niewielki, tu liczony w milimetrach dystans – ale to akurat norma w przypadku fotografii makro i mikroskopów.
















Gdzieś obok widzicie galerie przykładowych zdjęć – w jednej z nich umieściłem fotografie bez żadnej obróbki, z winietowaniem, wadami obrazu itd. Pozostałe zaś przeszły mniej lub dalej posunięte ingerencje – najczęściej po prostu wykadrowałem daną grafikę, czasem jednak są dodatkowo wyostrzone. Tutaj zobaczycie, co można „wyciągnąć” z nakładki Apexel APL-MS200 przy odrobinie tylko samozaparcia. Tym sprzętem robiłem też zdjęcia podkładki pod mysz Razera. Możecie oczywiście rzucić okiem i tam.
Parę uwag na temat głębi ostrości
Osobno wypadałoby napisać o głębi ostrości. Apexel APL-MS200 nie różni się tu niczym od innych, nawet tych zupełnie profesjonalnych sprzętów do fotografii makro. Musicie zatem mieć świadomość, że im większe powiększenie, tym mniejsza jest wspomniana głębia. W praktyce jest po prostu płytko i jeśli fotografujemy coś przestrzennego, to wyraźnie widać, że sprzęt działa w pewnym sensie „w jednej płaszczyźnie” – niemożliwe jest więc złapanie wyraźnego, „przestrzennego” obrazu np. całej kupki rozsypanego cukru.
Wiele wyposażonych w obiektywy makro aparatów, jak np. Canon R7, omija ten problem możliwością robienia serii zdjęć z delikatnie przesuniętym punktem ostrości na każdym z nich – to technika zwana focus stackingiem. Potem te fotografie są składane – automatycznie lub ręcznie – w jeden obraz o dużej głębi i w ten sposób możemy zobaczyć więcej. Tutaj jednak takich cudów nie ma i musicie o tym pamiętać – najlepiej więc wychodzą zdjęcia płaskich powierzchni. Oczywiście też omawiany tu sprzęt jest ledwie nakładką na telefon – w ostateczności zatem jakość fotek w prostej linii zależy od tego, co potrafi smartfon. No ale to oczywistość, nie?
Apexel APL-MS200 – podsumowanie
To niby taka pierdółka za stosunkowo niewielkie pieniądze – a w rzeczywistości przyniosła mi naprawdę sporo frajdy: przez parę miesięcy robiłem zdjęcia makro jak szalony i w żadnym razie nie żałuję zakupu. Apexel APL-MS200 waży tyle co nic, zabrać można go wszędzie, nawet w kieszeni, jest poręczny, prosty w instalacji i obsłudze, a co najważniejsze – naprawdę pozwala zobaczyć to, czego gołym okiem nie widać. „Fun factor” jest tu naprawdę duży, jeśli lubicie tego typu rzeczy.


Oczywiście koło profesjonalnego mikroskopu to to nawet nie leżało – mamy tu do czynienia ze zwykłym gadżetem, którego nikt rozsądny nawet nie próbuje oskarżyć o powinowactwo z laboratorium. Tyle że w praktyce to nie przeszkadza. Trzeba się tylko pogodzić z ograniczeniami sprzętu i nie mieć wygórowanych oczekiwań. Aparatem z obiektywem nasz zestaw w postaci smartfona z nakładką nigdy nie będzie – jeśli jednak podejdziecie do tego gadżetu na luzie i jesteście ludźmi ciekawymi „maleńkiego świata”, to myślę, że też nie pożałujecie zakupu.
Cena: ok. 200 zł
Dostarczył: PC Format
| Kompatybilność | szeroka gama współczesnych smartfonów, szerokość obejmy mocującej – 71-105 mm |
|---|---|
| Deklarowane powiększenie | zależne od nasadki, w testowanym zestawie ×200, ale są też ×100 oraz ×300 |
| Optyka | cztery elementy, cztery grupy |
| Akumulator | wbudowany w każdą z nasadek, 100 mAh |
| Czas pracy | zależny od jasności i trybu, deklarowany – do 5,5 h, typowo ok. 2-3 godziny |
| Ładowanie | USB-C, brak ładowarki w zestawie |
| Podświetlenie | pierścień dookoła obiektywu; białe, żółte, UV – po sześć trybów dla każdego, w tym trzy stopnie jasności |
| Waga | całość ok. 50 gramów |
- w praktyce sprawia mnóstwo frajdy
- poręczny, lekki, prosta obsługa i szybka instalacja
- w centrum zdjęć – fajna jakość obrazu
- różne tryby pracy podświetlenia
- stosunkowo tania zabawka – oferowana jakość względem kwoty zakupu wypada bardzo korzystnie
- możliwość dokupienia innych nakładek powiększających do tego samego mocnowania
- mocne winietowanie
- kiepska jakość obrazu na brzegach zdjęć
- jak macie pecha, to obejma mocująca może wciskać np. przyciski głośności lub zasilania na krawędzi smartfonu – ale to już zależy od konkretnego modelu telefonu
- deklarowane powiększenie to tylko napis na pudełku











0 komentarzy