Przejdź do treści

Nieoczekiwany efekt wojny w Iranie. Samochody elektryczne zwyżkują prawie wszędzie – poza USA

4 minuty czytania

Amerykanie są inni – i ponownie mamy dowód na potwierdzenie tej tezy. Wojna w Iranie oraz wzrastające ceny benzyny spowodowały, że klienci zaczęli patrzeć łaskawszym okiem na samochody elektryczne. USA jednak wyłamuje się z trendu.

W drugim kwartale 2026 r. globalna sprzedaż samochodów elektrycznych wzrosła aż o 35% względem poprzednich trzech miesięcy, a w aż 50 krajach ustanowiono kwartalne rekordy. Wyjątkowo słabo na tym tle wypadają Stany Zjednoczone, gdzie po wycofaniu federalnych ulg popyt spadł.

Samochody elektryczne coraz popularniejsze

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) w najnowszej aktualizacji raportu Global EV Outlook 2026 mówi, że konflikt na Bliskim Wschodzie i wywołany nim kryzys energetyczny sprawił, że świat znów „przypomniał sobie” o znaczeniu ropy. Powód? Oczywiście ceny: te wzrosły do ok. 120 dolarów za baryłkę. To zaś ma bezpośrednie przełożenie na koszty użytkowania samochodów spalinowych. Na ich tle koszt eksploatacji samochodów elektrycznych wypadał korzystniej aż o 20-45%. To zaś w USA przełożyło się na oszczędności rzędu 1300 dolarów przy założeniu ładowania auta w domu.

Oczywiście na decyzje klientów wpływają nie tylko ceny samochodów, ale i ich dostępność, dopłaty oraz ogólna sytuacja gospodarcza. Dane pokazują jednak wyraźną zmianę: globalna sprzedaż samochodów elektrycznych była o 35% wyższa niż w pierwszych trzech miesiącach roku, a w ponad 90 państwach ich sprzedaż wzrosła.

Europa i rynki wschodzące mocno przyspieszyły

Z raportu wynika również, że w całym pierwszym półroczu samochody elektryczne odpowiadały za 24% globalnej sprzedaży nowych aut. To podobny poziom jak rok wcześniej, ale równocześnie cały światowy rynek samochodowy skurczył się w tym czasie o około 5%. Na podstawie tych danych IEA prognozuje, że w całym 2026 r. auta elektryczne będą stanowiły około 29% wszystkich nowych samochodów sprzedanych na świecie.

Widać to zwłaszcza w Australii, Brazylii, Indiach, Korei Południowej i Wietnamie: sprzedaż samochodów elektrycznych w okresie od marca do czerwca była tam mniej więcej dwa razy wyższa niż rok wcześniej. Również w Europie dało się odczuć wyraźny wzrost, ale nie wszędzie sytuacja wyglądała identycznie. W Chinach całkowita sprzedaż samochodów w pierwszym półroczu spadła o ponad 20% rok do roku. Drugi zaś kwartał przyniósł ponowny wzrost, a w ostatnich trzech miesiącach samochody elektryczne stanowiły już ponad 60% nowych aut.

Chiny wykorzystują słabość własnego rynku

Spowolnienie w Chinach nie oznacza jednak, że tamtejsza branża popadła w tarapaty. Wręcz przeciwnie. IEA podaje, że chiński eksport samochodów wzrósł w pierwszej połowie 2026 r. o 65% rok do roku. Samochody elektryczne rosły zaś jeszcze szybciej: ich sprzedaż większyła się o ponad 120%, co stanowiło aż 45% eksportu.

To ważne, ponieważ Chiny są zdecydowanie największym centrum produkcji tego rodzaju aut. W 2025 r. odpowiadały za niemal 75% ich światowej produkcji. W tym samym roku chińscy producenci wyeksportowali ponad 2,5 mln elektryków, czyli… dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Wniosek jest oczywisty: rosnący eksport pozwala tamtejszym koncernom rekompensować słabsze zapotrzebowanie „w domu”. IEA wskazuje też, że w 2025 r. samochody sprowadzane z Chin stanowiły większość, bo aż 55%, sprzedaży elektryków poza Europą i Stanami Zjednoczonymi.

USA mają własny problem z elektryfikacją

Na tym tle Stany Zjednoczone wyróżniają się… negatywnie. Przyczyna jest tu dość oczywista: wraz z końcem września 2025 r. skończyły się federalne ulgi podatkowe na zakup nowych i używanych aut elektrycznych. Tym samym w czwartym kwartale 2025 r. sprzedaż tych pierwszych była aż o 45% niższa niż rok wcześniej. W tym miejscu warto jednak zaznaczyć, że USA wciąż nie są krajem przyjaznym samochodom elektrycznym. Jakiś czas temu, dla przykładu, zarzucono plan budowy krajowej sieci dla aut elektrycznych.

Pomimo tego w drugim kwartale 2026 r. amerykańska sprzedaż elektryków przekroczyła 275 tys. sztuk, o 20% więcej niż trzy miesiące wcześniej. Czy to dobrze? Cóż, i tak, i nie. Ten wynik jest znacznie gorszy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wtedy jednak ludzie kupowali „na zapas”, tuż przed wygaśnięciem wspomnianej federalnej ulgi. Ogółem samochodów elektrycznych w ogólnej puli nowych aut było tam w pierwszej połowie 2026 r. jedynie około 7%. Dla porównania rok wcześniej ten udział wynosił 10%. Jak na dłoni więc widać, że wysokie ceny benzyny nie wywołały w USA takiego zainteresowania tą technologią jak gdzie indziej. Pewnym pocieszeniem jest jednak to, że Jankesi chętniej patrzyli w stronę hybryd oraz używanych samochodów elektrycznych.

Wojna nie stworzyła trendu, ale go wzmocniła

Najważniejszy wniosek z danych IEA jest jednak bardziej złożony niż proste stwierdzenie, że wojna z Iranem „spowodowała boom na elektryki”: globalna elektryfikacja transportu rozpoczęła się znacznie wcześniej. W 2025 r. na świecie sprzedano ponad 20 mln samochodów elektrycznych, czyli aż o 20% więcej niż rok wcześniej. W skali świata to około 1/4 ogólnej liczby aut. Wynika to również z postępu technologicznego i coraz lepszych technologii związanych z produkcją akumulatorów. W tym miejscu warto wspomnieć choćby o Japończykach, którzy opracowali wyjątkowo wydajną metodę recyklingu baterii z aut EV.

Przede wszystkim jednak popularność samochodów elektrycznych wynika jednak z tego, że są po prostu opłacalne. IEA wprost ocenia, że konflikt i związany z nim kryzys energetyczny „wzmocniły argumenty” za elektryfikacją jako sposobem na obniżenie kosztów.

0 komentarzy

Zostaw komentarz