Disney przygotowuje się do uruchomienia wersji beta narzędzia AI do automatycznego tworzenia reklam telewizyjnych. System, którego wstępny debiut zaplanowano jeszcze na lipiec, podobno potrafi generować scenariusze, wideo oraz muzykę, otwierając rynek dla firm z mniejszym budżetem. Czasy jednak się zmieniły, a branża zaczęła podchodzić do tego typu nowości z ostrożnością, obawiając się negatywnej reakcji widzów na zalew niskiej jakości treści.
Kiedy zwykłe reklamy to za mało
Plany medialnego giganta ujrzały światło dzienne dzięki nagraniu z wewnętrznego spotkania pracowników, do którego dotarła redakcja Business Insider. Adam Smith, dyrektor ds. produktu i technologii w Disney Entertainment oraz ESPN, przekazał zespołowi zaktualizowany harmonogram wdrożenia nowej technologii. Narzędzie, którego pierwsze zapowiedzi pojawiły się już w styczniu tego roku podczas targów CES w ramach szerszej prezentacji nowoczesnych rozwiązań dla reklamodawców, ma wejść w fazę otwartych testów beta już w lipcu.
Rozwiązanie zostało przedstawione jako jeden z najbardziej obiecujących i najszybciej rozwijających się obszarów innowacji w firmie. Kluczową cechą technologii Disneya ma być jej kompleksowość, albowiem algorytmy będą w stanie samodzielnie stworzyć scenariusz spotu, wygenerować do niego wideo, jak również dopasować podkład muzyczny. W skrócie – AI wykona pracę, która do tej pory zajmowała dziesiątki, jeśli nie setki godzin, licznym zespołom działającym w obrębie agencji.
Smith twierdzi przy tym, iż co tydzień otrzymuje od zespołu deweloperskiego nowe próbki wygenerowanych w ten sposób materiałów i z każdą kolejną prezentacją jakość efektów staje się zauważalnie lepsza. Docelowo narzędzie ma zostać w pełni zintegrowane z autorską platformą reklamową Disneya, a reklamodawcy będą mogli z niej skorzystać, aby promować swoje produkty oraz usługi na wszystkich platformach będących we władaniu tytułowej korporacji.
Czy reklamy AI nie okażą się zwykłym slopem?
Mimo ogromnego potencjału technologicznego, nastroje wśród reklamodawców zaczynają ulegać zauważalnej zmianie. Coraz rzadziej można spotkać się z bezwarunkowym zachwytem nad oszczędnością czasu i pieniędzy (z tym oszczędzaniem także różnie bywa, o czym zresztą niedawno wspomniał jeden z szefów Ubera) do uzasadnionego lęku przed negatywną reakcją konsumentów na tzw. AI slop, bądź też ściek AI (w skrócie – termin odnosi się do powtarzalnych i miałkich treści masowo generowanych przez algorytmy). Do obaw tych odniosła się poproszona o opinię przez Business Insider Alicia Weaver, wiceprezes ds. aktywacji mediów w agencji mediowej Mediaassociates. Jak stwierdziła kobieta:
W dziedzinie sztucznej inteligencji doszliśmy do punktu, w którym klienci chcą mieć pewność, że ich marka jest właściwie przedstawiana. Teraz, gdy już wiemy, do czego sztuczna inteligencja jest zdolna, podlega ona znacznie większej kontroli. Nie jest już tylko nowinką, która przyciąga uwagę.
Na ostateczne efekty pracy inżynierów Disneya przyjdzie nam jeszcze poczekać. Jako główną zaletę zaproponowanego rozwiązania przedstawiono zaś to, iż otworzy ono wiele możliwości przed markami z mniejszym zapleczem finansowym, których nie stać na usługi profesjonalnych agencji.
0 komentarzy