Przejdź do treści

Fragment rakiety SpaceX powinien już trafić w Księżyc. Kosmiczne śmieci miały zderzyć się ze Srebrnym Globem z prędkością 8690 km/h

3 minuty czytania

Ważący mniej więcej 4 tony człon rakiety Falcon 9 powinien trafić w Księżyc w okolicach godziny 8.35 w Polsce.

Jak podaje agencja Reuters, nieaktywny drugi stopień rakiety Falcon 9 od SpaceX znajdował się na kursie kolizyjnym z ziemskim satelitą. Odpad został przedstawiony jako ważący ok. 4 ton obiekt o wielkości autobusu szkolnego, a wedle przewidywań powinien się on rozbić o powierzchnię Księżyca kilka godzin temu. Zderzenie to jest przy tym całkowicie niezamierzone i stanowi efekt oddziaływania sił grawitacyjnych oraz aktywności słonecznej.

Szczegóły kolizji i pochodzenie obiektu

Obiekt, który jeszcze do tej pory dryfował swobodnie w przestrzeni kosmicznej, to fragment tytułowej rakiety, która w styczniu 2025 roku wyniosła w stronę Księżyca lądownik firmy Firefly Aerospace. Zgodnie z wyliczeniami astronomów do uderzenia powinno dojść dzisiaj, tj. w środę 5 sierpnia w okolicach godziny 6.35 GMT, czyli o 8.35 czasu polskiego.

Do zderzenia prawdopodobnie doszło w rejonie Krateru Einsteina na zachodniej krawędzi Księżyca, co utrudniło bezpośrednią obserwację zdarzenia z Ziemi. Ze wstępnych wyliczeń wynika, iż fragment rakiety o masie mniej więcej 4000 kg powinien był uderzyć w powierzchnię Srebrnego Globu z prędkością około 8690 km/h. Jak podkreślono, w wyniku trafienia w górę zostałaby wyrzucona chmura pyłu księżycowego, którą, co prawda, oświetliłoby Słońce, niemniej i tak byłaby niezwykle trudna do dostrzeżenia gołym okiem.

Zmiana trajektorii w wyniku grawitacji i wiatru słonecznego

Standardowo tego typu człony rakiet po odłączeniu ładunku spadają w stronę Ziemi, ulegając spaleniu w atmosferze lub wpadając do oceanu. W przypadku misji księżycowej wymagana była jednak większa siła ciągu, przez co element pozostał w przestrzeni kosmicznej i stopniowo opróżniał zbiorniki z paliwa, konsekwentnie stając się dryfującym śmieciem kosmicznym.

Julianna Scheiman, dyrektor ds. nauk społecznych NASA i programów Dragon w SpaceX, wyjaśniła, że obiekt znalazł się na kursie kolizyjnym z Księżycem w wyniku połączenia sił grawitacyjnych oraz aktywności słonecznej. Astronom Bill Gray zaznaczył z kolei, iż opisywane zdarzenie nie niesie za sobą żadnego zagrożenia, choć doskonale ilustruje problem beztroskiego podejścia do porzucania zużytej infrastruktury w kosmosie.

Może to budzić pewne — prawdopodobnie niewielkie — zainteresowanie naukowe i być może uda nam się z tego wyciągnąć pewne wnioski. Nie stanowi to jednak żadnego zagrożenia dla nikogo, choć uwidacznia pewną niedbałość w sposobie utylizacji zużytego sprzętu kosmicznego (śmieci kosmicznych).

Bill Gray

Rzadki incydent i wyzwanie dla programu Artemis

Zgodnie z tym, co napisano na łamach Reuters, niekontrolowane uderzenia elementów rakiet w Księżyc należą do rzadkości. Podobny przypadek miał miejsce w marcu 2022 roku, gdy na Srebrnym Globie rozbił się członi chińskiej rakiety. Ponadto w ostatnich latach na powierzchni Księżyca rozbiło się kilka bezzałogowych lądowników, w tym rosyjska misja Łuna-25 (2023 r.), indyjski Chandrayaan-2 (2019 r.) czy izraelski Beresheet (2019 r.).

Incydent ten stał się pretekstem do rozmów między SpaceX a agencją NASA na temat zapobiegania podobnym zdarzeniom w przyszłości. Jest to szczególnie istotne w kontekście programu Artemis, w ramach którego jeszcze w tej dekadzie planowana jest budowa stałej bazy księżycowej oraz regularne lądowania astronautów, którzy nie mogą być narażeni na ryzyko uderzenia przez niekontrolowane odpady. Raczej żaden astronauta nie chciałby, aby na głowę z ogromną prędkością spadł mu kilkutonowy kosmiczny śmieć.

0 komentarzy

Zostaw komentarz