Przejdź do treści

Iran przejął Dive-LD, czyli podwodny dron USA. Pentagon robi dobrą minę do złej gry i twierdzi, że to nie problem

3 minuty czytania

Iran poinformował o przejęciu należącego do USA bezzałogowego pojazdu podwodnego w rejonie cieśniny Ormuz. Chodzi o konstrukcję Dive-LD firmy Anduril – czyli drona zdolnego do samodzielnego działania przez wiele dni i schodzenia na głębokość nawet 6000 metrów. Czy to problem dla USA?

Po dłuższym milczeniu doczekaliśmy się potwierdzenia tej informacji przez stronę amerykańską. Pentagon, zapewne nie mając innego wyjścia, potwierdził utratę Dive-LD – ale równocześnie twierdzi, że dron uległ awarii ponad dobę wcześniej i nie posiadał żadnego tajnego wyposażenia.

Dive-LD: Iran przejął nowoczesną amerykańską maszynę

Jak podaje Reuters, do zdarzenia miało dojść przy wejściu do cieśniny Ormuz, w której cały czas trwa przepychanka między USA a Iranem. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej z tego drugiego kraju poinformował, że przejął amerykański bezzałogowy pojazd podwodny. Irańskie media państwowe podały, że był to Dive-LD, duży autonomiczny pojazd podwodny produkowany przez amerykańską firmę Anduril.

Irańczycy oczywiście próbują „wycisnąć’ ze „znaleziska” tyle, ile się da. Przedstawili oni przejęcie jako sukces operacji przeciwko amerykańskiej obecności w regionie. Cóż, nie jest to bezpodstawne: według Irańczyków Dive-LD należy do najnowocześniejszych bezzałogowych systemów wykorzystywanych przez amerykańskie siły zbrojne. Reuters zaznacza jednak, że nie udało się niezależnie potwierdzić dokładnego miejsca ani czasu nagrania opublikowanego przez irańskie media.

Dive-LD może zejść 6 km pod powierzchnię

Dive-LD nie jest klasycznym dronem sterowanym przez operatora z powierzchni: to autonomiczny pojazd podwodny (AUV) o długości około 5,8 metra, która może być wykorzystywana m.in. do wykrywania min, mapowania dna morskiego, zbierania informacji oraz kontrolowania podwodnej infrastruktury, takiej jak kable i rurociągi.

Według danych producenta Dive-LD może działać autonomicznie przez maksymalnie 10 dni i schodzić na głębokość do około 6000 metrów. Według informacji cytowanych przez Reutersa pojedyncza maszyna kosztuje około 2,5 mln dolarów.

Czy dron trafi do Chin?

Jak podaje DefenseScoop, amerykańskie dowództwo potwierdziło utratę pojazdu, ale zakwestionowało przedstawianie zdarzenia jako przejęcia sprawnego, zaawansowanego systemu wojskowego. Według rzecznika Pentagonu dron uległ awarii ponad dobę przed przejęciem podczas prowadzenia obserwacji wód w regionie.

Co więcej, Amerykanie określili go jako starszy model i zapewnili, że maszyna nie zbierała wrażliwych danych oraz nie była wyposażona w żadną tajną technologię. Oznacza to, że z punktu widzenia USA utrata pojazdu nie powinna oznaczać przejęcia przez Iran szczególnie wartościowych technologii.

Nawet jeśli to prawda, to nie wiadomo nic o oprogramowaniu i danych, jakie dron miał zapisane w pamięci. Nietrudno też sobie wyobrazić, że przejęta maszyna stanie się istotną kartą przetargową między Iranem a Chinami i ostatecznie trafi do Państwa Środka, o którym wiadomo, że istotnie wspiera to pierwsze państwo w konflikcie z USA – tak militarnie, jak przede wszystkim gospodarczo.

To już kolejny problem dla USA. Pomijając nieciekawą sytuację na amerykańskim rynku samochodowym i wzrosty cen ropy, Iran odgrażał się przecież, że może zagrozić światłowodom w cieśninie. Teraz zaś mamy kwestię utraty technologii. Podsumowując, można powiedzieć, że Amerykanie wdepnęli w bagno, końca tych przepychanek nie widać, a każdy kolejny tydzień przynosi niekorzystne dla Stanów Zjednoczonych zdarzenia.

0 komentarzy

Zostaw komentarz