Japońskie władze już wielokrotnie zwracały się do rządu Stanów Zjednoczonych z prośbą o zaprzestanie publikowania memów wykorzystujących postacie i serie takie jak Mario, Pokémon czy Naruto w swoich mediach społecznościowych. Według raportu opublikowanego w tym tygodniu przez portal Mainichi Shimbun, japońskie ministerstwo odpowiadające za tą sprawę, ponownie i co najmniej dwukrotnie w czerwcu tego roku za pośrednictwem ambasady USA w Japonii wezwało administrację Trumpa do zaprzestania wykorzystywania znaków towarowych pochodzących z kraju kwitnącej wiśni. Japonia zwróciła się do administracji amerykańskiej o uwzględnienie potencjalnych szkód dla tych tychże znaków towarowych, wynikających z m.in. wykorzystywania ich bez zgody w polityce Stanów Zjednoczonych, a także w treściach związanych z poparciem dla prowadzonej przez obecną administrację USA wojny.
Wzbudzające politowanie posty są problemem już od dawna
Oficjalne konta rządu USA w mediach społecznościowych – w tym konto Białego Domu na platformie X – publikowały w ciągu ostatniego roku różne memy i filmy wykorzystujące postacie z popularnych japońskich gier i anime. Japońskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wielokrotnie wzywało rząd USA do zaprzestania publikowania takich treści, twierdząc, że „nawet instytucje publiczne nie powinny wykorzystywać materiałów chronionych prawem autorskim bez zgody właścicieli praw”. Działania te były częściowo spowodowane negatywnymi reakcjami i petycjami japońskich fanów, które zwróciły większą uwagę na tę kwestię.
We wrześniu 2025 roku Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego opublikował montaż przedstawiający bohatera serii Pokémon, Asha Ketchuma, oraz materiał filmowy z nalotu ICE, z podkładem muzycznym w postaci motywu przewodniego z animowanych Pokémonów. Skłoniło to niektórych fanów serii do wezwania właścicieli marki do wniesienia pozwu przeciwko rządowi Stanów Zjednoczonych, co ostatecznie doprowadziło do oficjalnej odpowiedzi ze strony The Pokémon Company, w której zaprzeczono, jakoby zwrócono się o zgodę na wykorzystanie tych materiałów.
W marcu bieżącego roku oficjalne konto Białego Domu na platformie X opublikowało filmik zawierający fragmenty gry Wii Sports przeplatane materiałami, które wyglądają na nagrania wojskowe z amerykańskich nalotów w ramach operacji Epic Fury na Iran. Niedługo potem na koncie tym pojawił się kolejny filmik o charakterze prowojennym, zawierający fragmenty różnych znanych filmów i serii, w tym Halo, Top Gun, Iron Man czy Braveheart, ponownie zestawione z materiałami wojennymi. Podmioty i osoby powiązane z tymi markami bardzo szybko wydały oświadczenia potępiające amerykańskie media społecznościowe.
W czerwcu do kolejnej fali krytyki doszło, gdy prezydent Trump opublikował na platformie Truth Social film wygenerowany przez sztuczną inteligencję, przedstawiający go jako Naruto – głównego bohatera popularnej mangi i anime o tym samym tytule. Klip wywołał ponowną dyskusję na ten temat w japońskich mediach. Jak donosi m.in. portal Hokkaido Shimbun, minister Kimi Onoda została zapytana o tę sprawę podczas konferencji prasowej 12 czerwca. Podkreśliła ona, że „uzyskanie zgody właściciela praw autorskich stanowi podstawową zasadę dozwolonego użytku” oraz stwierdziła, że stanowisko to wielokrotnie przekazywano rządowi Stanów Zjednoczonych kanałami dyplomatycznymi.
Na Zachodzie bez zmian
W 2025 roku rzeczniczka administracji Trumpa, Abigail Jackson, w rozmowie z New York Timesem i innymi mediami określiła pełną memów strategię rządu w mediach społecznościowych jako niezwykle skuteczną. „Dzięki angażującym wpisom i hitowym memom z powodzeniem przekazujemy niezwykle popularny program prezydenta” – powiedziała Jackson. „Nie bez powodu tak wiele osób próbuje naśladować nasz styl – nasze przesłanie trafia do odbiorców”.
Nie do końca jestem w stanie stwierdzić, czy tego typu odpowiedzi w tej sprawie są zwykłym rżnięciem głupa, czy może czystą ignorancją. W zasadzie jedno nie istnieje bez drugiego. Wykorzystywanie elementów pop-kultury i zestawianie ich z rzeczywistością nie jest w kręgach internetowych niczym nowym. Istnieje jednak dość znacząca różnica między śmiesznym filmikiem publikowanym przez osoby trzecie a cynicznym produktem najwyższej władzy państwowej – wprost z podręcznika o najbardziej ordynarnych przykładach jawnej propagandy.
Wydaje mi się, że być może to właśnie chęć zatarcia tej granicy, normalizacja tego typu treści w internecie wychodzących z oficjalnych kont rządowych – są celem całej tej operacji. Jeśli do naszych mózgów docierać będą już tylko 15-sekundowe pionowe filmiki z pełną pompy muzyką i znajomymi obrazami najpopularniejszego w ostatnim 24-godzinnym cyklu informacyjnym anime – to nigdy nie zatrzymamy się na tyle długo, żeby zastanowić się nad tym, co tak naprawdę zobaczyliśmy.











0 komentarzy