Przejdź do treści

Oblivion Remastered na Switchu 2 radzi sobie naprawdę świetnie, mimo że działa w 30 fps. Recenzja techniczna

6 minut czytania

Gra, która laguje na potężnych pecetach i ma problemy z płynnością na PS5 Pro, na Switchu 2 wypada zaskakująco dobrze i stabilnie. Sprawdziłem, jak prezentuje się Oblivion Remastered na handheldzie Nintendo, i jestem pod wrażeniem warstwy technicznej, chociaż nie wszystko wyszło idealnie.

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zagrać w zremasterowaną wersję Obliviona na PS5 czy Xboksie Series X/S, musicie wiedzieć, że produkcja Bethesdy od premiery ma wiele problemów ze stabilnością i wydajnością. Szczególnie dotkliwe było to, iż po paru godzinach rozgrywki wydajność spadała względem świeżo zrestartowanej konsoli.

Tym bardziej zaskoczył mnie w tej sytuacji fakt, że na sprzęcie Nintendo wiele z tych błędów w ogóle nie występuje, a wydajność stoi na naprawdę przyzwoitym (jak na handheld) poziomie. Co więcej, Bethesda zapowiedziała już wykorzystanie optymalizacji wypracowanych przy okazji portu na Switcha 2 przy naprawianiu wersji na pozostałe urządzenia do grania, więc być może to właśnie ta edycja stanie się ważnym krokiem naprzód dla wydań na PS5 i Xboksa.

Skąd biorą się problemy Obliviona?

Żeby lepiej zrozumieć, skąd biorą się problemy techniczne Obliviona Remastered na każdej platformie, trzeba wiedzieć, jak zbudowana jest ta produkcja. Warstwa wizualna korzysta tu z dobrodziejstw Unreal Engine’u 5, w tym z systemu oświetlenia globalnego Lumen oraz technologii geometrii Nanite, ale „pod maską” cały czas działa oryginalny silnik Gamebryo z 2006 roku. Jest on odpowiedzialny m.in. za fizykę, walkę, zachowanie enpeców oraz wczytywanie kolejnych fragmentów mapy. Problem w tym, że Gamebryo bazuje na zaledwie jednym lub dwóch wątkach procesora, co jest ograniczeniem, którego remaster nie pokonał. Generalnie rzecz biorąc, wszystkie ścinki widoczne podczas eksploracji, to nie kwestia słabej optymalizacji czy kiepskich podzespołów, lecz konsekwencja tego, jak działa oryginalny silnik, na który niejako „nałożono” Unreal Engine 5.

Wydajność na Switchu 2 jest zaskakująco dobra

Spędziłem w Cyrodiil kilkanaście godzin i z przyjemnością mogę stwierdzić, że Oblivion Remastered utrzymuje 30 klatek na sekundę przez zdecydowaną większość czasu. W dużych miastach czy podczas pojedynków grze zdarza się „zgubić” jedną lub dwie klatki, ale ogólnie sprawuje się naprawdę przyzwoicie zarówno w docku, jak i przenośnie. Największe problemy pojawiają się podczas biegania czy jazdy konnej w otwartym świecie – wyraźnie widać, że dzieje się to z powodu doczytywania nowego regionu mapy (silnik Gamebryo daje o sobie znać). Zdarzają się też sporadyczne, półsekundowe zamrożenia obrazu, choć w moim przypadku trafiały się bardzo rzadko i wyłącznie podczas dwóch czy trzech sprintów w lesie. Niestety coś jest też nie tak z frame pacingiem, bo nawet gdy wydajność jest idealna i stoimy w miejscu, podczas obracania kamery czuć lekkie „chrupanie”.

Wspominałem wcześniej, że Oblivion Remastered ma na PS5 i Xboksie Series X/S problem z pogarszającą się z czasem wydajnością, wymagający regularnego restartowania gry. Na Switchu 2 nie uświadczyłem czegoś takiego, mimo że grałem jednym ciągiem nawet dwie godziny i zwiedziłem kilka różnych lokacji – to na pewno spory plus.

Warto też podkreślić, że mimo iż gra działa w 30 fps, opóźnienie jest naprawdę niskie, zupełnie inaczej niż w Skyrimie w dniu premiery (od tego czasu na szczęście problem ten został rozwiązany). Gra reaguje responsywnie, a ja niemal w ogóle nie odczuwałem typowego dla 30 fps „lepkiego” sterowania, które w innych tytułach potrafi być naprawdę uciążliwe. Warto dodać, że to jedyna konsolowa wersja Obliviona Remastered z obsługą myszy. Joy-Cony 2 świetnie sprawdzają się wtedy podczas celowania z łuku oraz nawigacji po menu. Fajnie wypada też sterowanie ruchowe, dzięki któremu dużo lżej strzela się z łuku, można także machać Joy-Conami 2 jak mieczem i tarczą – i wyglądać zabawnie dla otoczenia.

DLSS znowu robi kawał dobrej roboty

Bethesda ma naprawdę dobry patent na wykorzystanie DLSS. Podobnie jak w przypadku Skyrima Switch 2 radzi sobie znakomicie, jeśli chodzi o rozdzielczość obrazu – miejscami wyraźnie lepiej od Xboksa Series S. W trybie zadokowanym gra renderowana jest wewnętrznie w okolicach 960 × 540 i upscalowana przez DLSS do 1080p, a w trybie przenośnym obraz renderowany jest w jeszcze niższej rozdzielczości 800 × 450, po czym DLSS podbija ją do 900p, co daje bardzo dobry efekt na niewielkim ekranie Switcha 2.

Z moich własnych obserwacji wynika też, że Oblivion Remastered na Switchu 2 prezentuje się zauważalnie lepiej niż na ROG Xbox Ally X czy Steam Decku, gdzie wygląda bardzo przeciętnie. Co ważne, w obu trybach, zarówno zadokowanym, jak i przenośnym, nie zrezygnowano z oświetlenia i odbić opartych na technologii Lumen, czyli śledzeniu promieni w Unreal Enginie 5.

Struktura gry sprawia także, że obraz utrzymuje się najlepiej w jaskiniach, dużych budowlach i miastach, bo są to obszary ukryte za osobnymi ekranami ładowania i nie ma tam wielu szczegółów w dużej odległości od kamery. W otwartym świecie DLSS radzi sobie nieco gorzej, gdyż liście na drzewach potrafią migotać przy tak niskiej rozdzielczości wewnętrznej, pojawia się też „szum” na błyszczących, metalowych powierzchniach, a wokół bardziej oddalonych obiektów widać lekkie „schodkowanie” i artefakty.

Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć

Tak dobra jakość portu wynika jednak nie tylko z „magii”, ale też z optymalizacji, która sprawia, że pewne elementy wypadają gorzej niż na „dużych” konsolach. Największe cięcia da się dostrzec w gęstości roślinności (świat wydaje się nieco bardziej płaski), w wielu miejscach podmieniono też całkowicie tekstury podłoża i trawy względem wersji na mocniejsze konsole, a drzewa tu i tam po prostu znikają z otwartego świata. Dystans rysowania obiektów jest niższy i korzysta z bardziej agresywnego LOD, co sprawia, że elementy widoczne w oddali mają mniej szczegółów, ale z bliska wszystko jest już w porządku. Jakość samych tekstur okazuje się generalnie OK, jednak nie ma co oczekiwać, że będzie na poziomie z PS5 czy XSX.

Ciekawostkę stanowi fakt, że część tekstur podłoża zastąpiono na Switchu 2 zupełnie innymi assetami, co momentami utrudnia np. rozpoznanie ścieżek w trawie, zamieniono też cienie rzucane przez drzewa i zamiast wyraźnie zarysowanych liści mamy jedynie uproszczone plamy. Zauważyłem także, że przeciwnicy są animowani w obniżonym tempie klatek nawet dość blisko gracza (co zazwyczaj występuje jedynie w znacznej od nas odległości, żeby nie było aż tak widoczne).

Bugów jest mniej, ale nadal są z nami w pokoju

Duży plus stanowi to, że wersja na Switcha 2 została naprawdę mocno dopieszczona względem innych wydań, choć nadal można znaleźć parę błędów. Gra się u mnie nie wyłączała i w sumie działała stabilnie, a jedynym powtarzającym się regularnie problemem były dialogi, które czasem nie odtwarzały się poprawnie przy drugiej rozmowie z tą samą postacią. Niekiedy wariowała też kamera i zdarzało się, że przeciwnicy zacinali się po kolizji ze sobą, ale gdy tylko strzeliłem do nich z łuku, zostawali odblokowani.

Jeśli czekaliście na przenośnego Obliviona, śmiało możecie kupować wersję na Switcha 2

Każdy, kto śledził rozwój zremasterowanej wersji Obliviona, jest chyba w szoku, że gra mająca tyle problemów z płynnością na pecetach i konsolach działa na Switchu 2 w zasadzie bez większych problemów, a przy okazji wygląda naprawdę ładnie – pod tym względem „Pstryczek” deklasuje mocniejszego na papierze handhelda ROG Xbox Ally X (niemal dwukrotnie droższego). To naprawdę spory wyczyn techniczny, jak na sprzęt przenośny, i choć nie jest to wolna od kompromisów wersja, śmiało mogę powiedzieć, że Bethesda i ekipa studia Virtuos wykonały solidną robotę, portując Obliviona na Switcha 2.

Co ciekawe, Oblivion Remastered „waży” jedynie około 58 GB na Switchu 2, podczas gdy na innych platformach trzeba mieć ponad 100 GB przestrzeni na dysku. Pewnie podmienione tekstury na te niższej rozdzielczości miały w tym swój udział. No i możecie kupić Obliviona w wersji fizycznej, z całą grą na jednym kartridżu, bez konieczności pobierania jej z sieci – to duży plus. No i jest język polski (w formie napisów).

0 komentarzy

Zostaw komentarz