Przejdź do treści

Kosmiczny internet istnieje, ale nie pograsz na nim w CS-a. Ta sieć NASA jest jedyna w swoim rodzaju

6 minut czytania

Mało kto wie, że NASA utrzymuje kontakt z dziesiątkami sond rozsianych po całym układzie słonecznym dzięki zaledwie trzem kompleksom anten na Ziemi. To właśnie ten „kosmiczny internet” sprawia, że możliwa jest komunikacja na dystansie niekiedy miliardów kilometrów. Czym w praktyce jest DSN, czyli Deep Space Network?

Gdy 1 kwietnia 2026 roku wystartowała załogowa misja Artemis II, NASA ponownie musiała oprzeć komunikację z kapsułą Orion na Deep Space Network (DSN) – sieci anten rozmieszczonych w Kalifornii, Hiszpanii i Australii. W pobliżu Ziemi łączność zapewniała co prawda sieć Near Space Network, ale kluczową rolę odegrała właśnie DSN – jedyna w swoim rodzaju sieć komunikacyjna, jaką dysponuje ludzkość.

Czym jest i jak działa Deep Space Network

DSN zarządzany jest przez Laboratorium Napędu Odrzutowego (JPL) i składa się z 14 operacyjnych anten rozmieszczonych w trzech lokalizacjach na świecie. Trzy kompleksy – w Goldstone w Kalifornii, pod Madrytem w Hiszpanii i pod Canberrą w Australii – rozmieszczone są w przybliżeniu co 120 stopni wzdłuż południków, co zapewnia ciągłą łączność z sondami niezależnie od obrotu Ziemi. W każdym kompleksie znajduje się jedna antena o średnicy 70 metrów oraz kilka mniejszych anten 34-metrowych. Nadajniki na dużych antenach pracują z mocą od 20 kW do 500 kW w pasmach X i S.

Antena DSN w Hiszpanii. Fot. Hector Blanco de Frutos, CC BY 2.5

Prędkość transmisji zależy od odległości od Ziemi, używanej anteny oraz konkretnej misji. W przypadku połączeń z Marsem może wynosić od setek bitów do wielu kilobitów na sekundę, a w sprzyjających warunkach nawet więcej. Czy to dużo? Oczywiście że tak! Wystrzelony w 1977 roku Voyager 1 przesyła bowiem w ciągu sekundy jedynie… 160 bitów. „Wyłapanie” ich z pustki kosmosu bez olbrzymich anten DSN nie byłoby możliwe.

Misja Artemis I pokazała, że są problemy

Co ciekawe, sieć ta – choć jest pokazem możliwości technicznych i oczkiem w głowie NASA – działa u kresu swych możliwości. Stało się to jasne pod koniec 2022 roku, podczas bezzałogowej misji Artemis I, kiedy priorytetowe traktowanie Oriona wymusiło ograniczenie lub opóźnienie transmisji danych z innych projektów naukowych NASA, w tym z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba oraz łazików marsjańskich.

Antena DSN w Australii. Fot. NASA/JPL-Caltech

Według Grega Hecklera z programu Space Communications and Navigation NASA doświadczenia zdobyte podczas Artemis I pozwoliły wprowadzić nowe procedury planowania i koordynacji pracy sieci jeszcze przed startem Artemis II. Jak podkreślił, rozwiązania te sprawdziły się podczas załogowego lotu wokół Księżyca.

Rosnąca liczba misji stawia DSN pod coraz większą presją

I choć misja Artemis II przebiegła bez większych problemów komunikacyjnych, NASA nie ukrywa, że Deep Space Network pozostaje zasobem o ograniczonej przepustowości. Sieć obsługuje ponad 40 aktywnych misji, a w ciągu najbliższej dekady dołączą do nich kolejne dziesiątki projektów.

Problem pogłębia fakt, że wiele sond działa znacznie dłużej niż zakładano podczas projektowania. Oznacza to, że starsze misje nadal zajmują czas anten, gdy równolegle uruchamiane są nowe przedsięwzięcia. Heckler przyznał nawet, że część projektów wykorzystuje obecnie więcej zasobów DSN, niż wynikałoby z ich oficjalnej dokumentacji.

Dodatkowym wyzwaniem będą przyszłe misje księżycowe realizowane przez NASA oraz partnerów komercyjnych i międzynarodowych. Agencja pracuje już nad budową dedykowanej infrastruktury komunikacyjnej dla lotów księżycowych w ramach programu Lunar Exploration Ground Sites (LEGS).

Udostępniona przez NASA wizualizacja działania LEGS.

Uzupełnieniem klasycznej łączności radiowej jest testowana podczas Artemis II komunikacja laserowa. System O2O (Orion Artemis II Optical Communications System) wykorzystuje lasery podczerwone i osiąga prędkość pobierania danych na poziomie 260 Mb/s, co umożliwiło transmisję wideo 4K z odległości księżycowej. Podczas wspomnianej misji O2O pracował równolegle z DSN jako eksperymentalny system uzupełniający, niebędący jeszcze elementem operacyjnym. Ta technologia wykorzystuje odrębną infrastrukturę naziemną i może w przyszłości odciążyć część zasobów DSN. A to może się okazać kluczowe, bo ta ostatnia mierzy się ostatnimi czasy również z problemami technicznymi.

Awaria kluczowej anteny nadal daje się we znaki

16 września 2025 roku system doświadczył bowiem poważnej awarii jednej z najważniejszych anten DSN. Podczas śledzenia misji Juno czasza przekaźnika DSS-14 wykonała nadmierny obrót, powodując liczne uszkodzenia w okablowaniu, podporach samej anteny oraz w instalacji przeciwpożarowej. To ostatnie doprowadziło zresztą również do zalania obiektu. Jak podaje NASA, Dochodzenie wykazało szereg problemów organizacyjnych, w tym presję czasu, odstępstwa od procedur oraz wykonywanie części czynności poza formalnym zakresem kompetencji personelu.

Antena DSS-14. Fot. NASA

Agencja oszacowała koszt przywrócenia anteny do pełnej sprawności na od 4,1 do 4,6 mln dolarów. Antena pozostanie wyłączona, gdyż tak czy inaczej wchodzi w zaplanowany wcześniej rozszerzony okres konserwacji i modernizacji, z oczekiwanym zakończeniem w październiku 2028 roku.

Przyszłość wymaga rozbudowy infrastruktury

Mimo sukcesu Artemis II NASA zdaje sobie sprawę, że obecna infrastruktura komunikacyjna będzie coraz gorzej nadążać za tempem eksploracji Układu Słonecznego. Co gorsza, w najbliższych latach do sieci dołączą kolejne ambitne projekty. Jednym z bardziej wymagających będzie teleskop Nancy Grace Roman – przez pięć lat misji prześle on 20 000 terabajtów danych, czyli w ciągu jednego miesiąca urządzenie wygeneruje mniej więcej tyle danych, ile Hubble zebrał przez 30 lat. Warto jednak zaznaczyć, że w przypadku transmisji naukowych Roman będzie opierała się głównie na dedykowanych stacjach naziemnych Ka-band, a nie na DSN. Ta ma pełnić funkcję pomocniczą. Nie zmienia to jednak faktu, że zrobi się jeszcze „ciaśniej”.

Tak będzie wyglądał teleskop Nancy Grace Roman. Grafika: NASA

Z tego powodu NASA dmucha na zimne i stara się ograniczyć obciążenie tego kosmicznego internetu, zaostrzając procedury przyjmowania nowych misji pod opiekę DSN. Każdy projekt musi obecnie przejść szczegółową analizę wykonalności, która ma potwierdzić dostępność odpowiednich zasobów sieci. Celem jest uniknięcie sytuacji, w której sukces kolejnych misji kosmicznych doprowadzi do przeciążenia infrastruktury odpowiedzialnej za utrzymywanie kontaktu z najdalszymi statkami i sondami NASA.

DSN dzisiaj

Dziś anteny DSN obsługują jednocześnie ponad 40 aktywnych misji i urządzeń badających przestrzeń kosmiczną. Wśród nich są łaziki Perseverance i Curiosity eksplorujące powierzchnię Marsa, orbitery marsjańskie, Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba przy punkcie libracyjnym L2 czy sonda Europa Clipper, która właśnie sunie w kierunku lodowego księżyca Jowisza.

Najdalszymi „rozmówcami” sieci pozostają jednak Voyager 1 i Voyager 2 – sondy wystrzelone jeszcze w latach 70., które jako jedyne przekroczyły heliopauzę i dryfują dziś przez przestrzeń międzygwiezdną. Do Voyagera 1 sygnał radiowy leci ponad 23 godziny, pokonując ponad 25 miliardów kilometrów. W listopadzie 2026 roku sonda osiągnie kolejny kamień milowy: znajdzie się w odległości jednego dnia świetlnego od Ziemi. Od tego momentu polecenie wysłane rano dotrze do niej dopiero następnego dnia, a odpowiedź będzie można odebrać po około dwóch dobach od nadania komendy.

Strona, która pozwala śledzić aktywność sieci DSN na żywo

Jeśli chcecie zobaczyć, z jakimi sondami i łazikami anteny DSN komunikują się w tej chwili, to podgląd na żywo znajdziecie na stronie NASA. Wystarczy sobie poklikać po kolejnych antenach pracujących w trzech wymienionych ośrodkach.

0 komentarzy

Zostaw komentarz