Przejdź do treści

Sprawdziłem Xbox Cloud Gaming na 15-letniej PS Vicie. GreenVita to list miłosny do fanów Vity, niemniej nie liczcie na zbyt wiele [FELIETON]

4 minuty czytania

Ktoś wpadł na pomysł, żeby granie w chmurze Xboksa wrzucić do PlayStation Vity – sprzętu, który Sony pogrzebało lata temu. Sprawdziłem GreenVitę na własnym egzemplarzu i wyznam, że nie spodziewałem się, iż coś tak niszowego może zadziałać aż tak dobrze. Problem w tym, że „dobrze” nie zawsze oznacza „grywalnie”.

O GreenVicie zrobiło się głośno nieco ponad tydzień temu. Aplikacja ta pozwala strumieniować gry z usługi Xbox Cloud Gaming dostępnej w ramach Game Passa Ultimate bezpośrednio na PS Vitę. Moja Vita leży sobie w szufladzie od lat (choć regularnie staram się na niej w coś pograć) i kiedy tylko przeczytałem o tym projekcie, wiedziałem, że muszę go sprawdzić, po czym – szczerze mówiąc – zostałem nieźle zaskoczony.

Jak to w ogóle działa?

GreenVita to aplikacja napisana w Ruście, używająca sprzętowego dekodera wideo H.264 wbudowanego w Vitę. Bardziej po ludzku oznacza to, że każda gra jest uruchamiana i przetwarzana na serwerach Microsoftu, a Vita odpowiada jedynie za strumieniowanie i wyświetlanie obrazu, dźwięk, sterowanie oraz łączność z siecią. Dzięki wykorzystaniu sprzętowego dekodera H.264 strumieniowanie wideo nie obciąża procesora konsolki, co przekłada się na przyzwoitą płynność obrazu.

Autorka tego programu – Daniela – zdradziła na GitHubie, że przy tworzeniu GreenVity posiłkowała się rozwiązaniami znanymi z innych projektów, takich jak Greenlight czy Vita Moonlight. Warto dodać, że całość znajduje się jeszcze na wczesnym etapie rozwoju – obsługuje wyłącznie chmurę Xboksa, a strumieniowanie z własnej konsoli Xbox nie zostało dotąd przetestowane, gdyż autorka nie ma dostępu do Xboksa Series X/S.

Zanim jednak zaczniecie wyjmować swoje Vity, muszę was uprzedzić, że GreenVita nie działa na fabrycznym oprogramowaniu. Do instalacji potrzebna jest Vita z homebrew, czyli z włączonym HENkaku i opcją „Unsafe Homebrew”, gdyż aplikacja wymaga dostępu do modułu sprzętowego dekodera wideo. Jeśli więc ktoś nie ma przerobionej konsolki i nie czuje się na siłach, żeby przejść przez cały ten proces świadomie, GreenVita raczej nie jest dla niego.

Kiedy to naprawdę dobrze działa?

Jeżeli chodzi o samą apkę, zacznę od dobrej wiadomości – okazuje się ona zaskakująco dopracowana jak na projekt homebrew. Interfejs jest płynny i czytelny, lista dostępnych gier całkiem spora i uruchamiają się one szybko oraz bez zbędnego kombinowania. Widać, że ktoś włożył w to naprawdę sporo pracy, a nie tylko odpalił Claude’a i vibecodował.

GreenVita najlepiej sprawdza się w tytułach spokojniejszych, działających w 30 klatkach na sekundę i niewymagających błyskawicznej reakcji. Oblivion Remastered czy Wiedźmin 3 sprawują się na Vicie naprawdę OK i nie sprawiają większych problemów. Tam, gdzie liczy się eksploracja, historia i klimat, a nie idealny refleks, GreenVita pozwala cieszyć się przyjemną rozgrywką.

A jak się sypie, to po całości

Zupełnie inaczej wygląda to w „szybkich” produkcjach. Call of Duty czy kampania Halo Evolved na Vicie zwyczajnie nie są grywalne, opóźnienia widać gołym okiem, a do tego na ekranie pojawiają się artefakty obrazu. Nie jest to raczej wina samej aplikacji, tylko leciwej karty sieciowej Vity, która ogranicza jakość i stabilność połączenia Wi-Fi. Konsolka nie została zaprojektowana z myślą o dzisiejszych wymaganiach streamingu, więc trudno się dziwić, że w najbardziej obciążających momentach zaczyna brakować „pary”.

Obraz

Sterowanie jest dobre, ale nie idealne

Sam pad (a właściwie fizyczne przyciski Vity) sprawdza się w roli kontrolera do Xboksa zaskakująco dobrze. Problem pojawia się tam, gdzie gra mocno wykorzystuje spusty LT i RT, bo w Vicie ich po prostu nie ma, są emulowane dotykowym panelem z tyłu obudowy. Do tego brakuje wciskanych gałek analogowych L3 i R3, co w niektórych tytułach potrafi być mocnym ograniczeniem. Trzeba się więc liczyć z alternatywnym mapowaniem przycisków i pogodzić z tym, że część produkcji po prostu nie będzie grywalna ze względu na zbyt małą liczbę guzików.

Ekran, który jednocześnie przeszkadza i zachwyca

Niska rozdzielczość ekranu Vity daje się we znaki w pozycjach z dużą ilością tekstu, bo czytelność interfejsu bywa wtedy kiepska. Z drugiej strony to wciąż jeden z lepszych ekranów OLED, jakie kiedykolwiek trafiły do handheldów, i w mniejszych, prostszych produkcjach czy „indykach” po prostu robi robotę. Paradoksalnie ten sam ekran, który utrudnia czytanie drobnego tekstu w rozbudowanych erpegach, potrafi zachwycić kolorami i kontrastem w mniej skomplikowanych grach.

GreenVita ma potencjał, ale jeszcze nie jest gotowa

GreenVita nie jest idealnym produktem, który mógłbym polecić każdemu sympatykowi PS Vity, ale chyba nie taki był cel autorki. To bardziej dowód na to, że jak się chce, to się da, niż w pełni dopracowane rozwiązanie do codziennego grania w chmurze. Sam fakt, że coś takiego w ogóle działa na urządzeniu sprzed prawie 15 lat, naprawdę robi wrażenie i pokazuje, jaki potencjał drzemał w PlayStation Vicie, zanim Sony ją uśmierciło. Będę na pewno śledził dalszy rozwój GreenVity, bo kocham tego typu projekty i wszelkiego rodzaju przełamywanie barier sprzętowych. Być może wkrótce podobnego rozwiązania doczekamy się na 3DS-ie Nintendo?

0 komentarzy

Zostaw komentarz