Przejdź do treści

Ukraiński MIG-29 strącił drona, nie strzelając ani razu. Pilot powtórzył sztuczkę znaną z II wojny światowej

2 minuty czytania

Czasem, by strącić drona, wcale nie trzeba zużywać amunicji. Tak właśnie zrobił pilot ukraińskiego samolotu MiG-29. Skutek? Rosyjski bezzałogowiec spadł, nie wyrządzając nikomu krzywdy. Dokładnie tak samo z zagrożeniem radzili sobie piloci podczas II wojny światowej.

To dość brawurowa akcja: wymaga nie tylko perfekcyjnego pilotażu, ale i utrzymania nerwów na wodzy. Ukraińscy piloci mają jednak świetny wzór sięgający jeszcze czasów II wojny światowej.

Pilot ukraińskiego samolotu MIG-29 strącił drona w nietypowy sposób

Jak strącić drona bez użycia amunicji? Cóż, wystarczy do niego bardzo blisko podlecieć i wykorzystać fizyczne siły związane z działaniem powietrza na skrzydła. Turbulencje, jakie się wtedy tworzą, jak się okazuje, wystarczają, by zdestabilizować lot wrogiego urządzenia. Jak to wyglądało w praktyce, możemy przekonać się, oglądając poniższy materiał.

Jak widać na nagraniu, pilot nie musiał nawet podlatywać bardzo blisko rosyjskiego drona. Pokazuje to, że te stosunkowo proste konstrukcje są całkiem czułe na gwałtowne ruchy powietrza i wystarczy stosunkowo niewielkie zakłócenie jego przepływu, by „uziemić” tego rodzaju urządzenie.

Tak samo robili Brytyjczycy podczas II wojny światowej

Co jednak w tym wszystkim najciekawsze, to nie pierwsza sytuacja tego typu w historii lotnictwa. Podczas II wojny światowej brytyjscy piloci odkryli, że bez użycia amunicji w ten sam sposób można strącać niemieckie prymitywne rakiety z napędem w postaci silnika pulsacyjnego, znane szerzej jako V-1 i przypominające z grubsza współczesne drony.

Robili to w podobny sposób, co ukraiński pilot: wykorzystywali do tego własne skrzydło samolotu. Pilot podlatywał do V-1 z boku i umieszczał końcówkę skrzydła swojego myśliwca zaledwie kilka, kilkanaście centymetrów pod skrzydłem wrogiego obiektu. Nie zawsze chodziło nawet o fizyczne uderzenie: przepływ powietrza wokół końcówki skrzydła powodował zmianę sił działających na skrzydło V-1, przechylał ją i wprowadzał w ruch, którego użyty tam „autopilot” nie potrafił w żaden sposób skompensować. Wówczas niemiecki „dron” zaczynał się przewracać i nurkował w kierunku ziemi. Dokładnie na takiej samej zasadzie zadziałała „sztuczka” ukraińskiego pilota.

A jeśli mowa o niecodziennych dokonaniach, to koniecznie zobaczcie działanie prowizorycznego zestawu przeciwlotniczego, tym razem po rosyjskiej stronie. Tym razem jednak trudno mówić tu o podziwie – ja się zdrowo uśmiałem. Nie zapominajmy również o tym, że Rosjanie mieli okazję nad Moskwą zobaczyć UFO.

0 komentarzy

Zostaw komentarz