„Kto pierwszy, ten lepszy” – to powiedzenie niesie w sobie brutalną prawdę, szczególnie w dobie walki o ograniczone zasoby pamięci. Jak wynika z raportu Daishin Securities, o którym informuje serwis Wccftech, Apple rozpoczęło agresywną operację skupowania i magazynowania kości pamięci DRAM oraz NAND. Choć oficjalnie ma to zabezpieczyć premierę nadchodzących urządzeń zintegrowanych z AI, analitycy wskazują na drugie, mroczniejsze dno: strategiczny sabotaż konkurencji, który już teraz wywołuje popłoch wśród chińskich producentów smartfonów.
Apple podobno chomikuje pamięć, aby osłabić konkurencję
Głównym zarzutem postawionym przeciw gigantowi z Santa Clara jest wykorzystanie niedoborów pamięci do umocnienia własnej pozycji na rynku kosztem konkurentów. Co prawda firma może pochwalić się wprawą w zarządzaniu łańcuchem dostaw, niemniej jej obecne działania znacznie wykraczają poza standardowe planowanie produkcji. Według Daishin Securities tytułowe przedsiębiorstwo wykorzystuje swoją gigantyczną przewagę kapitałową, by zarezerwować ogromne pokłady modułów pamięci.
Wedle analityków, prowadzona przez Tima Cooka i spółkę agresywna strategia ma na celu odcięcie innych producentów smartfonów od komponentów niezbędnych do tworzenia tego typu urządzeń. W momencie, gdy inni godzą się na zakup pamięci w zawyżonej cenie (często dwukrotnie wyższej, niż przed rokiem) i liczą na to, że kości wystarczą do spełnienia przynajmniej minimalnych celów produkcyjnych, Apple podobno podniosło cel sprzedaży iPhone’ów w tym roku do 240 milionów sztuk.
Skupując tak dużą część światowej produkcji, kalifornijska korporacja drastycznie zmniejsza liczbę komponentów dostępnych dla innych graczy. Firmy takie jak Xiaomi, Oppo czy Vivo mają coraz większe trudności z zabezpieczeniem dostaw dla swoich flagowców na rok 2026. Niedobory pamięci odczuwa przede wszystkim pierwsze ze wspomnianych przedsiębiorstw, jako że dostawy jego produktów zmalały o przeszło 35% względem analogicznego okresu ubiegłego roku.
Cóż, jeśli doniesienia o chomikowaniu pamięci się potwierdzą, czeka nas rok, w którym ceny flagowców z Androidem mogą wzrosnąć nie z powodu chęci zysku producentów, a z czystego braku podzespołów. Apple po raz kolejny pokazuje, że bitwa o portfele klientów nie toczy się tylko na półkach sklepowych, ale przede wszystkim w halach fabrycznych Micronu, Samsunga i SK Hynix. Gigant z Cupertino może sobie pozwolić na płacenie wyższych stawek za priorytetowe dostawy, z kolei mniejsi gracze (lub ci o niższych marżach) stają przed widmem opóźnień produkcyjnych lub koniecznością drastycznego podniesienia cen swoich urządzeń.
W kontekście Apple warto przypomnieć o istnieniu przystępnych cenowo MacBooków Neo, wyposażonych w zaledwie 8 GB RAM, co, jak się okazuje, w pełni wystarcza do komfortowego korzystania ze sprzętu. W międzyczasie urządzenia konkurencji takie jak Microsoft Surface lub Asus Zenbook borykają się z problemem rosnących cen, stanowiąc coraz mniej zachęcającą alternatywę dla propozycji sygnowanych logiem nadgryzionego jabłka.
0 komentarzy