Pomysł jest ciekawy, bo choćby z matematycznego punktu widzenia pocisk rozpadający się na trzy części zwiększa szanse na trafienie. Deklaracje dotyczące skuteczności pochodzą jednak od producenta oraz rosyjskich źródeł.
Trzy elementy zamiast jednego pocisku
Nowa amunicja, nazwana Mnogotochie, została opracowana przez holding Wysokotocznyje Kompleksy, należący do rosyjskiego państwowego koncernu Rostec. Producent podkreśla, że rozwiązanie wykorzystuje standardowe naboje kalibrów 5,45×39 mm (STs-226) oraz 7,62×54 mm (STs-228) – jednak zamiast klasycznego pocisku zastosowano konstrukcję złożoną z trzech elementów. Po opuszczeniu lufy rozdzielają się one w kontrolowany sposób, obejmując rażeniem większy obszar.

Według przedstawicieli Rostecu celem takiej konstrukcji jest zwiększenie szans trafienia niewielkich, szybko poruszających się bezzałogowców FPV i innych małych dronów. Jak przekonuje koncern, trafienie celu trzema elementami jednocześnie jest łatwiejsze niż pojedynczym pociskiem.
Bez zmian w broni
Rosyjski producent twierdzi, że nowa amunicja nie wymaga żadnych modyfikacji broni. Wykorzystuje standardową łuskę oraz standardowy materiał miotający, co ma ułatwiać produkcję seryjną na istniejących liniach technologicznych. Według Rostecu naboje mogą być używane również z tłumikami dźwięku, a charakterystyka pracy broni ma pozostawać bez zmian.
Koncern poinformował również, że rozpoczęto produkcję seryjną i że pierwsza partia amunicji została już przekazana rosyjskim siłom zbrojnym.
Deklarowany zasięg do 300 metrów
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez producenta wariant 5,45 mm ma być skuteczny na dystansie do około 150 metrów, natomiast wersja 7,62 mm – do około 300 metrów. Rozwiązanie nie ma zastępować klasycznych systemów obrony przeciwlotniczej, lecz zapewnić żołnierzom dodatkową możliwość obrony przed dronami operującymi na niewielkiej wysokości, w bezpośrednim sąsiedztwie pola walki.


Rostec opublikował także materiał wideo prezentujący testy nowej amunicji na strzelnicy. Producent pokazuje na nim użycie obu wariantów przeciwko nieruchomym i poruszającym się celom, w tym niewielkim dronom. Należy jednak podkreślić, że dostępne informacje o skuteczności systemu pochodzą wyłącznie od rosyjskiego producenta oraz kontrolowanych przez państwo źródeł. Brakuje niezależnych publikacji potwierdzających osiągi amunicji w warunkach bojowych.
Czy to ma sens?
Wojna w Ukrainie ma to do siebie, że jest prawdopodobnie najlepiej udokumentowanym konfliktem w historii, a co za tym idzie, nawet postronni mogą bez problemu znaleźć klipy z dronów atakujących piechotę. I tu właśnie pojawia się największa wątpliwość względem rosyjskiego wynalazku.
Na wspomnianych materiałach widać wyraźnie, że żołnierze często albo nie orientują się w ogóle, że są atakowani, albo dostrzegają drony w ostatniej chwili, kiedy na strzał jest już za późno. Inną kwestią jest również konieczność samej zmiany amunicji – jeśli żołnierz nie będzie przygotowany wcześniej, to tak czy inaczej ta niczego nie zmieni. Wszystko to sprawia, że ten rosyjski wynalazek może w praktyce okazać się po prostu tak czy inaczej umiarkowanie przydatny.











0 komentarzy