Przejdź do treści

PS5 Pro za 6000 zł, Steam Machine za 4389 zł, a Switch 2 za 2200 zł. Ta generacja konsol staje na głowie i Nintendo ją wygrywa

11 minut czytania

Kiedy Sony zapowiedziało PlayStation 5 Pro za 3499 zł, gracze pukali się w czoło i pytali, kto wyda tyle pieniędzy na konsolę. Dzisiaj ten sam sprzęt kosztuje w Polsce prawie dwa razy więcej, a ceny pecetów również poszybowały w górę. Nawet drogie Steam Machine zaczyna wyglądać sensownie. Jest jednak jedna konsola, która mimo podwyżek nadal oferuje świetny stosunek ceny do możliwości - mowa o Nintendo Switchu 2.

Wesprzyj redakcję i dodaj PC Format do ulubionych źródeł w Google. To dla nas bardzo ważne!

Jesienią 2024 roku Sony ustaliło polską cenę PlayStation 5 Pro na 3499 zł, co samo w sobie było już nieco kontrowersyjne (bazowe PS5 kosztowało wtedy mniej więcej 1999 zł za wersję cyfrową). Konsola nie miała nawet napędu optycznego ani podstawki pionowej w zestawie, więc zabawa z fizycznymi wydaniami gier oznaczała dodatkowy wydatek w wysokości przynajmniej 499 zł na możliwość odczytywania krążków (a często dużo więcej, bo było ich mało na premierę PS5 Pro). Nic dziwnego, że ta cena wywołała prawdziwą burzę wśród graczy. Ja zdecydowałem się jednak kupić PS5 Pro na premierę, by móc testować ulepszone wersje gier i dzisiaj, patrząc na to, co dzieje się na rynku, mam wrażenie, jakbym wygrał na loterii.

Ponad 6000 złotych za konsolę do gier

Przeczesując internet, próbowałem znaleźć sensowne oferty, ale niestety ceny PS5 Pro zaczynają się w okolicach 6000 zł, a kończą na niemal 8000 zł w niektórych sklepach. W chwili pisania tego tekstu najlepsze oferty samej konsoli (bez napędu czy podstawki w zestawie) zaczynają się od 5949 zł, ale w dużych, popularnych sklepach z elektroniką trzeba zapłacić za PlayStation 5 Pro 6999 złotych. Jeśli chcemy do tego kupić napęd, to trzeba dodać minimum 399 złotych, a za podstawkę dopłacimy jeszcze około 140 złotych. Mówimy więc o sprzęcie, którego cena w ciągu niespełna dwóch lat w zasadzie się podwoiła. Takie rzeczy w świecie konsol się nie zdarzały.

To nowa, „normalna” cena PS5 Pro w polskich sklepach | Źródło: RTV Euro AGD

Co gorsza, coraz droższa nie jest wyłącznie o wersja Pro. Zwykłe PlayStation 5 Slim 1TB, z napędem można obecnie znaleźć w ofertach od około 3299 złotych . Podstawowa konsola niebezpiecznie zbliża się więc do kwoty, za którą jeszcze niedawno można było kupić najmocniejsze PlayStation 5 Pro. Dramat. Co gorsza PS5 w wersji Slim kosztuje niemal tyle samo, bo 3099 złotych – i to z dyskiem 825 GB.

Przypomnę tylko, że cena PlayStation 4 Pro na starcie wynosiła zaledwie 1799 zł, a po dwóch latach można było ją spokojnie kupić za 1599 zł w większości sklepów z elektroniką, które w zestawie często dorzucały grę lub pada gratis.

Dla mnie to naprawdę absurdalna sytuacja. PS5 Pro jest bardzo udaną konsolą i w wielu grach oferuje fantastyczną jakość obrazu, wysoką płynność oraz ray tracing, który w tej cenie trudno uzyskać na komputerze. Nie oznacza to jednak, że warto płacić za nią 6000 zł. Tyle że sytuacja ta pokazuje też równocześnie, że… nie bardzo mamy inne opcje. Innymi słowy, rynek ostatnimi czasy zmienił się bardzo – niestety na gorsze. Obecnie trudno złożyć nowego peceta, który w nowoczesnych grach zapewniłby lepszą grafikę i wydajność za podobne pieniądze. Jeśli zależy nam na wyraźnym kroku naprzód, chociażby dzięki Path Tracingowi, trzeba wydać dużo więcej – nawet ponad 10 000 złotych.

Dodatkowo zbliża się premiera GTA VI, zaplanowana na 19 listopada 2026 roku. Rockstar twardo trzyma się tego, że ich najnowsza produkcja trafi wyłącznie na PS5 oraz konsole z rodziny Xbox Series X/S, nie zapowiadając wersji PC (choć pierwsze plotki już o tym mówią). Nie ma więc nic dziwnego w tym, że osoby chcące zagrać w GTA 6 od razu rozglądają się za konsolą, a PS5 Pro jest w tym momencie najlepszą opcją, bo pozwala liczyć na najlepszą jakość grafiki i być może coś więcej niż 30 fps (które na 99% będzie jedynym trybem w bazowych konsolach).

Pecety drożeją, a Steam Machine trzyma cenę

Jeszcze jakiś czas temu sam krytykowałem Valve za cenę Steam Machine. W recenzji wspomniałem, że firma stworzyła świetny sprzęt, jednak za te pieniądze raczej nikt poza fanami marki i fanatykami małych pecetów po nie nie sięgnie. Podstawowa wersja kosztuje 4389 zł, nie zawiera kontrolera Steam Controllera i oferuje dysk SSD o pojemności 512 GB – a wydajność urządzenia jest przecież dość trudna do obrony, zwłaszcza że w podobnej cenie można było kupić mocniejszy komputer.

Dzisiaj sytuacja wygląda niestety nieco inaczej. Steam Machine nadal kosztuje 4389 zł, tyle że pecety i ich podzespoły cały czas drożeją, a dotyczy to nawet komponentów z niższej półki. Według aktualnych analiz branżowych światowe dostawy komputerów spadły w trzecim kwartale 2026 roku o około 20 proc. rok do roku. Jednym z głównych powodów jest kryzys pamięci związany z ogromnym zapotrzebowaniem centrów danych na sprzęt do sztucznej inteligencji. Koszt pamięci RAM i dysków SSD stanowi obecnie sporą część finalnej ceny całego komputera, a producenci nieustannie przenoszą podwyżki na klientów. W rezultacie kupno gotowego peceta do gier z wydajnością wyraźnie wyższą od Steam Machine wymaga obecnie wydania minimum 5000 złotych, a złożenie takiego zestawu własnoręcznie będzie tylko kilkaset złotych tańsze.

Oczywiście nie oznacza to, że Steam Machine nagle stał się tani. Wciąż można złożyć komputer o nieco lepszej wydajności w zbliżonej cenie, a sam sprzęt Valve nie jest demonem prędkości. Nie da się jednak ukryć, że jego cena nie rośnie tak szybko jak koszty podzespołów, więc siłą rzeczy Steam Machine jest dziś nieco bardziej opłacalne niż w dniu premiery. To zabawna sytuacja: elektronika zazwyczaj szybko traciła na wartości (szczególnie jeśli trafiała na rynek w dość wysokiej cenie), a tutaj urządzenie Valve z czasem staje się atrakcyjniejsze cenowo.

Trzeba też pamiętać, że w przypadku Steam Machine dopłacamy nieco za fakt, iż jest to komputer do salonu, obsługiwany w całości kontrolerem i działający pod kontrolą SteamOS-a. Valve na bieżąco rozwija system, warstwę kompatybilności Proton, a użytkownik otrzymuje gotowy produkt, w którym nie trzeba dużo grzebać.

Xbox też nie ma łatwo, a Asha Sharma stoi przed wyzwaniem

Sytuacja Xboksa jest jeszcze bardziej skomplikowana niż pozostałych konkurentów. Pod rządami Ashy Sharmy marka przechodzi spore zmiany, restrukturyzacje, a nowa szefowa deklaruje powrót do konsoli jako jednego z filarów działalności. Xbox zaczął mocniej inwestować w promocję sprzętu, ma wrócić do ekskluzywności gier. Zobaczyliśmy też bardzo tajemniczą zapowiedź Project Helix – nowej konsoli, która ma połączyć cechy Xboksa i komputera w jednym urządzeniu (brzmi jak stacjonarny ROG Xbox Ally X prawda?). Na razie jednak widzę tu większą zmianę w zakresie komunikacji i marketingu niż działania, które bezpośrednio mogą wpłynąć na atrakcyjność obecnej generacji.

W Media Expercie (jak w każdym innym sklepie, w Polsce) dostępność Xboksa Series X jest niska

Jeśli chodzi o dostępność sprzętu w sklepach sklepach, sytuacja wygląda bardzo dziwnie. W największych elektromarketach Xbox Series X z napędem jest w zasadzie niedostępny, a pojedyncze dostępne egzemplarze wyceniono na 4999 zł. Wersję cyfrową możemy znaleźć łatwiej – w cenie 3999 zł. Brzmi to jak koszmar, z którego chciałbym jak najszybciej się obudzić. Jeszcze gorzej sprawa wygląda w przypadku Xboksa Series S, który w zasadzie w ogóle nie jest dostępny w sklepach, a gdy już się pojawia, to kosztuje absurdalne 2799 zł. Nie wiadomo, czy wynika to z dużego popytu (nie sądzę), ograniczonych dostaw (bardziej realne), czy jeszcze jakichś innych zmiennych, ale w każdym razie kupno Xboksa jest trudne i drogie.

Myślę, że komukolwiek będzie trudno uzasadnić zakup Xboksa Series X za 4999 zł, nie mówiąc o Series S za 2799 zł, skoro podstawowe PS5 Slim można znaleźć za około 2849 zł. Xbox ma też problem z drożejącą ceną abnamentów, bo za Game Pass Ultimate trzeba zapłacić obecnie 84,99 zł miesięcznie (co i tak jest obniżką, bo przez moment cena wzrosła do 114,99 zł), podczas gdy miesięczny PlayStation Plus Premium to 77 zł, roczne rozliczenie PS Plus Premium kosztuje 630 zł, co daje 52,50 zł miesięcznie, więc różnica robi się większa.Oczywiście zdaję sobie sprawę, że usługi różnią się biblioteką i funkcjami (w PS Plus nie znajdziecie gier Sony w dniu premiery), ale wyraźnie widać, że obecnie Xbox nie jest już tą tańszą opcją do grania.

Nie jestem pewny, co Microsoft chce osiągnąć w przypadku Project Helix. Klientów na hybrydowy sprzęt łączący swobodę peceta z wygodą konsoli raczej nie ma zbyt wielu, a konsolowi konsumenci Microsoftu raczej niechętnie będą patrzeć na sprzęt kosztujący 4000 zł w dniu premiery (nie wierzę, że będzie taniej). Być może obok Helix dostaniemy też bardziej klasyczną konsolę, wycenioną nieco lepiej (pewnie w okolicy 3000 zł), która zaoferuje zamknięty system i gorszą jakość grafiki. Na razie widzę to czarno, ale nie skreślam Microsoftu, bo konkurencja w branży jest potrzebna i mam nadzieję, że Asha Sharma coś jeszcze “ugotuje”.

Switch 2 nadal kosztuje około 2200 zł. I właśnie dlatego wygrywa

Po tej masie smutnych i złych wieści o drogich konsolach i mało opłacalnych abonamentach przechodzimy do zupełnie innej scenerii – baśniowej krainy płynącej mlekiem, miodem, przystępnymi cenami i fizycznymi wersjami gier znanej, jako Nintendo Switch 2. 

Po podwyżkach konsola Japończyków nadal kosztuje w polskich sklepach około 2199 zł, czyli dokładnie tyle samo, co w dniu premiery rok temu i wyraźnie mniej niż PS5 Slim, nie mówiąc o Xboksie Series X, PS5 Pro czy Steam Machine. Jednocześnie jest urządzeniem hybrydowym, które można zabrać ze sobą w podróż, a po powrocie do domu podłączyć do telewizora. Żaden z głównych konkurentów nie oferuje takiej swobody.

Nintendo po raz kolejny nie próbuje też wygrać wojny na moc obliczeniową. Firma od lat stosuje tę samą formułę, w której dostarcza nietypowy sprzęt, świetne gry na wyłączność i doświadczenia, których nie znajdziemy na pecetach czy innych konsolach. Posiadacze Switcha 2 mogą cieszyć się dziesiątkami tytułów ekskluzywnych takich, jak  Donkey Kong Bananza, Mario Kart World, Pokémon Legends: Z-A, Fire Emblem: Fortune’s Weave, Kirby Air Riders i wiele, wiele więcej. Do tego niebawem do sprzedaży trafi remake The Legend of Zelda: Ocarina of Time, który jest chyba jedyną grą w tym roku, która może konkurować z GTA VI pod kątem popularności i mocy marki.

Najciekawsze jest jednak to, że nowa konsola Nintendo coraz lepiej radzi sobie z grami od zewnętrznych wydawców. W przeszłości zakup Switcha często oznaczał rezygnację z wielu dużych produkcji albo zgodę na mocno okrojone wersje, które czasem nie przypominały wydań z “dużych” konsol. Tym razem sytuacja wygląda znacznie lepiej, bo Switch 2 dla wielu graczy może być jedyną potrzebną platformą.

Sam sprawdzałem, jak wygląda to na kilku wymagających portach. W Star Wars: Outlaws dostajemy wysoką jakość obrazu i nawet ray tracing, Resident Evil: Requiem wygląda zjawiskowo, Dragon’s Dogma 2: Dark Arisen prezentuje się i działa lepiej niż na Xboksie Series S, Diablo IV nie osiąga 60 fps, ale oferuje tryb 40 fps i wygląda niemal identycznie, jak na PS5. LEGO Batman: Legacy of the Dark Knight jest świetne, a niedawny remaster Wiedźmina 3 prezentuje się cudownie. Z drugiej strony nadal mamy takie “rodzynki”, jak EA Sports FC 27, które daje nam 30 fps w grze piłkarskiej, co jest kompletnie bez sensu. Na szczęście takie kiepskie porty można policzyć na palcach jednej ręki.

Sam fakt, że można zagrać w tytuły, które wcześniej wymagały posiadania peceta lub innej konsoli, i robić to na urządzeniu, które mieści się w plecaku, jest dla mnie genialny. Jasne, czasem wymaga to kompromisów w rozdzielczości, detalach czy płynności, ale kiedy jakość wykonania jest dobra, przestają one mieć znaczenie.

Ta generacja należy do Nintendo

Moim zdaniem Switch 2 wygrywa obecną generację pod względem relacji ceny do możliwości. Nadal jest stosunkowo tani, ma wystarczająco dużo mocy, aby uruchamiać coraz więcej dużych gier, a do tego oferuje przenośność, której nie zapewnia ani PS5, ani Xbox Series X. W bibliotece znajdziemy zarówno wysoko oceniane gry Nintendo, jak i porty od zewnętrznych wydawców.

To w ogóle bardzo zabawne, że mamy tak duży kryzys na rynku konsolowym, bo obecna generacja sprzętu starzeje się bardzo dobrze i nawet po sześciu latach od premiery dostajemy pięknie wyglądające tytuły, które zazwyczaj działają w 60 fps. Większość gier nie odstaje od wersji pecetowych i naprawdę nie czuć, że bawiąc się na PS5, traci się dużo względem mocnego komputera. Wszystkiemu winne są jednak kosmiczne ceny sprzętu, bo nie wiem czy ktoś jest chętny, by płacić 6000 zł za PS5 Pro czy 4999 zł za Xboksa Series X.

Cieszy mnie za to, że Nintendo podąża alternatywną ścieżką, oferując sensowną moc konsoli za sensowne pieniądze. Jeśli miałbym dziś polecić jedną platformę osobie, która chce wydać rozsądne pieniądze i mieć dostęp do jak największej liczby ciekawych gier, wskazałbym Switcha 2. Za mniej więcej 2200 złotych dostajemy u Japończyków hybrydowy sprzęt, który można w każdej chwili wyjąć z docka, zabrać ze sobą na wycieczkę, a do tego ograć masę genialnych gier na wyłączność i mnóstwo świetnych portów.

Może przyszła generacja konsol wcale nie musi oferować nam path tracingu, zabawy w 4K i 120 fps z fotorealistyczną grafiką? Co jeśli wystarczy nieco więcej mocy niż obecnie, przystępna cena i duży katalog gier na wyłączność pokroju Astro Bota? Może wcale nie trzeba ładować 300 mln dolarów w jeden tytuł rocznie, tylko dostarczyć więcej nowatorskich rozwiązań. Przekonamy się o tym pewnie już w 2027 lub 2028 roku.

Wesprzyj redakcję i dodaj PC Format do ulubionych źródeł w Google. To dla nas bardzo ważne!

0 komentarzy

Zostaw komentarz