Steam Machine zdecydowanie nie zaliczyło debiutu, na jaki w normalnych okolicznościach nastawiałoby się Valve. Miniaturowy komputer spotkał się z krytyką ze względu na swoją wysoką (jak na oferowane przez niego możliwości cenę) i choć recenzenci zdają się zgodni co do tego, iż urządzenie to jest bez wątpienia solidne, tak za tę kwotę złożymy sobie bardziej wydajnego peceta lub kupimy konsolę i zaoszczędzimy nieco gotówki, którą ewentualnie będziemy mogli spożytkować na zakup gier. Osobną kwestią jest zaś to, że tytułowa „maszyna parowa” wcale nie radzi sobie z niektórymi tytułami tak dobrze, jak głoszono przed premierą.
Zmiana definicji wydajności Steam Machine
Jeszcze niedawno na stronie produktu widniało dumnie brzmiące hasło obiecujące „granie w 4K przy 60 FPS z wykorzystaniem technologii FSR”. Po aktualizacji, która miała miejsce 25 czerwca – w tym samym dniu, w którym firma wstrzymała przyjmowanie rezerwacji na Steam Machine – obietnica została ta nieco, cóż, okrojona. Obecnie opis głosi jedynie o „rozgrywce nawet w 4K z technologią FSR 4.1”, więc wzmianka o wysokiej płynności generowanych animacji została z niego w pełni wymazana.

Zmiana ta jest zrozumiała w kontekście niezależnych testów wydajności, które obnażyły prawdę o możliwościach urządzenia. W wielu nowoczesnych tytułach Steam Machine ma problemy z utrzymaniem stabilnych 60 FPS nawet w rozdzielczości Full HD, jeśli przesadzimy z ustawieniami graficznymi. Ruch Valve to prawdopodobnie próba uniknięcia oskarżeń o wprowadzanie klientów w błąd, a jako że cena komputerka (z której to przedsiębiorstwo postanowiło się wytłumaczyć) i tak wywołała ogromne zamieszanie, Gabe Newell i spółka starają się studzić atmosferę, póki wciąż jest to możliwe.











0 komentarzy