Przejdź do treści

Samsung Galaxy Z Fold8: nowy format ekranu jest fajny, ale minusów też się parę znajdzie [PIERWSZE WRAŻENIA]

6 minut czytania

Plotki okazały się prawdą. Wzorem chińskiej konkurencji Samsung rozszerzył swój garnitur składanych smartfonów Fold o nową konstrukcję: Samsung Galaxy Z Fold8 ma proporcje ekranu przypominające bardziej paszport niż to, co znaliśmy z wcześniejszych odsłon. Pobawiłem się tym smartfonem nieco dłużej – oto garść pierwszych wrażeń!

Dla Samsunga to nowość, dla świata – już niekoniecznie. Nie zmienia to jednak faktu, że Samsung Galaxy Z Fold8 po prostu przyciąga wzrok – przede wszystkim ze względu na nietypowy na tle dotychczasowych składaków tego producenta format, ale również dzięki wrażeniu lekkości całej konstrukcji.

Samsung Galaxy Z Fold8: paszportowy format ekranu

To, że telefon jest inny niż dotychczasowe, widać oczywiście od razu. Jak to w tej linii bywa, dostajemy dwa ekrany. Ten okładkowy jest mniejszy niż zazwyczaj: ma 5,5” i rozdzielczość WUXGA+, co przekłada się na ciut nietypowe proporcje 10,1:16. Z kolei wewnątrz znajdziemy wyświetlacz Dynami AMOLED 2X o rozdzielczości QXGA+, czyli 2448 × 1848, o proporcjach 4:3 i zdecydowanie większej już przekątnej 7,6”. Producent chwali się również adaptacyjnym odświeżaniem na poziomie 120 Hz.

Samsung Galaxy Z Fold8

W formie złożonej Samsung Galaxy Z Fold8 jest… po prostu dość niewielki. Bawiąc się ekranem okładkowym, bez problemu sięgałem kciukiem do górnej krawędzi wyświetlacza, a jeśli człowiek przywyknie do wspomnianych proporcji – mnie zajęło to dosłownie parę minut – to całość jest zwyczajnie poręczna i wygodna w obsłudze.

Z kolei po rozłożeniu urządzenie przypomina niewielki tablet we wspomnianym już formacie 4:3 – co fajnie sprawdza się w konsumpcji treści wszelakich. Obejrzałem parę klipów na YouTube, przeczytałem kilka newsów, przeczytałem jeden dłuższy tekst i muszę przyznać, że sprzęt z tych zadań wywiązuje się wyśmienicie – tyle że do lektury wygodniej jest obrócić go o 90 stopni, tak by w dłoni spoczywała dłuższa krawędź. Oczywiście software w takim scenariuszu nie robi żadnych problemów.

Samsung Galaxy Z Fold8: obudowa robi wrażenie

Tym, co również zwraca uwagę po rozłożeniu Samsunga Galaxy Z Fold8, jest „płaskość” urządzenia. Po zamknięciu smartfon ma 9,7 mm – czyli w zasadzie niewiele więcej od przeciętnego flagowca. Gdy zaś rozłożymy sprzęt, to grubość smartfona jest „ucinana” o przeszło połowę – do 4,5 mm. Tyle że jest tu pewien wyjątek. Konstrukcja zawiasu sprawia, że wewnątrz u dołu i góry obudowy, czyli odpowiednio pod i nad ekranem, znajdują się dwa niewielkie łuki „spinające” obydwie połówki. Trochę wystają – ale odnotowuję to bardziej z obowiązku niż jako wadę. Przez te dwie godziny, jakie łącznie spędziłem z urządzeniem, nie przeszkadzały mi w ogóle. Co innego sam zawias.

Ten w Samsungu Galaxy Z Fold8 jest dość sprężysty. Podczas oglądania wideo spróbowałem oczywiście skorzystać z pracy w trybie podstawki – tak, by urządzenie spoczywało na jednej części obudowy, a obraz pojawił się na drugiej. Niestety, tutaj konstrukcja wspomnianego zawiasu przejawia się tym, że bardzo trudno jest odchylić górną część powyżej 90 stopni względem dolnej i uzyskać tym samym stabilną pozycję całości – w takim scenariuszu telefon po prostu sam się rozkłada, do tego wyraźnym, sprężystym „pacnięciem” o podłoże. Innymi słowy, oglądanie filmów „pod kątem” odpada – trzeba patrzeć „ na wprost”.

Nie licząc tego feleru, sam zawias pracuje jednak przyjemnie. „Wyprostować” urządzenie jest stosunkowo łatwo, bruzdy ekranowej przy tym zaś w zasadzie nie widać. Z całą pewnością trudno też zaliczyć Samsunga Galaxy Z Fold8 do sprzętów topornych – to „zwiewny”, przyjemny dla oka sprzęcik, który wygląda klasycznie i nowocześnie zarazem. Trochę tylko szkoda, że – jak to ze składanymi telefonami bywa – konfiguracja aparatu krzyczy, że chciałoby się więcej.

Aparat i reszta bebechów

Możliwości foto zależą tu w prostej linii od ledwie dwóch, ale na szczęście przyzwoitych modułów. Główny to 50 Mpix f/1.8, partneruje mu zaś ultraszerokokątny f/1.9 z matrycą o takiej samej rozdzielczości. Kamerki sefie? Są, rzecz jasna sztuk dwie – czyli wewnętrzna i zewnętrzna, każda z sensorem 10 Mpix f/2.2. Próżno szukać tu dedykowanego makra, a tym bardziej już modułu tele – ten trafił wyłącznie do smartfona Fold8 Ultra (choć tam to w sumie bardziej lichy ozdobnik niż pełnoprawny „słoiczek” – bo ma ledwie 10 Mpix). Jakość zdjęć? Z tego co widziałem przyzwoita.

Za wydajność z kolei odpowiada znany już z serii Galaxy Snapdragon 8 Elite Gen 5 w podkręconej wersji i wykonany w procesie 3 nm. Akumulator ma pojemność 4800 mAh – jak na dzisiejsze standardy trochę mało, ale też dużo więcej nie oczekiwałem, patrząc na cienką obudowę urządzenia. Mamy też szybkie ładowanie – na poziomie tak z grubsza połowy typowych dla „chińczyków” wartości, czyli 45 W. Bezprzewodowo też się da „zatankować” – tyle że tutaj do dyspozycji producent oddaje nam już znacznie mniej, bo 25 W. Innymi słowy w kwestii zasilania typowy Samsung jest typowy: robi swoje i udaje, że konkurencja nie istnieje.

To, co boli najbardziej, czyli cena Samsunga Galaxy Z Fold8

Sprzęt dostępny jest w trzech wariantach. Dwa pierwsze mają 12 GB RAM-u i 256 lub 512 GB przestrzeni na dane, z kolei najdroższy to 16 GB pamięci operacyjnej i 1 TB wewnętrznego magazynu. Ceny? Cóż, tanio nie jest – ale czy ktoś liczył na bardziej zachowawcze podejście? Bo ja nie. Za najbardziej wyrozumiałą dla portfela wersję smartfona zapłacimy 8749 zł; druga z wymienionych to 9599 zł, zaś najdroższy wariant wymaga wyłożenia aż 11 299 zł. Jako anegdotę mogę przytoczyć tu fakt, że widząc te kwoty, ktoś na sali z przekąsem zapytał, czy kwoty zakupu nie są przypadkiem wyrażone w rupiach…

Samsung Galaxy Z Fold8

Te wszystkie „złotówkowe” liczby dla wielu osób zapewne okażą się nie do przełknięcia i kwestię zakupu urządzenia postawią pod potężnym znakiem zapytania. Jeśli liczyliście, że foldery zaczną tanieć, to cóż – liczcie dalej. Zwłaszcza już w dobie boomu AI i napędzanej nim ogólnej drożyzny na rynku komponentów.

Jeśli jednak napaliliście się na to cacuszko, to prócz wariantów technicznych czekają na was kolory: jasnofioletowy, grafitowy oraz kremowy. A gdy zamówicie ten telefon online, to również zielony. Warto również dodać, że w przedsprzedaży możemy zyskać  do lekko ponad 4 tys. za nasz dotychczasowy smartfon, a oprócz tego dostaniemy 6 miesięcy subskrypcji Google AI Pro oraz kolejne 500 zł rabatu przy zamówieniu z zegarkiem z serii Galaxy Watch.

PS O pozostałych urządzeniach poczytacie w relacji z polskiej premiery.

0 komentarzy

Zostaw komentarz