Przejdź do treści

Intel wskoczył na falę AI. Sądzę, że to może być fatalna wiadomość dla zwykłych konsumentów [FELIETON]

5 minut czytania

Intel ogłosił, że zanotował najwyższe tempo wzrostu przychodów od niemal 15 lat. Przyczyna jest prosta: boom AI sprawił, że firma nie nadąża z produkcją procesorów serwerowych. Dla „Niebieskich” to świetna wiadomość. Dla nas, zwykłych użytkowników, już niekoniecznie.

O tym, że trwa boom związany ze sztuczną inteligencją, nie trzeba nikomu mówić. Firmy z tej branży inwestują na potęgę, kolejne centra przetwarzania danych rosną jak na drożdżach, a rynek rozgrzany jest do czerwoności. W związku z tym szaleją też ceny RAM-u (choć tutaj przyczyna może być też inna – o czym piszemy w felietonie), a kwoty zakupu nośników SSD potrafią doprowadzić do płaczu. Dość powiedzieć, że dysk, który niecałe dwa lata temu zamontowałem w PlayStation 5, jest teraz droższy niż sama konsola. I w tych jakże „pięknych” okolicznościach przyrody Intel oznajmia, że AI to dla niego nowa żyła złota.

Intel rośnie na fali sztucznej inteligencji

Szerzej o wspomnianym na początku raporcie i wynikach Intela piszemy w newsie. Tutaj zaś – dla kontekstu – warto wspomnieć tyle, że firma zanotowała wzrost przychodów niewidziany od 15 lat, przebijając oczekiwania inwestorów o ponad 1,5 mld dolarów. Zysk z akcji skoczył dwukrotnie – a wszystko dzięki temu, że branża AI potrzebuje procesorów do swoich serwerowni.

O tym, jak wielkie jest „ssanie” na rynku, najlepiej świadczą dwie wypowiedzi. David Zinsner, dyrektor finansowy Intela, stwierdził, że firma „ma ograniczone zasoby, a klienci centrów danych żądają więcej, niż jest w stanie wyprodukować”. Potwierdza to również Lip-Bu Tan, czyli CEO „Niebieskich”:

Duży popyt na nasze produkty nadal przewyższa rosnącą podaż. Oznacza to, że już siódmy kwartał z rzędu przekraczamy nasze oczekiwania finansowe.

Lip-Bu Tan, CEO firmy Intel

Jak ważne są dla Intela zamówienia płynące z branży związanej z szeroko pojmowaną sztuczną inteligencją? Rąbka tajemnicy uchyla wspomniany już CFO firmy, David Zinsner. Stwierdził on, że przedsiębiorstwa wykorzystujące sztuczną inteligencję generują obecnie około 70% całkowitych przychodów, co oznacza wzrost o ponad 70% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Choć w wypowiedzi tej zawarty jest pewien niuans – bo dyrektor finansowy ma tu na myśli łączne przychody z tytułu sprzedaży serwerowych CPU i akceleratorów oraz komputerów AI PC z segmentu konsumenckiego – to tak czy inaczej wyraźnie widać, iż Intel po prostu zaczyna stać boomem AI. Podobnie jak Nvidia – choć skala oczywiście jest znacznie mniejsza.

A gdzie w tym wszystkim konsumenci?

O dziwo, na tle tego wszystkiego największym segmentem działalności Intela wciąż pozostaje Client Computing Group – czyli ten odpowiedzialny m.in. za procesory do komputerów osobistych oraz wspomniane wcześniej szeroko pojmowane AI PC. W drugim kwartale jego przychody również wzrosły do 8,9 mld dolarów. Tyle że jest to skok o „marne” 13 proc.

Procesory z rodziny Core Ultra i komputery AI PC odpowiadają tu za ok. 2/3 tych przychodów, starsze generacje – za niecałe 25%, zaś urządzenia typu embedded i rozwiązania przemysłowe to ok. 10%. Kolejną ważną informacją jest to, że ta pierwsza grupa zanotowała wzrost o ok. 26% – innymi słowy, Intel na fali AI „pasie się” również na rozwiązaniach nie tylko serwerowych, ale i indywidualnych. Tyle że tutaj jest pewien haczyk.

Gigant nie rozbija – przynajmniej na użytek akcjonariuszy – przychodów na podział według klucza klient indywidualny i firma. Wrzuca wszystko do jednego worka. Śmiało można jednak założyć, że więcej pieniędzy płynie jednak od klientów instytucjonalnych niż od zwykłego Kowalskiego. Dlaczego o tym piszę? Bo to już kolejna cegiełka pokazująca, że z biegiem czasu możemy zostać po prostu zmarginalizowani.

AI ma pierwszeństwo

Kluczowe jest jednak wspomniane wcześniej tempo rozwoju. Dział centrów danych staje się głównym beneficjentem boomu na AI i notuje znacznie szybszy wzrost. Jednocześnie Intel spodziewa się, że sprzedaż komputerów osobistych w trzecim kwartale pozostanie na zbliżonym poziomie do poprzedniego okresu. Spółka słusznie wskazuje, że ograniczeniem dla rynku PC są obecnie niedobory pamięci, których końca po prostu nie widać, o czym zresztą mówią zresztą nawet jej producenci.

Jeśli dodać do siebie wszystkie te informacje, widać wyraźnie, że „Niebiescy” mogą po prostu mniej lub bardziej spriorytetyzować produkcję na rzecz układów serwerowych kosztem tych dla klientów indywidualnych. Co nam to daje? Cóż, zgadliście: grożą nam potencjalne niedobory CPU na rynku konsumenckim, ograniczenie konkurencji z AMD i w prostej linii wzrost cen procesorów. Tym samym doświadczymy zawirowania w kolejnym segmencie komponentów – po pamięci RAM, dyskach SSD i częściowo również najdroższych układach graficznych.

Czy tak się naprawdę stanie? Trudno oczywiście powiedzieć. Już teraz jednak wiadomo, że Intel planuje potężne inwestycje w moce produkcyjne – i tu należy upatrywać dowodów na to, że jednak czekają nas chude lata. 

Inwestycje w moce produkcyjne, ale niekoniecznie pod kątem układów konsumenckich

Kwoty wspomnianych inwestycji robią wrażenie: tegoroczne, zaplanowane wcześniej nakłady wzrosną z 18 mld do ponad 20 mld dolarów – ale przy okazji gigant zasygnalizował również, że i w 2027 roku będzie miał miejsce jeszcze kolejny wzrost wydatków w tym obszarze, jeszcze wyraźniejszy. Większość dodatkowych środków ma zostać przeznaczona na wyposażenie fabryk w nowe urządzenia produkcyjne. Tym razem co prawda nie powiedziano, w co dokładnie – jednak światło na to rzucają wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli giganta. W październiku zeszłego roku w rozmowie z inwestorami David Zinsner stwierdził, że:

Ograniczenia mocy produkcyjnych, zwłaszcza w procesach technologicznych Intel 10 i Intel 7, ograniczyły naszą zdolność do pełnego zaspokojenia popytu w trzecim kwartale zarówno na produkty do centrów danych, jak i dla klientów indywidualnych. (…) Spodziewamy się niewielkiego spadku [w grupie komputerów dla klientów indywidualnych] i znacznego wzrostu [w grupie zajmującej się centrami danych i sztuczną inteligencją] w ujęciu sekwencyjnym, ponieważ priorytetowo traktujemy dostawy płytek krzemowych do serwerów, a nie podzespołów klienckich klasy podstawowej. 

David Zinsner, CFO firmy Intel

Cóż, z tej wypowiedzi jasno wynika, że Intel doskonale wie, skąd płyną pieniądze: branża AI skupuje na pniu wszystko, co „Niebiescy” zrobią, do tego za większe kwoty i bez oglądania się na kaprysy rynku konsumenckiego. A ten ostatni mierzy się przecież z problemami w postaci drożyzny innych kluczowych komponentów, co ogranicza sprzedaż nowych komputerów. Tym samym Intel więc nie widzi tu perspektyw na wzrost.

I znów będzie drożej

I w ten właśnie sposób tworzy nam się nam trochę taka samospełniająca się przepowiednia i błędne koło: Intel przerzuca moce produkcyjne na układy dla serwerów pod AI, bo rynek pecetów nie rośnie przez tę samą AI – a to sprawi, że nie będzie rosnąć jeszcze bardziej. Wiem, trochę w tym miejscu sobie ironizuję na modłę Kubusia Puchatka – nie zmienia to jednak faktu, że w ten sposób w segmencie elektroniki użytkowej dla klientów indywidualnych powstają warunki na „sztorm doskonały”. Obstawiam więc, że będzie drożej – a sztuczną inteligencję zaczniemy przeklinać z kolejnego już powodu.

0 komentarzy

Zostaw komentarz