Doom ma obecnie status gry kultowej i jednocześnie pozycji, która służy do chwalenia się, powiedzmy, niecodziennymi osiągnięciami – w postaci choćby uruchamiania go na niecodziennych platformach. Widzieliśmy go już na aparacie Canon, w Paincie, na ekranie chłodzenia AiO, słuchawkach bezprzewodowych, e-papierosie, a nawet jako porty w językach SQL czy TypeScript Types, gdzie zajmuje zawrotne 177 TB. Tym razem platforma jest standardowa – ale sam Blackout? Po prostu wow.
Blackout, czyli klasyczny Doom jako shooter taktyczny
Z jednej strony to produkcja klasyczna, z drugiej – nowoczesna i z gatunku totalnych konwersji. Do działania Blackout wymaga jednego z dwóch współczesnych silników: UZDoom 5.0 lub Zandronum 3.2/3.3. Ponadto musimy mieć plik WAD z którejś edycji tej kultowej strzelanki, czyli np. doom2.wad.

Po uruchomieniu całości dostajemy zaś shootera, który – jeśli chodzi o zasady działania – bardziej przypomina jakiegoś Rainbow Six lub innego Splinter Cella niż stareńkiego dziadka Dooma. W modzie Blackout do wyboru jest 9 klas postaci, każda zaś ma na wyposażeniu właściwą jej realistyczną broń i – nie licząc cywila – nanokostium, który tu odpowiada za tarczę energetyczną. Poza tym są gadżety: m.in. noktowizor, miny, kamuflaż, działka strażnicze, skaner i inne, w tym… te odpowiadające za leczenie.
Jak się gra?
Jak wspomniałem – to tytuł taktyczny. Niech was więc nie zdziwi, że rany trzeba leczyć, samodzielnie używając apteczek. Co więcej, gdy krwawimy, należy podwiązać się bandażem. Wspomniane uzbrojenie różni się od siebie zachowaniem i parametrami, co więcej, odnoszone przez nas obrażenia pogarszają naszą sprawność: trudniej się strzela, gorzej widzimy. Postać może doznać szoku, ogłuszenia – im bliżej np. wybuchającej beczki stoimy, tym gorzej. Miejscami dźwięk jest wręcz obezwładniający.


Kolejne sesje z kolei różnią się od siebie tym, że potwory rozmieszczone są losowo. Maszkary – trochę zmodyfikowane względem oryginału – zachowują się też nieco inaczej. Potrafią reagować na pozycję gracza, wciągać w pułapki. Gra przez to wszystko nabiera zupełnie nowego smaku. Byle poziom to długie minuty ostrożnego czyszczenia, chowania się za osłonami i zabawy, gdzie zamiast wbiegać na środek i robić rozpierduchę, czeka się na dobrą okazję, by sprzedać headshota – strzały w głowę są oczywiście premiowane mnożnikiem obrażeń x3.


Blackout: czy warto?
To dziwny Doom, ale zdecydowanie warty uwagi. Jeśli macie ochotę na odmianę – można spróbować, ja bawiłem się dobrze. Pamiętajcie jednak, że gra jest wciąż w wersji alfa: pojawiają się zatem czasami problemy z balansem, dźwięk bywa przegięty, a sam tytuł zaś co prawda działa na ultrapanoramach, ale nowe grafiki są „przycięte” do klasycznych proporcji. Z tego względu np. animacje przeładowywania broni wydają się „ucięte”. Więcej informacji znajdziecie w wątku poświęconym tej produkcji w serwisie Doomworld.
![Blackout: Ktoś przerobił Dooma na… shooter taktyczny. Pograłem i jestem w szoku, jak dobrze to działa [TEST]](https://pcformat.pl/wp-content/uploads/2026/09/Screenshot_35-1024x428.jpg)








![Hot Wheels: Infinite Rush cierpi od strony technicznej – 30 fps na Switchu 2 i przeciętna optymalizacja są problematyczne, mimo że sama gra jest ładna [RECENZJA TECHNICZNA]](https://pcformat.pl/wp-content/uploads/2026/09/page_bg_raw-768x433.png)

0 komentarzy