Choć nowoczesne technologie mają ułatwiać nam życie, ich bezkrytyczne wdrażanie bywa bolesne w skutkach. Na własnej skórze przekonać się o tym mogli absolwenci amerykańskiej uczelni Glendale Community College w Arizonie, gdzie uroczystość zakończenia studiów została zakłócona przez poważne błędy algorytmu czytającego nazwiska. Narzędzie oparte na sztucznej inteligencji nie tylko masowo myliło wymowę, ale też całkowicie pomijało niektórych studentów, co wywołało falę oburzenia i zmusiło władze uczelni do zorganizowania powtórki. Pytaniem pozostaje, dlaczego tak odpowiedzialne zadanie zostało powierzone AI, a nie człowiekowi z krwi i kości, którzy przecież mógłby je bez problemu wykonać.
Sztuczna inteligencja nie nadaje się do prowadzenia uroczystości
Jak wychwyciła redakcja The Verge, system wykorzystany w trakcie uroczystości w Phoenix miał jedno zadanie, a i tak na nim poległ. Przez problemy z synchronizacją czasu oraz tempem, w jakim absolwenci wchodzili na scenę, cyfrowy lektor zaczął gubić wątek i pomijać kolejne osoby. Wydarzenie przerywano co najmniej dwukrotnie, próbując bezskutecznie wyeliminować usterki techniczne. Obecna na miejscu prezydent uczelni, Tiffany Hernandez, oficjalnie przeprosiła zebranych i zrzuciła winę za zaistniałe zamieszanie na oprogramowanie.
Początkowo Hernandez poinformowała poszkodowanych studentów, że nie będą oni mieli możliwości ponownego wejścia na scenę. Decyzja ta wywołała jednak natychmiastowy i ogromny sprzeciw ze strony rodzin oraz absolwentów. Pod naciskiem władze uczelni zmieniły zdanie, a poszkodowanym zorganizowano powtórkę, podczas której ich nazwiska zostały na głos (i tym razem poprawnie) odczytane już przez człowieka.
Co ciekawe, służące do obsługi imprez narzędzia, których „efektywność” możemy podziwiać na załączonym powyżej materiale, często reklamowane są jako bezbłędne. Producenci utrzymują, iż systemy te pozwalają studentom na wcześniejsze zweryfikowanie zapisu i fonetyki, a sam wygenerowany głos bazuje na próbkach profesjonalnych aktorów. Jak już zostało dowiedzione, zrzucanie całej odpowiedzialności na sztuczną inteligencję nie jest najlepszym pomysłem. Alternatywą jest skorzystanie z softu takiego jak NameCheck od firmy StageClip, który pomaga ludzkiemu spikerowi przećwiczyć trudną wymowę przed wydarzeniem.
Wymienianie żywych mówców na robotyczne głosy podczas ceremonii w Stanach Zjednoczonych staje się coraz popularniejsze, niemniej trend też zyskuje także coraz większą rzeszę zapalonych wrogów. Jednym z nich jest June Prakash, szefowa związku nauczycieli w Arlington w stanie Wirginia, która w wystąpieniu przed radą szkolną ostro skrytykowała takie podejście.
Gdy zwracają się w ten sposób osoby, które znają ucznia lub poświęciły czas, by zapamiętać jego imię, jest to wyraz szacunku i poczucia przynależności. Przekazanie tej odpowiedzialności na zewnątrz może nieumyślnie sugerować, że wydajność jest ważniejsza od tożsamości.
Niezależnie od zapewnień firm technologicznych i górnolotnych sloganów marketingowych, przedstawiona wpadka z Arizony dobitnie pokazuje, iż istnieją momenty, w których ludzki czynnik jest absolutnie niezastąpiony. Algorytmy, mimo swojej rzekomej nie omylności, wciąż nie potrafią zagwarantować, że wszystko przebiegnie dokładnie tak, jak powinno.
0 komentarzy