Przejdź do treści

Apple mogłoby stworzyć świetną konsolę. Problem w tym, że prawdopodobnie nigdy jej nie zrobi [FELIETON]

7 minut czytania

Apple ma bardzo dobrą pozycję na rynku, mnóstwo udanych produktów w portfolio oraz rzeszę wiernych klientów. Firma stawia też coraz mocniej na gaming i wydaje się, że konsola powinna być naturalnym rozwinięciem tego kierunku. Moim zdaniem nigdy jednak nie powstanie.

Średnio co pięć lat ktoś zadaje w sieci pytanie: „A gdyby tak Apple stworzyło własną konsolę do gier?”. Z pozoru brzmi to zabawnie, ale im dłużej się nad tym zastanowić, tym ciekawsze się wydaje – zwłaszcza teraz, gdy rynek konsol coraz mocniej kieruje się w stronę gier-usług, Microsoft od lat nie potrafi jasno wytłumaczyć, czym właściwie ma być Xbox, a Sony coraz odważniej sprawdza, jak daleko można popchnąć graczy w stronę świata bez płyt. Na tym tle firma z Cupertino wypada całkiem nieźle i ma w rękach niemal wszystko, czego potrzeba, żeby wejść na salony z własnym, eleganckim sprzętem do grania.

Apple nie musiałoby nadrabiać ery pudełek

Sporą przeszkodą dla nowego producenta konsol zawsze była dystrybucja, szczególnie te kilka czy kilkanaście lat temu. Pudełka, tłocznie, sklepy, umowy z sieciami handlowymi, logistyka, magazyny itp. W 2026 roku Apple tego problemu właściwie już by nie miało. Widać, że wielu graczy konsolowych przesiadło się na cyfrowe wersje gier, więc Apple nie musiałoby nadrabiać kilkudziesięciu lat zaległości w obszarze płytek. Może wejść od razu właśnie tam, dokąd zmierzają konsole, oferując rozbudowany sklep z aplikacjami, usługi subskrypcji, dzielenie kont z rodziną, achievementy itp.

Aplikacja Apple Games na ekranach MacBooka Pro, iPada i iPhone’a 16 Pro.

Musicie wiedzieć, że w tym aspekcie Apple jest niesamowicie mocne. Ma własny sklep w postaci App Store’a, ma takie usługi jak Apple Arcade, Apple TV, Apple Music i iCloud oraz miliony osób przyzwyczajonych do tego, że płacą „za coś” w ekosystemie Apple bez większego zastanowienia. Apple wyposażyło miliardy ludzi w iPhone’y, iPady, Maki i Apple TV, czyli urządzenia, na których już można w coś pograć. Do tego dochodzi zunifikowane środowisko, genialne własne procesory, własne API graficzne (Metal) i klienci, którzy bardzo często kupują nowy sprzęt nie dlatego, że jest tani i atrakcyjny, tylko dlatego, że jest wygodny, modny i „po prostu działa”.

Apple Machine? To brzmi aż zbyt logicznie

W tym sensie potencjalna konsola Apple mogłaby być czymś pokroju Steam Machine. Nie byłaby klasyczną platformą do gier w stylu PlayStation, ale też daleko byłoby jej do peceta z Windowsem. Mówimy o salonowym urządzeniu opartym na tvOS-ie albo jakimś specjalnym systemie gameOS z zaawansowaną obsługą kontrolerów Bluetooth, dostępem do dużych gier z Maca i mniejszych działających na iOS-ie oraz do całego pakietu usług z Apple Arcade na czele. Brzmi to jak produkt, który dałoby się pokazać na konferencji z hasłem „amazing” występującym co najmniej 30 razy, zwłaszcza w kontekście „amazingowych” gier z ray tracingiem.

APPLE_CORSAIR_0508-copy (1)
Źródło: Corsair

Co ważne, granie na sprzęcie Apple nie jest już abstrakcją. Przez lata Mac był traktowany jako komputer do pracy, montażu wideo i pisania maili, na którym ewentualnie da się odpalić starego „indyka” albo Simsy. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej, bo układy Apple Silicon mają naprawdę dużą wydajność i genialną efektywność energetyczną. Wspierają także sprzętowy ray tracing, a Apple od kilku lat aktywnie zachęca developerów do przenoszenia gier na Maca, iPada i iPhone’a. Sam grałem w porty takich tytułów jak Resident Evil Village, Death Stranding, Assassin’s Creed Shadows czy Cyberpunk 2077. Choć nadal nie jest to poziom optymalizacji znany z konsol, nawet na najnowszym MacBooku Air wszystkie te pozycje okazują się całkiem grywalne, a na sprzęcie z linii Pro rozwijają skrzydła.

Apple ma bazę graczy, tylko inaczej ją nazywa

Do tego Apple ma coś, czego nie ma żaden „tradycyjny” producent konsol, czyli gigantyczną bazę casuali, ludzi, którzy grają na telefonie, czasem na tablecie, znają Apple Arcade, a niekiedy uruchomią coś większego na Macu. Firma mogłaby połączyć te dwa światy jednym urządzeniem pod telewizor, które z powodzeniem zastąpiłoby konsole Sony i Microsoftu. Niedzielni gracze mogliby nadal bawić się w prostych gierkach, które znają z telefonu, a reszta odpalałaby większe produkcje.

Biały kontroler do gier i iPhone 16 Pro z wyświetloną na ekranie aplikacją Apple Games.

Równie istotna jest też kwestia wizerunkowa. Xbox znajduje się dzisiaj w dziwnym miejscu, bo z jednej strony ma potężne IP, Game Passa i ogromne zasoby, a z drugiej sama marka sprawia wrażenie coraz mniej konkretnej. Czasem słyszymy o ekosystemie, potem o multiplatformowości, a teraz o zupełnie nowym sprzęcie stawiającym na tytuły ekskluzywne. O Sony nie wspominam, gdyż Japończycy mocno nadszarpnęli sobie reputację ostatnią aferą z likwidacją gier na płytach. Na tle tych problemów Apple mogłoby wejść na rynek konsol do gier jako amerykańska alternatywa dla PlayStation i firma utożsamiana z wysoką jakością oraz dbaniem o klienta.

Pieniądze nie byłyby problemem

Apple ma także gigantyczne zasoby, świetne relacje z dostawcami, własne projekty chipów i rozbudowany łańcuch produkcyjny oparty na kontraktach z wieloma partnerami. Co prawda nie posiada fabryki zdolnej z dnia na dzień przestawić się na produkowanie konsol, niemniej stworzenie takiego sprzętu byłoby dla niego dość łatwe. Urządzenie pokroju Maca Mini z zamkniętym systemem jest w zasięgu ekipy z Cupertino.

Tyle że Apple nie lubi takich marż

Tylko że na ostatniej prostej napotykamy problem – bowiem to wszystko ma sens z perspektywy gracza i dziennikarza, ale niekoniecznie z perspektywy Apple.

Rynek konsol jest trudny, niestabilny i wydaje się mniej przewidywalnym miejscem od tych, które ta firma lubi. Moim zdaniem koronnym argumentem przeciwko snutej tu przeze mnie wizji jest fakt, że konsole często sprzedaje się z niską marżą, a czasem wręcz po kosztach i zarabia się później na grach, usługach oraz prowizjach. Apple bardzo stroni od takich inwestycji, bo ryzyko jest duże i nawet siła marki nie zagwarantuje, że gracze masowo rzucą się na konsolę z nadgryzionym jabłkiem, a developerzy przeportują swoje hity w hurtowych ilościach.

Razer Kishi game controller with iPhone connected in landscape mode showing the Apple Games app Home screen with TMNT: Shredder's Revenge Mobile with the 4 turtles surounded by foot solders and Shredder in the background.

Gracze są też trudniejszym konsumentem niż typowy klient Apple. Potrafią narzekać na ceny gier, podzespołów, szukają porównań z konkurencją i wybrzydzają. Apple ma lojalnych użytkowników, ale raczej w innych grupach. Jeśli sprzęt byłby za drogi, gracze natychmiast zestawiliby go z PS5 Pro, pecetem czy Steam Machine, a gdyby oferował mało gier na premierę, zostałby nazwany Apple Arcade Boxem. Żadna z tych ścieżek nie jest idealna. Gdyby natomiast Apple miało sprzedawać konsolę o mocy porównywalnej z PS5 Pro, zakładam, że musiałaby ona kosztować niemal o połowę więcej, by opłacało się ją produkować.

Apple już raz miało konsolę. I nie skończyło się to dobrze

Warto też pamiętać, że Apple już kiedyś przeżyło swoją konsolową przygodę. Pippin, stworzony we współpracy z Bandai w połowie lat 90., miał być przełomowym sprzętem do salonu. Brzmi znajomo? Sęk w tym, że był drogi, za słaby, źle pozycjonowany i przegrał z PlayStation oraz Nintendo 64. Sprzedał się fatalnie i dziś stanowi raczej ciekawostkę historyczną niż dowód gamingowych ambicji Apple. Wiele osób śmieje się, że Apple do dziś pamięta porażkę Pippina i dlatego nie stawia na gry.

Apple Pippin był ciekawym sprzętem | Źródło: allaboutapple.com, CC-BY-SA-2.5-it

Zamiast konsoli będzie ekosystem

Dlatego najbardziej prawdopodobny scenariusz jest moim zdaniem dużo mniej ekscytujący, za to znacznie bardziej realny. Firma pewnie nie zrobi konsoli. Zamiast tego dostaniemy ulepszony Game Porting Toolkit, bardziej kompatybilne API Metal, więcej gier w Apple Arcade, być może własne kontrolery, no i nowe porty na Maca, iPada oraz iPhone’a. 

Wraz z popularyzacją urządzeń działających w oparciu o procesory Apple M możemy mieć coraz lepszą optymalizację oraz więcej popularnych gier na system MacOS. To ma po prostu dla Apple większy sens, bo nie musi opracowywać nowego sprzętu, zamiast tego dalej pozycjonując swoje flagowe serie jako urządzenia do grania.

Apple Games app Home page featuring Infinity Nikki on a Macbook Pro, iPad, and iPhone

Szkoda, gdyż konsola Apple mogłaby być naprawdę fascynująca. Gdyby firma stworzyła mocne, ciche, małe urządzenie do salonu, z procesorem ARM i pełną integracją z kontem Apple, biblioteką gier z Maca, Apple Arcade, streamingiem filmów i muzyki oraz ceną zbliżoną do kwoty, jaką trzeba dać za nowego iPhone’a, wiele osób mogłoby uznać za słuszne pozwolić sobie na taką fanaberię.

0 komentarzy

Zostaw komentarz