Jak podaje The Verge, sprawa zaczęła się w lipcu, kiedy Apple pozwało OpenAI, zarzucając firmie wykorzystywanie tajemnic handlowych przy pracach nad nowymi urządzeniami AI.
Sprawa zaczęła się od pracowników firmy Apple
Pozew, złożony 10 lipca, obejmuje – oprócz samego OpenAI – również Tang Yew Tana, wieloletniego wiceprezesa Apple ds. designu iPhone’a i Apple Watch, a dziś – niespodzianka – szefa działu sprzętowego OpenAI. Ponadto „papier” uwzględnia spółkę io Products, powstałą z przejętego przez OpenAI startupu. Jedną z kluczowych postaci sporu jest zaś Chang Liu, czyli były starszy inżynier firmy Apple zajmujący się systemami elektrycznymi, który po odejściu także dołączył do OpenAI.
Apple twierdzi, że Liu zabrał ze sobą od byłego już pracodawcy służbowego MacBooka i w ten sposób zachował dostęp do poufnych materiałów – co istotne, komputer ten miał zostać przekazany na potrzeby postępowania dopiero 21 sierpnia. Według wstępnej analizy śledczej Apple znalazł na nim m.in. poufny schemat konwertera zasilania, pobrany – jak podaje pozew – 7 marca, czyli dwa miesiące po odejściu Liu z poprzedniej firmy. Ta zaś twierdzi, że Liu nie tylko pobrał rzeczony schemat, ale również wykorzystał go w pracy dla OpenAI, prowadząc na jego podstawie symulacje w programie LTspice i szkoląc agenta AI do ich obsługi.
Apple mówi o ryzyku utraty dowodów
Jeszcze poważniej brzmi zarzut dotyczący niszczenia dowodów. Według Apple, Liu po tym, jak dowiedział się o wewnętrznym śledztwie firmy, miał w czerwcu wysłać koleżance z OpenAI, Yu-Ting Peng, instrukcje dotyczące niszczenia danych, na co ta miała się zgodzić. Apple chce teraz zbadać także inne urządzenia pozostające w posiadaniu Liu, w tym Maca Mini, na którym – jak twierdzi firma – uruchamiane były symulacje z użyciem skradzionego schematu. Fajna przepychanka, nie? Prawie jak telenowela.

Wszystko to jednak sprawiło, że Apple zwróciło się do sądu o przyspieszenie postępowania dowodowego. Firma chce szybciej zabezpieczyć i przeanalizować materiały, argumentując, że dalsza zwłoka może prowadzić do utraty istotnych dla sprawy sądowej informacji.
OpenAI rzecz jasna odpiera zarzuty
Nowy pracodawca wymienionych osób jednak oczywiście zaprzecza, by Liu wykorzystywał informacje, które rzekomo wykradł gigantowi z Cupertino. Firma przy tym dość kuriozalnie argumentuje, że problem z dostępem był częściowo skutkiem niedociągnięć Apple przy odbieraniu uprawnień pracownikom odchodzącym z firmy. OpenAI twierdzi również, że Apple próbuje przedstawiać działania swoich byłych pracowników w sposób, który, mówiąc oględnie, mija się z prawdą.
Cała sprawa jak na razie wygląda na przepychankę gigantów, którzy – najwyraźniej – mają trochę na sumieniu. I to po obydwu stronach. Na tym etapie oczywiście trudno wyrokować o winie, tym bardziej, że mowa o zarzutach obydwu stron postępowania, a nie o ustaleniach sądu.
Sprawa jest jednak szczególnie istotna, ponieważ dotyczy nie tylko rzekomego wykorzystania tajemnic handlowych i de facto szpiegostwa, ale również tego, czy podczas trwającego procesu mogło dojść do utraty lub niszczenia cyfrowych dowodów. Gdyby to ostatnie okazało się prawdą, to OpenAI może sporo stracić – nie tylko wizerunkowo. A to byłaby już kolejna duża wtopa po tym, jak armia tysiąca agentów przypuściła szturm na Huggin Face.










![Co zrobi Sony? Digitalizacja gier na konsolach Xbox to strzał w dziesiątkę, ale sądzę, że zmieni to raczej niewiele [FELIETON]](https://pcformat.pl/wp-content/uploads/2026/09/AdobeStock_2100412203_Editorial_Use_Only-1-768x512.jpeg)
0 komentarzy