Jestem wielkim fanem Switcha 2, a wcześniej uwielbiałem Switcha 1, ale muszę przyznać, że na tle handheldowej konkurencji konsola Nintendo przegrywa pod względem ergonomii. Jest za płaska, a drążki analogowe są dość przeciętne i mało precyzyjne. W przypadku pierwszego Switcha zakochałem się w Nitro Decku, który stał się moim domyślnym sposobem na przenośne granie. Niestety Nitro Deck do Switcha 2 jeszcze nie wyszedł, a w przedsprzedaży kosztuje aż 450 złotych. W związku z tym postanowiłem sprawdzić, jak zaprezentuje się Yaxo Evo Deck i pomimo początkowych obaw o jakość wykonania – bardzo mi się spodobał.

Zaraz się rozleci – a może jednak nie?
Zaraz po wyjęciu z pudełka zwróciłem uwagę na to, jak lekki jest Evo Deck. Dosłownie nie czuć, że trzyma się w ręku sporych rozmiarów kontroler. W ślad za tym idzie jednak dość specyficzna sztywność konstrukcji. Pad jest bardzo „giętki” – można go dość mocno wyginać bez większej siły praktycznie w każdym kierunku i sprawia wtedy wrażenie, jakby miał zaraz pęknąć albo się rozpaść. Na szczęście to tylko wrażenie, bo powyginałem go na wszystkie sposoby i nic mu się nie stało.
Sam proces montażu jest banalnie prosty – wystarczy wsunąć Switcha 2 w dedykowane szyny, upewnić się, że końcówka USB-C trafiła w port konsoli i gotowe. Muszę jednak zaznaczyć, że Evo Deck ma pewną wadę konstrukcyjną. Trzeba uważać na plastikowy „haczyk” na górze, bo podczas wsuwania konsoli może on porysować jej plecki. Najlepiej po prostu trzymać go palcami i puścić dopiero wtedy, gdy Switch 2 „siedzi” już na miejscu. Uważam, że to pewne niedopatrzenie ze strony producenta i warto o nim pamiętać.

Po zamontowaniu Evo Decka wszystkie obawy o trwałość i delikatność konstrukcji uleciały z wiatrem. Sprzęt trzyma się pewnie, nie chybocze się, a konsola w zasadzie nie może wypaść dzięki mocowaniu na szynach, portowi USB-C oraz plastikowemu haczykowi na górze. Niska waga kontrolera, wynosząca około 204 g, stanowi też spory atut podczas dłuższych sesji.
Nieco mniej imponująca jest natomiast jakość zastosowanych materiałów. Czuć, że to półka niżej od Nitro Decka. Plastik jest okej, ale nie nazwałbym go szczególnie przyjemnym w dotyku. Jest przyzwoicie i tyle. Miłym bonusem są cztery sloty na kartridże po wewnętrznej stronie obudowy.
Wygoda, efekt Halla i wibracje
Największym plusem Evo Decka jest bez wątpienia ergonomia użytkowania. Moim zdaniem to jeden z najwygodniejszych kontrolerów do Switcha i Switcha 2, jakie do tej pory powstały. Uchwyty są głębokie, mają przyjemną teksturę i doskonale leżą w dłoniach – lepiej niż Nitro Deck pierwszej generacji. Z Joy-Conami mogę spędzić 2-3 godziny z konsolą w rękach, ale po takim czasie zazwyczaj zaczynają mnie boleć nadgarstki i szukam sobie różnych pozycji. Z Evo Deckiem nie miałem takich problemów. Nawet dłuższe sesje były w pełni komfortowe.
Na pochwałę zasługuje też fakt, że zarówno w analogach, jak i przyciskach L2 oraz R2 (bo nie są to triggery, co jest normą w przypadku Nintendo) zastosowano efekt Halla. Dzięki temu np. celowanie w strzelankach jest dużo bardziej precyzyjne niż w przypadku Joy-Conów.
Podoba mi się także 9-osiowy żyroskop, który precyzją nie odbiega znacząco od Joy-Conów i spokojnie można używać go w grach, które tego wymagają.

Nieco mniej dobrego mogę powiedzieć o wibracjach. Dobrze, że są, ale nie mają startu do HD Rumble rodem z Nintendo. W większości gier po prostu głośno i mocno „brzęczą”, bez większej precyzji czy realizmu. Dobrze sprawdzają się np. w EA FC 26, gdzie sygnalizują, że coś dzieje się na boisku, ale już w Super Mario Odyssey, które mocno stawia na haptykę, wypadają kiepsko.
Reszta przycisków Evo Decka działa dobrze i nie mam do nich większych zastrzeżeń. Nie różnią się szczególnie od tych z Joy-Conów, z wyjątkiem d-pada i dodatkowych guzików z tyłu. Krzyżak jest wymienny – możecie wybierać spośród trzech opcji – a z tyłu znajdziecie przyciski M1, M2, M3 i M4, które są prawidłowo wykrywane przez Switcha 2 i można je zmapować podobnie jak w Pro Controllerze 2. Jedyny minus? Guzik „Home” nie wybudza Switcha 2.
Świetna opcja zamiast Joy-Conów
Warto też odnotować, że po założeniu Evo Decka tracicie możliwość dokowania Switcha 2, więc z pewnością nie jest to rozwiązanie dla każdego. Pomijając jednak tę kwestię, jestem z Evo Decka bardzo zadowolony. Gra mi się na nim zdecydowanie wygodniej niż z Joy-Conami i szczerze mówiąc, trudno będzie mi wrócić do „płaskiego” Switcha 2 bez wyprofilowanych uchwytów.

W chwili pisania tego tekstu Evo Deck kosztuje 219 złotych, co jest całkiem sensowną kwotą za kontroler do Switcha 2. Na tle nadchodzącego Nitro Decka wypada wręcz tanio. Jeśli korzystacie z konsolki Japończyków głównie przenośnie i nie obchodzi was kwestia dokowania, możecie rozważyć wyposażenie się w taki gadżet. W innym przypadku warto dobrze się zastanowić, jak często będziecie musieli wyjmować konsolę z kontrolera.
Cena: 219 zł
Dostarczył: Hardware Storm
YAXO EVO DECK – PARAMETRY
Przyciski: 2 × wciskane analogi z efektem Halla, 2 × bumpery, 2 × cyfrowe triggery z efektem halla, 4 × przyciski na pleckach, wymienny krzyżak, 4 × główne przyciski, przycisk +, przycisk -, przycisk Home, przycisk zrzut ekranu, przycisk turbo, przycisk C • Akumulator: brak • Inne: przyciski tylne; możliwość konfiguracji i ustawiania skrótów oraz makr, wibracje, 9-osiowy żyroskop, port USB-C, nóżka, 4 sloty na kartridże • W zestawie: wymienne nakładki na krzyżak • Waga: 204g
- niesamowicie wygodny
- lekki
- bardzo dobry krzyżak i precyzyjne analogi
- niezły żyroskop
- przyciski z tyłu działają, jak w Pro Controllerze 2
- plastik średniej jakości
- plastikowy haczyk może porysować Switcha 2
- kiepskie wibracje
0 komentarzy