Przejdź do treści

Odcięcie Europy od Siri AI to polityczna szopka, a nie walka z drakońskim prawem [FELIETON]

5 minut czytania

Czy unijne przepisy, mające zagwarantować uczciwość konkurencji na rynku technologii, stoją na drodze Apple do udostępnienia Siri AI w Europie? Tak twierdzi gigant z Cupertino, niemniej tłumaczenia korporacji, choć w teorii nie mijają się z prawdą, nie przedstawiają pełnego obrazu sytuacji.

W trakcie wczorajszego pokazu WWDC 2026 Apple zademonstrowało kilka pichconych z dala od wścibskich oczu projektów, wliczając w to macOS 27, iOS 27 oraz zupełnie nową odsłonę swojej wirtualnej asystentki w postaci Siri AI. Szkopuł w tym, iż mieszkańcy europejskich państw z usług mobilnej wersji rzeczonej pomagierki w najbliższym czasie nie skorzystają. Dlaczego? Ano dlatego, że, zdaniem giganta z Cupertino, wymogi postawione przez przepisy DMA (ustawy o rynkach cyfrowych)… narażają użytkowników na niebezpieczeństwo.

Czy przepisy DMA narażają Europejczyków na niebezpieczeństwo?

Na stronie firmy Apple pojawił się obszerny wpis zatytułowany „Due to DMA, Siri AI delayed in EU for iOS 27 and iPadOS 27” (pol. „Z powodu DMA wprowadzenie funkcji Siri AI w systemach iOS 27 i iPadOS 27 w UE zostało opóźnione”), dający dość dobitnie do zrozumienia, co jest powodem opóźnienia premiery tej technologii na Starym Kontynencie. Korporacja argumentuje swoją decyzję tym, że europejska ustawa o rynkach cyfrowych nakłada na nią obowiązek „zapewnienia każdemu systemowi sztucznej inteligencji niemal nieograniczonego dostępu do urządzenia użytkownika, a także możliwości autonomicznego podejmowania działań w oparciu o ten dostęp, bez konieczności ciągłej widoczności i kontroli ze strony użytkownika”.

Czy jest to prawda? W zasadzie tak. Czy jest to odwracanie kota ogonem? Również tak, ponieważ Tim Cook i spółka umyślnie ominęli kilka niewygodnych dla siebie szczegółów, które całkowicie zmieniają obraz rzeczy. Wszak UE zasłynęła za sprawą forsowania regulacji dotyczących prywatności, a ze stanowiska Apple wynika, jakoby wspólnota działała w sprzeczności ze swoimi dotychczasowymi ideałami.

Co to jest DMA?

Wyjaśnienia zacznijmy od przypomnienia, czym w ogóle jest DMA i dlaczego stało się solą w oku zagranicznych gigantów technologicznych. Owa ustawa o rynkach cyfrowych to rozporządzenie Unii Europejskiej, którego celem jest powstrzymanie formowania się monopoli oraz zagwarantowanie uczciwej konkurencji w obszarze technologii. Z tego też względu firmy zdefiniowane jako tzw. gatekeeperzy (w luźnym tłumaczeniu można je przedstawić jako „strażników dostępu”) zostały zobligowane do równego traktowania konkurentów, niepromowania swoich produktów cudzym kosztem, a także zapewnienia konsumentom większej kontroli nad softem oraz możliwości wyboru oprogramowania, z którego chcieliby korzystać. To właśnie za sprawą tego przepisu Firefox zyskał pokaźną rzeszę nowych użytkowników, jako że osoby zapytane o wybranie domyślnej przeglądarki podczas wstępnej konfiguracji smartfona z chęcią decydowały się na alternatywę dla Safari lub Chrome.

No więc jak gwarancja swobody wynikająca z DMA ma się do przytoczonego przez Apple argumentu? W skrócie – stworzona przez kalifornijskie przedsiębiorstwo Siri AI ma dostęp do wielu funkcji urządzenia i jest w stanie m.in. odczytywać zawartość ekranu, uruchamiać aplikacje i samodzielnie działać w imieniu użytkownika. Unijne prawo zakłada zaś, iż celem zachowania konkurencyjności podobne możliwości powinno otrzymać oprogramowanie stron trzecich – to zaś jest, przynajmniej zdaniem moim i Tima Sweeneya z Epic Games, jabłkowej korporacji ewidentnie nie w smak.

Faktem jest, iż przyznanie szemranej sztucznej inteligencji uprawnień o tej skali jest proszeniem się o kłopoty, niemniej UE nie wymaga od nikogo bezrefleksyjnego otwarcia się na takie rozwiązania. Fundamentem DMA jest komunikacja z użytkownikiem i umożliwienie mu podjęcia ostatecznej decyzji w kontekście doboru stosowanych narzędzi, choć, jak widać, już to jest w stanie przyprawić przedstawicieli Big Techu o czerwoną gorączkę.

Kulawe tłumaczenie Apple

Apple stwierdziło, iż „badacze zajmujący się bezpieczeństwem wykazali już, że systemy oparte na sztucznej inteligencji mogą zostać przejęte w celu kradzieży danych osobowych – takich jak hasła i zdjęcia – oraz trwałej zmiany plików i ustawień kont bez zgody użytkownika”, a „wraz z rozwojem możliwości systemów opartych na sztucznej inteligencji ryzyko to szybko rośnie zarówno pod względem częstotliwości, jak i zakresu”. W tym przypadku możemy to potraktować nawet jako pośrednie przyznanie się do winy i wystawienia posiadaczy iPhone’ów na potencjalne ataki. Skoro alternatywy dla Siri AI działające na identycznych zasadach stanowią zagrożenie, to dlaczego niby sama Siri miałaby zostać uznana za w pełni bezpieczną? Czy logo nadgryzionego jabłka stanowi magiczny sigil odpychający potencjalnych włamywaczy i niepozwalający im się dobrać do smartfona? Raczej nie.

Co prawda gigant z Cupertino stwierdził, że Siri AI na iOS 27, iPadOS 27 oraz watchOS 27 w Europie się pojawi, niemniej będzie to miało miejsce już po oficjalnej premierze technologii w Stanach Zjednoczonych. Co ciekawe, debiut odsłon na macOS 27 i visionOS 27 (ktoś jeszcze w ogóle pamięta o goglach Apple Vision Pro?) podobno jest niezagrożony.

Swój wywód Amerykanie zakończyli stwierdzeniem, że zależało im na terminowym udostępnieniu swojego dzieła na Starym Kontynencie, niemniej Komisja Europejska pozostała niewzruszona na wszelkie przedstawione jej pomysły oraz zbywała wszelkie plany firmy Apple dotyczące sprytnego (i zarazem niepełnego) dostosowania Siri do zapisów DMA. Do kosza trafił m.in. projekt rozwiązania o nazwie Trusted System Agent, czyli swoistego pośrednika między wirtualnymi asystentami a systemem operacyjnym.

Po co nam Siri?

Osobną kwestią pozostaje, to czy Europejczycy w ogóle mają po co czekać na nową Siri. Z dostępnych na witrynie producenta informacji wynika, iż z usług asystentki początkowo skorzystamy jedynie na sprzęcie z ustawionym językiem angielskim jako tym domyślnym. Chociaż Apple zapowiedziało wsparcie dla innych języków, ich pełna lista oraz spodziewane daty udostępnienia pozostają nieznane. Również z Apple Intelligence nie zrobimy użytku w języku polskim, co zdaje się po raz kolejny udowadniać, w jak głębokim poważaniu mają nasz kraj twórcy iPhone’ów.

Z tego też względu można potraktować prowadzoną przez Cooka i resztę ferajny krucjatę jako polityczną szopkę wywołaną za sprawą oburzenia z tytułu utraty uprzywilejowanej pozycji. Jakby jednak nie patrzeć, Jankesi mogą mieć nieco racji – otwarcie systemu niesie ze sobą pewną dozę ryzyka. Wszystko sprowadza się do tego, czy jesteśmy w stanie zrezygnować ze swobody wyboru dla odrobiny wygody i obietnicy bezpieczeństwa. Nie zmienia to przy tym faktu, iż zrzucanie winy za brak Siri AI w Polsce i innych państwach na Komisję Europejską oraz jej fochy jest grubą przesadą.

Mimo że osobiście sprzęt ze stajni Apple wysoko sobie cenię i uważam, iż aktualnie w części przypadków (pozdrowienia dla MacBooków Neo) oferuje on naprawdę przyzwoity stosunek ceny do jakości, tak zachowanie firmy wzbudza we mnie wiele zastrzeżeń.

0 komentarzy

Zostaw komentarz